http://www.lowiec.com/cgibin/shop/
     

Aktualny numer: 3/2017

 


Pieśń głuszca

Polskie szakale

Walka o rogi

Szkody pod śniegiem

Edukacyjne gęgawy

Strażnik tradycji

Zobacz pełen spis treści
 

Sposób na zające
Od pewnego czasu  PZŁ prowadzi reintrodukcję zająca. Pierwsze szaraki od kilku lat zasilają łowiska około 40 kół, które – jak dotąd – wsiedliły ponad 2000 zajęcy.

Relacja Andrzeja Wierzbieńca z austriackiego Neudorfu (Zajęcze Eldorado ŁP 2/06 i Tajemnice Eldorado ŁP 6/06) odbiła się wśród polskich myśliwych szerokim echem. Przypomnijmy – 23 myśliwych gospodarujących tam na 2300 ha sprawuje opiekę nad populacją około 5000 zajęcy, z czego rocznie pozyskiwanych jest około 40% stanu. Podczas ubiegłorocznego polowania na 100 strzelb opolowano około 1600 ha, kładąc na pokocie 1062 zające, 351 bażantów, 35 kuropatw, a następnego dnia podniesiono jeszcze około setki postrzałków. Tej imponującej populacji – niemal 220 sztuk na 100 ha – stworzono doskonałe warunki bytowania. Co 400–600 m znajdują się szerokie na 3 do 10 i długie na 1000 m remizy. Na ich obrzeżach pozostawione są szerokie na metr pasy nieużytków, na które – o ile nie przekraczają 10% powierzchni gospodarstwa – rolnicy otrzymują unijne dopłaty. Mimo licznych naturalnych cieków wodnych i kilku większych sztucznych zbiorników w remizach ustawionych jest ponad 100 poideł. Zajmują się nimi opiekunowie poszczególnych remiz odpowiedzialni również za zaopatrywanie wystawionych tu paśników.

Całą tę gigantyczną pracę wykonują tam zaledwie 23 osoby – członkowie tamtejszego koła łowieckiego, którzy w większości są rolnikami. Ich podejście do zagadnień rolnictwa jest przykładem dla niepolujących sąsiadów. Ze względu na zwierzynę drobną koszenia prowadzone są w lipcu – już po zakończeniu lęgów bażantów i kuropatw. W zamian myśliwi organizują działania zmierzające do zrekompensowania strat spowodowanych opóźnieniem i pominięciem pierwszych majowo-czerwcowych sianokosów.
Najważniejszą jednak sprawą jest redukcja drapieżników. Do aktywnej ochrony łowiska nikogo nie trzeba tu zachęcać. Licznie wystawiane są pułapki żywołowne. Z norowcami intensywnie poluje się na lisy, na które nie obowiązują okresy ochronne. Regularnie inwentaryzowane są krukowate, na odstrzał których w uzasadnionych przypadkach wydawane są zezwolenia, mimo wprowadzonego od niedawna okresu ochronnego. Teren, na którym gospodarują, jako jedyny powiat, uzyskał zezwolenie na kontrolowany odstrzał myszołowów i jastrzębi. Koledzy z Neudorfu kierują się zasadą, że dopóki w łowisku będą lisy, kuny, sroki i wrony, dopóty stany zajęcy, bażantów i kuropatw będą niskie.

Zagrożone szaraki

Patrząc na losy polskiej populacji zająca na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat, można odnieść wrażenie, że przeznaczona ona została do zagłady, że jej los został przesądzony. W tym czasie nastąpiła bowiem niespotykana wcześniej koncentracja czynników mających wpływ na katastrofalną zapaść liczebności naszych szaraków.
Radykalnie zmieniła się struktura upraw, pojawiły się wielkoobszarowe monokultury, zanikły elementy urozmaicające krajobraz w postaci remiz śródpolnych i zakrzewień i zadrzewień. Zmiana struktury upraw odbiła się na jakości i ilości dostępnej bazy żerowej. Nastąpił wzrost mechanizacji i chemizacji rolnictwa. Do tego dołączyły anomalie pogodowe – ostre długie zimy z obfitymi opadami śniegu, a latem dokuczliwe upały i susze. Nasilił się rozwój urbanizacji i motoryzacji, przez co drastycznie zwiększyła się presja cywilizacji na środowisko naturalne.
Nastąpił drastyczny wzrost populacji lisa spowodowany przede wszystkim wykładaniem szczepionki przeciwko wściekliźnie, a także spadkiem zainteresowania myśliwych jego odstrzałem. Drastycznie wzrosła liczebność pozostałych drapieżników – kuny, borsuka, kruka, wrony i sroki oraz innych ptaków drapieżnych. Z każdym rokiem nasilała się presja i penetracja łowisk przez drapieżniki synantropijne – psy i koty, nasilało się również kłusownictwo. Choroby zbierały coraz bardziej dotkliwe żniwo na słabnącej liczebnie populacji; zającowi zagrażają między innymi: myksomatoza, syndrom zająca europejskiego – EBHS, wirusowa krwotoczna choroba królików, rodencjoza, tularemia, pastereloza, salmonelloza, bruceloza, gruźlica, kokcydioza, toksoplazmoza, wągrzyca, cenuroza, bąblowica wątroby.
Gospodarka łowiecka nie nadążyła za tymi zmianami, zabrakło lokalnych inicjatyw, a także odpowiednich uregulowań prawnych. Co gorsza, te same czynniki odciskały swoje piętno również na pozostałych gatunkach zwierzyny drobnej, szczególnie kuropatwie.

