Ostoja medalowych byków

Ośrodek Hodowli Zwierzyny Mikołajki ma już 28 lat. Takie właśnie ośrodki są wzorowymi łowiskami i miejscem, gdzie myśliwi powinni się uczyć prawidłowej gospodarki łowieckiej.

Lasy wokół Mikołajek stanowią w zasadzie jeden kompleks podzielony w naturalny sposób granicą ciągu wielkich jezior mazurskich – Jezior mikołajskiego, bełdan i nidzkiego – na część wschodnią z Nadleśnictwem Pisz i dużą częścią Nadleśnictwa Maskulińskiego oraz część zachodnią z lasami Nadleśnictwa Strzałowo i obwodem łowieckim nr 126. Ośrodek Hodowli Zwierzyny Mikołajki powstał w 1978 roku na bazie przekazanego przez ministra leśnictwa obwodu łowieckiego nr 126 o pow. 6040 ha, z czego ok. 75% powierzchni zajmują lasy. W listopadzie następnego roku kierownictwo ośrodka objął Jan Kałaska.
Do czasu zdobycia docelowej lokalizacji ośrodek kierowany był z wynajętej w Mikołajkach stancji. Dopiero w 1980 roku udało się nabyć na własność Związku dwunastohektarowe gospodarstwo wraz z zabudowaniami, w których do dziś mieści się siedziba ośrodka.

Zwierzyna wczoraj i dziś

Od początku istnienia ośrodka wiodącymi gatunkami zwierzyny były jeleń, dzik i sarna. W planie do pozyskania było wówczas około 15 jeleni i około 30 dzików. Populacja sarny po zimie stulecia zredukowana była praktycznie do zera. Na szczęście bardzo szybko odbudowała się i po kilku latach pozyskiwano początkowo kilka sztuk, aż do takich stanów, kiedy bez problemu strzelano nawet 70 rogaczy. Podobnie było z populacją jeleni. Mówiąc o wahaniach w liczebności zwierzyny, Jan Kałaska zwraca uwagę na niewyjaśnioną dotąd zależność między populacjami saren i jeleni rezydującymi na wspólnym terenie. Okazuje się bowiem, że wzrost zagęszczenia jeleni powoduje katastrofalny spadek liczebności sarny. Twierdzi, że miał okazję obserwować to zjawisko nie tylko w Mikołajkach, ale również w Bieszczadach na terenie Arłamowa, gdzie wcześniej pracował. Na kilkudziesięciu tysiącach hektarów występowało tam gdzieniegdzie po kilka saren i kilkanaście tysięcy jeleni. Zjawisko to potwierdziło się również w obserwacjach prowadzonych na położonej w pobliżu fermie jeleniowatych w Kosewie, prowadzonej przez Instytut Parazytologii Polskiej Akademii Nauk. U saren trzymanych tam obok różnych gatunków jeleniowatych, niezależnie od odrobaczania i stosowanej farmakologii, regularnie pojawiają się niewyjaśnione problemy pokarmowe, które po mniej więcej roku kończą się 100% śmiertelnością saren. Zagadnienie to jednak wciąż czeka na naukowe opracowanie i wyjaśnienie.

Obecnie na terenie ośrodka podstawą gospodarki są te same gatunki, co na początku działalności, zmieniły się tylko liczby. W ubiegłym sezonie strzelono tu 52 jelenie (w tym 23 byki), 20 saren (z czego 15 rogaczy), 48 dzików. Oczywiście trzeba pamiętać o ubytkach, które nie są małe. Potwierdzono upadek 14 jeleni, 9 saren i 9 dzików, ale ponieważ na terenie rezydują wilki i rysie oraz liczne ptaki drapieżne, więc faktyczna liczba strat jest zapewne znacznie wyższa.

Imponujące trofea

Okoliczne kompleksy leśne, wraz z Puszczą Piską i Puszczą Romnicką, są tradycyjnym siedliskiem jeleni, a jest to gatunek cieszący się szczególnym zainteresowaniem myśliwych. Nic więc dziwnego, że ośrodek jest licznie odwiedzany przez poszukujących ciekawego trofeum oraz pragnących na własne oczy i uszy doświadczyć niezapomnianych przeżyć z rykowiska. Wielu wraca tu potem regularnie.