Analizując ten niewątpliwie niekompletny katalog przyczyn, trudno oprzeć się wrażeniu, że powinniśmy się cieszyć, że zwierzyna drobna w ogóle jeszcze bytuje w naszych łowiskach. Niestety, przytłaczająca większość naszej uwagi – w płonnej nadziei na odnalezienie łatwego rozwiązania – koncentruje się na identyfikacji tej głównej i jedynej przyczyny katastrofy, albo – najczęściej z lenistwa – na wskazywaniu tych elementów specyfiki naszej sytuacji, które uniemożliwiają zastosowanie metod wypracowanych choćby przez myśliwych z Neudorfu. Czyżby więc nasze zające skazane zostały na zagładę?

Podjęte wyzwanie

Może rzeczywiście późno, ale wbrew wszelkim przeciwnościom w różnych miejscach kraju i na różnych poziomach naszej organizacji podejmowane są działania zmierzające do restytucji zwierzyny drobnej w naszych łowiskach. Przykładem jest hodowla zamknięta zajęcy i próby ich restytucji i introdukcji.
Pierwsze próby hodowli zajęcy w Polsce sięgają końca lat 60. Jedna z nich miała miejsce na terenie Stacji Badawczej w Czempiniu, gdzie zorganizowana była wówczas hodowla na wzór francuski – każda para przetrzymywana była w osobnej klatce. Niestety, wnioski z tego eksperymentu jednoznacznie stwierdzały, iż otrzymany przychówek nie nadaje się do życia na wolności. Ponieważ nie było wówczas jeszcze takiej potrzeby, dalsze badania zostały porzucone.

Wszystkie naturalne cieki wodne i rowy melioracyjne znakomicie nadają się do obsadzenia wierzbą, głogiem, dziką różą, tarniną, itp. gatunkami krzewów, dającymi zwierzynie drobnej idealne schronienie

Nadzwyczajna sytuacja ostatnich lat wymusiła jednak podjęcie nadzwyczajnych środków i powrót do koncepcji zamkniętej hodowli zajęcy. Ponownie oparto się na doświadczeniach francuskich. Pierwszych 60 par odłowionych zostało w 2002 roku na terenach OHZ ZG PZŁ „Rypin” i OHZ „Krośniewice”. Ponieważ wstępne wyniki okazały się zachęcające, do grona ośrodków prowadzących hodowlę w bieżącym roku dołączył Przybyszew startujący z setką par, a obecnie szykują się jeszcze ośrodki w Gierłoży i Szubinie.
Eksperyment przeprowadzony w OHZ „Gradów”, polegający na kontrolowanym wypuszczeniu zajęcy do woliery, potwierdził możliwości adaptacyjne zajęcy klatkowych. Do blisko hektarowej woliery, całkowicie zabezpieczonej przed drapieżnikami, porośniętej naturalnymi roślinami polnymi, wypuszczonych zostało 30 sztuk. Początkowo dokarmiano je paszą, jaką otrzymywały w klatkach. Po 2 miesiącach odłowiono wszystkie wypuszczone osobniki. Ich stan zdrowia oraz kondycja nie budziły żadnych zastrzeżeń. Na terenie woliery zaobserwowano liczne kotliny i ślady obecności zajęcy charakterystyczne dla populacji żyjącej na wolności.
Podobne woliery tworzone są przez koła zaangażowane w program reintrodukcji. Przykładem jest woliera adaptacyjna prowadzona na terenie obwodu nr 381 w Jarantowie, należącego do koła Łowieckiego „Dzik” w Kaliszu. Koło uczestniczy w programie odbudowy populacji zwierzyny drobnej w województwie wielkopolskim. Przy udziale środków finansowych Urzędu Marszałkowskiego województwa wielkopolskiego do wybranych łowisk trafiają zające zakupione z hodowli klatkowej prowadzonej przez ośrodki hodowli zwierzyny PZŁ. Jednym z warunków uczestnictwa w programie jest przyjęcie przez uczestniczące w nim koła moratorium na odstrzał zajęcy. Polowania nie mogą mieć miejsca przed upływem trzech lat od czasu ostatniej introdukcji.
Do Jarantowa trafiło 60 zajęcy, które oczekują na wypuszczenie. Jak tłumaczy Andrzej Jaworowicz – łowczy koła, woliera daje możliwość adaptacji zajęcy i monitorowania ich kondycji przed wypuszczeniem. Pozwala to potem lepiej ocenić faktyczną liczbę strat i dokładniej szacować skuteczność prowadzonej introdukcji. Nie ma nic za darmo, bo woliera wymaga praktycznie ciągłego dozoru, a wysokie zagęszczenie zajęcy na niewielkim terenie rodzi ryzyko ewentualnych infekcji.
Działalność kolegów z „Dzika” dobitnie ukazuje, jaki ogrom własnej pracy należy włożyć, aby nie zaprzepaścić szansy. Jedną z tajemnic ich sukcesu są doskonałe stosunki z ludnością. Mieszkający na terenie koła rolnicy sami powiadamiają myśliwych o zaobserwowanych drapieżnikach, czy wałęsających się psach i kotach. Organizowane są spotkania, szczególnie z dziećmi, podczas których myśliwi uświadamiają słuchaczy, dlaczego nie można zabierać do domu znalezionej sarenki, że psy trzeba na noc wiązać... Jak się okazuje, przekonane dzieci oddziałują z kolei na dorosłych.

Przygotowanie łowisk

W okręgu piotrkowskim PZŁ od kilku lat realizowany jest program ratowania kuropatwy i zająca, który z inicjatywy tamtejszej Okręgowej Rady Łowieckiej oraz łowczego Cezarego Szadkowskiego, w sezonie 2004/2005 dofinansowany został ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. W ramach programu wprowadzona została zasada mówiąca, że pozyskanie lisa należy planować na poziomie 20 sztuk na 1000 ha obwodu łowieckiego. Niezrealizowanie tych wytycznych może skutkować ograniczeniem lub zawieszeniem odstrzału zwierzyny drobnej. Jednym z podstawowych warunków uczestnictwa w programie jest także właściwe przygotowanie łowiska, czyli redukcja nadmiaru drapieżników, w tym zdziczałych psów i kotów.
Koło Łowieckie nr 19 „Koliber” w Kłudzicach nie będzie miało problemów z realizacją tej drugiej zasady. „Dopomogła” mu w tym katastrofa programu introdukcji danieli. W 2004 roku koledzy z „Kolibra” zakupili 8 danieli, z zamiarem wsiedlenia ich do łowiska. Było o tym głośno w lokalnej społeczności, pojawiła się prasa i telewizja. Którejś nocy do woliery dostały się okoliczne psy, dokonując rzezi. Znów zrobiło się głośno, znów pojawiła się prasa i telewizja. Jednak skutki uboczne tego wydarzenia widoczne są do dziś. Spotkanie z wałęsającym się psem czy kotem jest w łowisku bardzo mało prawdopodobne. Myśliwi są na punkcie ich obecności niezwykle wyczuleni, a mieszkający na terenie łowiska gospodarze skutecznie uniemożliwiają swoim ulubieńcom samodzielne włóczęgi. Zdarza się, że sami informują myśliwych o zaobserwowanych w łowisku intruzach.