Polowanie dewizowe, wrzesień 2005 r.

Dobre byki strzelane na terenie ośrodka noszą wieńce w przedziale od 7,5 kg do około 9,5 kg. Co roku strzela się tu przeciętnie 8 medalowych byków. W ostatnim sezonie mieściły się one w granicach od 167 do 208 punktów CIC.

Polowanie dewizowe, wrzesień 2005 r. Na rozkładzie byk wyceniony wstępnie na 208 pkt. CIC

Poza odpowiednimi warunkami kluczem do sukcesu jest odpowiednio prowadzona selekcja. Oznacza to bezwzględne przestrzeganie zasad selekcji w 2. klasie wieku. Niestety, z umiejętnością właściwej oceny i rozpoznawania wieku jeleni nie jest najlepiej. Jako przykład Jan Kałaska podaje doświadczenie przeprowadzone przez myśliwych w sąsiednim Nadleśnictwie Strzałowo, kiedy wieńce strzelonych tam byków okazywane były myśliwym na kilka sekund, na wprost i bokiem, po czym chowane. Zadaniem myśliwych była ocena wieku i prawidłowości odstrzału. Mimo wieloletniego doświadczenia uczestników eksperymentu, odsetek błędów sięgał nawet 80%. Niestety, wielu myśliwych nie przykłada do zasad selekcji najmniejszej wagi, podobnie jak ma to miejsce wśród niektórych grup narodowych, jak w Hiszpanii czy Francji, gdzie nie obowiązują praktycznie żadne zasady selekcji. Kolega Kałaska nie ukrywa, że poza gośćmi z Polski najlepiej poluje mu się w towarzystwie niemieckich czy austriackich myśliwych, dla których nasze cele hodowlane i zasady selekcji są z racji podobieństw zrozumiałe i szanowane.

Polowanie dewizowe, październik 2004 r.

Jan Kałaska jest przeciwnikiem obowiązującej do niedawna zasady odstrzału 50–60% byków w 1. klasie wieku. Jego doświadczenie podpowiada mu, że tak naprawdę trudno cokolwiek powiedzieć o ich przyszłości. Wystarczy, gdy mimo doskonałego genotypu cielęta zostały przedwcześnie pozbawione opieki łani, zainfekowane pasożytami, by do trzeciego roku nakładały słabiutkie poroża. Jeśli jednak przeżyją te pierwsze trzy lata, nabierając tężyzny fizycznej, odrobaczą się w sposób naturalny, pobierając odpowiednie zioła, to często w czwartym roku okazuje się, że liche szóstaki potrafią przeobrazić się w dwunastaki i szesnastaki, wyrastając na kapitalne byki. Zdaniem pana Jana, poza ewidentnie słabymi osobnikami, do zasad selekcji w 1. klasie powinno podchodzić się bardzo ostrożnie. Dopiero w przypadku cztero-, pięcio- i sześcioletniego byka można powiedzieć cokolwiek sensownego o jego przyszłości. Podczas gdy spora część myśliwych z zadowoleniem przyjęłaby trofeum w postaci grubego, mocnego ósmaka, w swoich działaniach hodowlanych Jan Kałaska celuje wyżej. Dąży konsekwentnie do tego, by jelenie pozyskiwane w Mikołajkach wyróżniały się zarówno masą tuszy, jak również pięknym, imponującym porożem.

Baza żerowa

Na nic jednak nie zdadzą się najbardziej nawet surowe zasady, jeśli nie będą im towarzyszyć odpowiednio zaplanowane i prowadzone prace gospodarskie. Na terenie obwodu ustawionych jest 14 paśników, do których trafia około 20 ton karmy suchej objętościowej oraz 16 ton karmy treściwej. Baza żerowa łowiska jest naturalnie bogata. Wszystko zależy od urodzaju – w latach, kiedy dęby owocują intensywnie, zwierzyna ma łatwy dostęp do naturalnego treściwego żeru. W pozostałych latach wykładane jest wysokiej jakości siano wzbogacone roślinami motylkowymi, takimi jak lucerna czy koniczyna. Ostatnio przygotowywane są również sianokiszonki – w tej chwili na zimę oczekuje ponad 70 ton tej karmy. Leśnicy twierdzą, że pobierana jest chętniej, dzięki czemu wypadki spałowania są znacząco ograniczone.