Zdziczałe plantacje owocowe stanowią doskonałą ostoję dla wszystkich gatunków zwierzyny drobnej. Myśliwi z KŁ nr 1 „Bielik” w Babach znakomicie wykorzystali nadarzającą się okazję, przekonując właścicieli do pozostawienia krzewów porzeczek i aronii

W ubiegłym sezonie koledzy z „Kolibra” strzelili 57 lisów, a obecnie ich populacja szacowana jest na około 50 sztuk. W bieżącym planie łowieckim koło zobowiązane jest jednak do odstrzału 100 lisów. Każda informacja na temat pojawienia się w terenie lisa przekazywana jest do myśliwych. Moje własne obserwacje trzech lisów zostały skrupulatnie odnotowane przez łowczego Edmunda Miśkiewicza i przekazane do opiekunów rejonu. Dzierżawiony przez koło obwód nr 46 podzielony jest bowiem na 5 rejonów, nad którymi opiekę sprawują wyznaczone kilkuosobowe grupy myśliwych. To oni odpowiadają za porządek w poszczególnych rejonach łowiska, a także za zapobieganie szkodom łowieckim.
Rezultaty hodowlane wciąż nie są spektakularne, ale poprawa jest wyraźnie widoczna. Dopiero podczas nocnego przejazdu w łowisku zobaczyć można faktyczną liczbę ukrytych za dnia zajęcy, co nie zawsze znajduje odzwierciedlenie w prowadzonych inwentaryzacjach. Właściwie prowadzona gospodarka daje szansę powrotu w przyszłości do normalnych polowań. Na razie odstrzał jest bardzo ograniczony. Podczas polowania zające strzelane są tak, by na każdego myśliwego przypadał na pokocie jeden zając – nikt więc nie wraca z pustymi rękami. To i tak więcej niż w większości polskich kół.
Na szczęście nie wszystkie koła wymagają odgórnej motywacji. W Kole Łowieckim nr 29 „Jastrząb” w Radomsku członkowie przyjęli na siebie obowiązek uczestnictwa w przynajmniej 6 z 12 organizowanych w sezonie polowań zbiorowych na lisy. W polowaniach uczestniczą wszyscy członkowie koła – nie ma wyjątków. Od kilku lat koledzy prowadzą hodowlę dzikich królików. Nauczeni doświadczeniem nie liczą jednak na spektakularne rezultaty. Ich działania koncentrują się na hodowli kuropatw, których populacja powróciła ostatnio do poziomu z początku lat 70. Doświadczenia zdobyte na królikach będą jednak bardzo przydatne podczas planowanych w najbliższym czasie wsiedleń zajęcy.

Niektórzy twierdzą, że likwidacja drapieżników synantropijnych i lisa nie jest wystarczająca, i że bez redukcji pogłowia krukowatych dla zwierzyny drobnej niczego nie da się zrobić. Proszę bardzo – otóż w ramach wspomnianego wcześniej „Programu odbudowy populacji zwierzyny drobnej w województwie wielkopolskim w latach 2005–2015” przeprowadzono inwentaryzację kruków, których liczba ustalona została na około 30 tysięcy sztuk. Bogata korespondencja prowadzona z Sejmikiem Województwa Wielkopolskiego, Wielkopolskim Urzędem Marszałkowskim oraz Wojewodą Wielkopolskim przyniosła wreszcie spodziewany rezultat. Wniosek o odstrzał redukcyjny, jako działania o charakterze ochronnym w ramach programu, doczekał się zgody – wnioskowano o odstrzał 250 kruków (po 50 sztuk w okręgach poznańskim, konińskim, leszczyńskim, kaliskim i pilskim), uzyskano zgodę na odstrzał 136 osobników na terenie obwodów, na których wypuszczane były zające. W dniach od 15 grudnia 2005 do 14 stycznia 2006 roku na terenie 12 obwodów dokonano odstrzału 90 kruków. Może to kropla w morzu, ale za to bardzo ważna kropla, tworząca precedens, drążąca skałę i, miejmy nadzieję, tworząca określone reguły przyszłych działań.

Woliera adaptacyjna na terenie KŁ “Dzik” w Kaliszu. W wyłożonych kępach gałęzi sosnowych tymczasowe schronienie znalazło 60 zajęcy, które oczekują na wypuszczenie w ramach wielkopolskiego programu reintrodukcji zwierzyny drobnej. Na zdjęciu wyraźnie widoczne są niezbędne zabezpieczenia przeciw drapieżnikom skrzydlatym

Ożywić pola

Wypuszczanym do łowiska zającom należy stworzyć odpowiednie warunki środowiskowe. W tym celu koledzy z „Kolibra” wykupują nieużytki, przeznaczając je na ugór. Przez środek ich łowiska płynie niewielka rzeczka, której brzegi porośnięte są krzewami dającymi zwierzynie drobnej idealne schronienie. Zwierzyna ma również zapewniony stały dostęp do wody. W zasadzie nie ma potrzeby tworzenia dodatkowych remiz. Na terenach „Jastrzębia” znajdują się uprawy wierzby – około 40 ha, które stanowią znakomitą ostoję i schronienie dla zwierzyny.