Niektóre poletka topinamburu uprawiane są od 30 lat

Do ochrony upraw rolnych utrzymywanych jest 14 pasów zaporowych o łącznej długości około 2 km, na które latem regularnie wysypywana jest kukurydza oraz wykładane są inne atrakcyjne karmy. W celu ograniczenia szkód generalną zasadą jest wyłączenie tych miejsc z polowania – na dziki poluje się na nich wyłącznie zimą. Poza zimą polowania odbywają się wyłącznie na polach, na których dochodzi do szkód. Obecnie na terenie obwodu uprawy kukurydzy są nieliczne i odszkodowania nie są szczególnie uciążliwe. Jest jednak druga strona medalu – dziki wędrują po kukurydzę dalej, czasem nawet kilkanaście kilometrów. Wyhodowane na terenie ośrodka wędrują do sąsiednich obwodów, z których tylko nieliczne wracają, co z całą pewnością cieszy myśliwych polujących w sąsiednich obwodach.

Okolice Mikołajek obfitują w wodę – na terenie obwodu położonych jest 18 jezior

Na terenie obwodu znajduje się około 70–80 ha łąk należących do Lasów Państwowych, z czego dzierżawionych jest około 25 ha. Są one regularnie koszone, szczególnie pod koniec lipca, zapewniając w ten sposób zwierzynie świeży żer od września do listopada. Z łąk położonych na gruntach sklasyfikowanych jako grunty rolne do kasy ośrodka wpływają środki z dopłat Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Uprawiane są również łąki położone na gruntach leśnych, do których dopłaty nie przysługują oraz część łąk znajdujących się w rękach prywatnych, na podstawie indywidualnych umów z rolnikami.
Uprawiane jest również 28 ha poletek łowieckich, głównie topinambur na poletkach nie mniejszych niż 1–2 ha, co przy takiej powierzchni uniemożliwia ich całkowite zgryzienie przez jelenie. Jego uprawa nie jest uciążliwa – przed zimą poletka są przeorywane, co ułatwia zwierzynie dostęp do bulw i jednocześnie zapewnia wystarczającą bazę do samoistnego odrodzenia upraw wiosną. Niektóre stanowiska są uprawiane w ten sposób nieprzerwanie od 30 lat.
Do dyspozycji zwierzyny ustawionych jest również około 150 wysokich lizawek słupowych, do których rocznie wykładana jest tona soli. Ich konstrukcja znacznie ogranicza straty – są wysokie, co utrudnia ewentualne wybieranie soli, a konstrukcja skrzynek uniemożliwia zbyt intensywne wypłukiwanie, jak miałoby to miejsce w przypadku drążonych korytek.

Urządzenia łowieckie

Przygotowanie łowiska nie ogranicza się jednak wyłącznie do upraw. Organizacja polowania komercyjnego wymaga właściwego podejścia. Wprawdzie łowisko to nie sklep, ale uczciwość nakazuje, by przyjeżdżającym na polowanie myśliwym stworzyć możliwie najlepsze warunki i szanse zdobycia wymarzonego trofeum. Ostatecznie za to właśnie płacą i mają pełne prawo oczekiwać profesjonalnej obsługi i odpowiedniego przygotowania łowiska.

Ambony stawiane są przy naturalnych ciągach, kąpieliskach i babrzyskach

Na myśliwych czeka ponad 150 ambon. Ich lokalizacja jest nieprzypadkowa. Praktycznie przy każdej śródleśnej łące jest ich kilka, co daje możliwość dostosowania się do kierunku wędrówek zwierzyny. Ambony pojawiają się również w pobliżu uczęszczanych przez zwierzynę przesmyków oraz na liniach oddziałowych. Umiejscowione są również w okolicach naturalnych kąpielisk i babrzysk, których tu nie brakuje. Dzięki temu spotkanie za dnia dorodnego byka zajętego zabiegami higienicznymi nie stanowi większego problemu. Na duże kompleksy łąk czy pola rolników jelenie wychodzą bardzo późno. Tymczasem na naturalnych przesmykach i kąpieliskach spotyka się je nawet wczesnym południem, kiedy widoczność jest doskonała.
Z tego powodu preferowanym typem polowania jest polowanie z zasiadki. Podchodu oraz polowań pędzonych w zasadzie się nie stosuje. Eliminuje to sytuacje, w których zwierzyna jest niepotrzebnie niepokojona w jej naturalnych ostojach. Tę samą zasadę stosuje się przy wyznaczaniu ścieżek podchodowych do ambon. Nie mogą one przecinać weksli uczęszczanych przez zwierzynę, dlatego przy ich wyznaczaniu uwzględnione są wiejące tu, najczęściej zachodnie, wiatry. Ścieżki są również odpowiednio przygotowane. Przed rozpoczęciem sezonu oczyszczane są za pomocą przerobionej kosiarki. Wirujące łańcuchy usuwają susz, zapewniając możliwość praktycznie bezgłośnego zajęcia stanowisk.

Konstrukcja lizawek ogranicza straty soli

By zapewnić właściwą widoczność, teren wokół ambon jest odpowiednio przygotowany. Z ewentualnych linii strzału usuwane są niepotrzebne krzewy i gałęzie. O świcie lub o zmierzchu łatwo jest przeoczyć drobne gałęzie, które potem okazać się mogą przyczyną niecelnego strzału. Ale najważniejszą przyczyną takich zabiegów jest możliwość obserwacji. Pozwala to na dokonanie właściwej oceny wieku na długo przed strzałem, a tym samym umożliwiają ścisłe przestrzeganie zasad selekcji.

Wzorowa gospodarka

Działania realizowane w ośrodku spotykają się z podziwem goszczących tu myśliwych. Starania doceniane są również przez myśliwych polujących w sąsiednich obwodach, na szczęście nie tylko ze względu na migrującą na ich tereny zwierzynę. Można śmiało powiedzieć, że zasady prowadzonej tu gospodarki łowieckiej z dużym powodzeniem kopiowane są w sąsiednich kołach. Coraz częściej poluje się tam niemal wyłącznie z ambon zamiast zbiorowo, pojawiły się urządzenia i uprawy łowieckie. Trudno chyba o lepsze potwierdzenie prawidłowości i słuszności zasad gospodarki prowadzonej na terenie ośrodka.
Wypłacane szkody zamykają się średnią kwotą rzędu 6–12 tysięcy złotych rocznie. Wiadomo, że musi dochodzić do sporów, choćby przy okazji szacowania szkód, i jest oczywiste, że inaczej widziane są one przez poszkodowanego, a inaczej przez szacujących. Istotą jest uczciwość, rzetelność i kompetencja, dlatego do ostrych konfliktów na tym tle dochodziło jedynie wyjątkowo.
Zdaniem Jana Kałaski brak współpracy myśliwych z organizacjami ekologów jest błędem. Myśliwi powinni się gremialnie do nich zapisywać, wnosząc tam swój punkt widzenia i własne argumenty dotyczące zagadnień ochrony środowiska. Tymczasem, mimo pozornej zbieżności interesów, obie strony ustawiają się najczęściej po przeciwnych stronach barykady, z góry zakładając brak możliwości wzajemnego zrozumienia i porozumienia, tworząc zupełnie niepotrzebne napięcia. Są bowiem sytuacje, w których o porozumienie nietrudno.

Na pasach zaporowych poluje się wyłącznie zimą

Niestety, gotowość do wzajemnego zrozumienia nie zawsze towarzyszy obu stronom. Na terenie obwodu licznie gniazdują ptaki drapieżne: orły, orliki, rybołowy, kanie. Zgodnie z zapisami dotyczącymi stref ochronnych wokół ich gniazd, ochronie podlegają zarówno gniazda zasiedlone, jak i rezerwowe. Strefy ochronne tworzone są, niestety, wokół wszystkich gniazd, często zachodząc na siebie i wyłączając możliwość prowadzenia jakichkolwiek prac. Często uniemożliwia to prawidłową realizację zadań zarówno myśliwym, jak i leśnikom. Wokół gniazd nie mogą być wykonywane żadne zabiegi ochronne, nie mogą tam być również usytuowane urządzenia łowieckie. Przy dużym zagęszczeniu ptaków łatwo może dochodzić do sytuacji, w których praktycznie większość terenu pozostaje wyłączona z użytkowania, powodując duże zachwiania w gospodarce leśnej i łowieckiej.