Koła uczestniczące w reintrodukcji zwierzyny drobnej wyczulone są na wszelkie możliwości i sytuacje mogące poprawić warunki bytowania zwierzyny drobnej w ich łowiskach. W Kole Łowieckim nr 1 „Bielik” w Babach koledzy znakomicie wykorzystali nadarzającą się okazję. Na terenie obwodu znajdują się zdziczałe plantacje owocowe. Ich właściciele nosili się z zamiarem całkowitego usunięcia tych niepotrzebnych krzaków. Na szczęście kolegom z „Bielika” udało się przekonać ich do pozostawienia plantacji. Zdziczałe krzaki porzeczek i aronii stanowią teraz doskonałą ostoję dla wszystkich gatunków fauny polnej. Ale nie wszyscy mogą pochwalić się takimi warunkami. To właśnie z myślą o takich kołach działa program „Ożywić pola”, którego podstawowym założeniem jest angażowanie młodzieży szkolnej w działania na rzecz tworzenia i pielęgnacji remiz śródpolnych. Wszystkie wymienione koła uczestniczą, bądź poszukują szkół zainteresowanych uczestnictwem w programie.
Stare powiedzenie, że poluje ten, kto hoduje, w dzisiejszych czasach nabiera szczególnego znaczenia i aktualności. W łowiectwie istnieją elementy gospodarki i choć nie chodzi w nim o maksymalizację zysków, to jednak kieruje się i kierować powinno zdrowymi gospodarskimi zasadami. Pozycja lidera, o której z zazdrością i podziwem mogliby czytać myśliwi z Neudorfu, jest do zawłaszczenia. W zasadzie wiadomo również, co trzeba w tej sprawie zrobić. Może za wcześnie, by mówić o pełnym „odrodzeniu”, ale zmierzch „średniowiecza” jest wyraźnie zauważalny. Pierwsze zające od kilku lat zasilają łowiska ponad 40 kół w Polsce, które jak dotąd, zakupiły ponad 2000 zajęcy. Nie są to wielkie liczby, ale trzeba pamiętać, że wkład pracy w przygotowanie łowiska, zakup, transport i wypuszczenie oraz ochronę łowiska, jest ogromny – pojedynczy zając „kosztuje” około 200 zł.

Z dotychczasowych obserwacji i doświadczeń powoli wyłania się spójny obraz wymogów i warunków niezbędnych do spełnienia przy planowaniu i realizacji skutecznej reintrodukcji. Już dziś można mówić o pewnych sukcesach. Nie wyrażają się one w liczbach, w przyroście populacji, ani nie są widoczne na pokotach. Kiełkują w ludziach – w środowisku myśliwych, którzy podjęli wyzwanie, w przedstawicielach administracji publicznej i organizacjach związanych z ochroną środowiska, które coraz liczniej wspierają finansowo działania podejmowane przez myśliwych. I wreszcie w młodzieży, którą udało się zachęcić do uczestnictwa w programie „Ożywić pola”, budząc w ten sposób jej wrażliwość i wciągając ją w aktywną działalność na rzecz ochrony naszych pól, nie tylko doraźnie na dziś, ale również z myślą o przyszłości.
Przypomniany na wstępie przykład austriackich kolegów dobitnie pokazuje, że ich sukces utkany jest z działań na wszystkich frontach i we wszystkich możliwych obszarach. W ich podejściu trudno byłoby coś jeszcze poprawić i udoskonalić. Poszczególne elementy ich działań widoczne są również w przytaczanych przykładach działań naszych rodzimych kół. Być może wystarczy rozebrać ten austriacki sukces na czynniki pierwsze i dostosowując do naszych warunków przenosić je kolejno na nasz grunt, nie oglądając się na trudności i przeszkody. Podane przykłady z naszego podwórka – a mamy nadzieję, że otrzymamy jeszcze więcej sygnałów w tej sprawie, którymi będziemy mogli podzielić się z Czytelnikami – pokazują, że na szczęście sprawa przyszłości zająca nie jest jeszcze całkowicie przegrana.

Paweł Bombik

 

   
     
     
     
     
     
     
Copyright © by Łowiec Polski - Wszelkie prawa zastrzeżone
stat4u