Odpowiednio przerobiona kosiarka oczyszcza przed sezonem wszystkie ścieżki podchodowe

Okolice Mikołajek są szczególnie intensywnie odwiedzane przez turystów. Z tego powodu we współpracy z Mazurskim Stowarzyszeniem Rozwoju Lokalnego w Baranowie na terenie ośrodka przygotowano ścieżki turystyczne. Niepolujący goście łowiska nie są zmuszeni na własną rękę poszukiwać szlaków turystycznych, na przykład prowadzących do stanowisk bobrów, niepokojąc przy tej okazji naturalne ostoje. Dla wygody i bezpieczeństwa przygotowane zostały odpowiednie ambony widokowe, które umożliwiają bezpieczne obserwacje żeremi. W tym samym celu na szlakach nietrudno odnaleźć miejsca postojowe, z ławkami, stolikami oraz śmietnikami pozostawionymi do dyspozycji turystów. Niestety, nie wszyscy potrafią to docenić. Z każdego objazdu łowiska pracownicy ośrodka zwożą góry śmieci porzuconych w lesie przez letników.

Odpowiednio przerobiona kosiarka oczyszcza przed sezonem wszystkie ścieżki podchodowe

Kłusownictwo jest problemem nie większym niż gdziekolwiek indziej. Szczególnie uciążliwe są pojawiające się okresowo zawodowe „spółdzielnie kłusownicze”, dostarczające mięsa na stoły wybranych restauratorów lub trudniące się sprzedażą trofeów. Najgorszą jednak odmianą kłusowników są pojawiający się coraz częściej zamożni ludzie, którzy realizując swoje niskie instynkty, strzelają do wszystkiego, co się rusza. Nie interesuje ich ani trofeum, ani mięso – tylko zabijanie dla „sportu”. Na szczęście współpraca z władzami i lokalnymi służbami układa się wzorowo i dzięki temu łatwiej walczyć z tą patologią.

Na etacie

Na koniec trzeba jeszcze powiedzieć, że za tymi wszystkimi osiągnięciami stoi zaledwie garstka ludzi. Na początku w ośrodku zatrudnionych było 3 strażników. Obecnie – z przyczyn ekonomicznych, bo przecież pracy nie ubyło, a raczej zdecydowanie przybyło – na pełnym etacie są zatrudnieni kierownik i strażnik. Na pół etatu pracuje w ośrodku jeszcze jeden strażnik i księgowa. Podczas polowań w charakterze podprowadzających zatrudniani są na zlecenie myśliwi z sąsiednich kół, mieszkający tu od lat, najczęściej leśnicy, doskonale znający teren oraz posiadający duże doświadczenie selekcjonerskie.
Na „etacie” znajdują się również mieszkające na terenie ośrodka psy. Jan Kałaska słusznie upiera się, twierdząc, że bez psa nie może być mowy o polowaniu. Tak jak w łowiskach polnych do polowania na ptactwo wymagana jest pomoc przynajmniej jednego psa myśliwskiego na co najwyżej trzech polujących, tak w łowiskach leśnych przy polowaniu na zwierzynę grubą konieczna jest stała gotowość i możliwość skorzystania z umiejętności psów ułożonych do odszukiwania postrzałków. Hołduje tej zasadzie od lat. Zawsze towarzyszyły mu psy, hodował jagdteriery, jeździł na wystawy i konkursy pracy psów myśliwskich. Obecnie na terenie ośrodka mieszkają z nim na stałe dwa doskonale ułożone posokowce, jagdterier i emerytowany jamnik.
Miałem okazję gościć w ośrodku w Mikołajkach zaledwie kilka dni. To o wiele za krótko, by zobaczyć i doświadczyć wszystkiego, co stanowi o jego popularności. Wystarczyło jednak, by niezwykła gościnność, z jaką zostałem przyjęty, i urok tego miejsca sprawiły, że z największą przyjemnością będę tu chciał powrócić.

Paweł Bombik

 

   
     
Copyright © by Łowiec Polski - Wszelkie prawa zastrzeżone
stat4u