Wabienie jarząbka

Podskakiwanie głuszca pod pieśnią przeszło już do historii, podobnie jak polowanie na cietrzewie. Jesienne polowanie na jarząbki to jedne z ostatnich tajemniczych łowów.

W całym paśmie Karpat, a także w puszczach północnej Polski żyje arystokrata ubrany w szarobure piórka. Uganiając się jesienią za ryczącymi bykami, mało który myśliwy zwraca na niego uwagę. Przejmujący gwizd słyszany na porannym podchodzie jest obcą pieśnią lasu. Jarząbek – wielki przysmak carów Rosji – w podręcznikach łowieckich skwitowany: „bez znaczenia gospodarczego”. Czy można jednak przeliczać na złotówki i kilogramy dziczyzny uroki tego polowania? Ten najmniejszy kurak leśny wiedzie skryty żywot w urozmaiconych lasach iglastych podszytych leszczyną, iwą, brzozą i olchą. Jego pokarmem w zimie są pączki drzew i krzewów liściastych, a letnim przysmakiem maliny, borówki, żurawina i inne leśne jagody. Jest ptakiem silnie terytorialnym i monogamicznym. Wczesną wiosną odbywa właściwe toki, podczas których napuszony kogut okrąża samiczkę, odprawiając miłosny taniec. Jesienią odbywają się toki pozorne i to jest właśnie czas dla myśliwych. Młode jarząbki zaczynają wtedy zajmować swoje własne rewiry i ściągać do nich samiczki, z którymi pozostaną przez całą zimę. Pogwizdując zawzięcie, czasem toczą niegroźne walki z rywalami, a dla dodania sobie animuszu podjadają lekko sfermentowane jeżyny.
Polować na jarząbki można zbiorowo, spod psa i na wab. Nikt dzisiaj już jednak nie urządza specjalnych pędzeń, o których tak pięknie pisał Włodzimierz Korsak w „Roku myśliwego”: Miłe nad wyraz są takie małe polowanka w dobrem kółku wytrawnych myśliwych, z wyćwiczoną naganką, w lesie, napełnionym ostrą wonią zwiędłych liści i traw, to błyszczącym złotym blaskiem w jesiennym słońcu, to ciemniejącym ponuro w dzikich gąszczach świerkowych.
Zdarza się, że podczas jesiennych zbiorówek strzelane są jarząbki, ale tylko przy okazji i rzadko znajdują się na pokocie. Polowanie spod psa bywa raczej mało efektywne. Najskuteczniejsze i najbardziej urokliwe jednocześnie jest polowanie na wab.
Przez wiele miesięcy szperałem po książkach i słuchałem nagrań głosu jarząbka, by w końcu wybrać się z przyjacielem na pierwsze polowanie w Beskid Makowski. Miejscowi myśliwi patrzyli z niedowierzaniem na cepra, co to zamiast u siebie na dziki czatować, przejechał kilkaset kilometrów po ptaszka nieco większego od kuropatwy. Owszem, każdy z nich widział jarząbki, ale żeby specjalnie na nie polować?
Niespieszna włóczęga ze strzelbą po górach, w listopadowym słońcu, z dala od wydeptanych szlaków i turystów już wystarczała mi za trofeum. Biwaki przy górskich potokach i wieczory w schronisku na Kudłaczach (...) Przez trzy dni schodziliśmy wzdłuż i wszerz Krzywicę i Kamiennik. Żaden jarząbek jednak nie odpowiadał na nasze wabienie, ani też nie zerwał się spod nóg. Za każdym razem przylatywały jednak sójki, sikorki, a nawet jastrząb. Mój przyjaciel i gospodarz – Tolik, jako młody myśliwy, niecierpliwił się już bardzo. Chciał też koniecznie upolować kozę, skoro już wyrwał się z domu.
Jeszcze przed wyprawą nawiązałem kontakt ze Zbigniewem Bonczarem. Nie wróżył mi wielkiego powodzenia w listopadowych jarząbkach i nie pomylił się. Doktor Bonczar, znany bardziej jako sokolnik, który znacząco przyczynia się do restytucji sokoła wędrownego w Małopolsce, od 30 lat poluje na jarząbki. Jest niezrównanym wabiarzem, który chętnie uczy tej sztuki nowych zapaleńców. Jarząbkom poświęcił też swoją pracę habilitacyjną i opowiada o nich z prawdziwą pasją. Spotkaliśmy się w jego gabinecie na Akademii Rolniczej w Krakowie. Kilka godzin rozmowy dało tylko przedsmak tego, co można przeżyć w górskich lasach.
Jarząbek jest ptakiem tajemniczym i chimerycznym, a wabienie go wymaga sporo wysiłku. Dobry wabiarz już wiosną będzie nasłuchiwał gwizdów w swoim łowisku po to, by zapoznać się z melodią i nastroić swoje wabiki. W pieśniach jarząbków występują tak znaczne różnice, że śmiało można mówić o ich dialektach. Na kształt pieśni wpływa nie tylko region kraju, ale także wiek jarząbka oraz pora roku. Inaczej gwiżdże jarząbek w Karpatach, a inaczej w Puszczy Białowieskiej. Młody kogutek, który „dopiero się stroi” gwiżdże też inaczej od dojrzałego samczyka. Kurka, brzmiąc miękko i niżej, odróżnia się od nich wszystkich. Chociaż wydaje się to dość skomplikowane, wymaga sporej wyobraźni i słuchu, nie należy się zniechęcać. Jak powiada doktor Zbigniew Bonczar: w naturze spotyka się często dość miernych grajków, a młodym kogutkom bardzo często zdarzają się poważne fałsze. Generalnie rytm i długość zwrotki nie mają tak wielkiego znaczenia, jak właściwy ton. Dodatkowo zbyt dokładne odgrywanie pieśni może sugerować pojawienie się w rewirze „supersamca”. Na taki wab raczej nie znajdziemy odpowiedzi.
Na wabienie jarząbków najlepiej wybrać się we wrześniu. Wtedy właśnie są one najbardziej skore do odpowiedzi, do których można je sprowokować niepełną pieśnią młodego kogutka lub gwizdać głosem kurki. Październik, to już czas, gdy rewiry są ustalone. Wkraczając na takie terytorium, pełną pieśnią możemy sprowokować właściciela, który poirytowany będzie się starał przepędzić konkurenta. Skuteczne zawabienie w listopadzie to już wyjątek lub przypadek.

Reakcja na wab może być tak różna, że właściwie jest nieprzewidywalna. Gdy po pierwszych gwizdnięciach nawiążemy kontakt, prowokowany dalej jarząbek może przybiec do stanowiska myśliwego leśną dróżką lub podlatywać z drzewa na drzewo z charakterystycznym burknięciem. Czasem będzie odpowiadał uparcie z jednego miejsca, innym razem zamilknie bez powodu. Zmieniając w ciągu całego dnia stanowiska, wabiąc co 200 metrów, myśliwy niespiesznie włóczy się po jesiennej kniei.
Na prawidłowy wab myśliwego może się stawić nie tylko jarząbek. Pierwsze zareagują sikorki i sójki, przylatując w pobliże stanowiska. Także puszczyki, jastrzębie, kuny czy lisy potrafią stawić się na ten odgłos, a może nawet podkraść się znienacka ryś.
Gwizdek do wabienia może być wykonany z metalu i taki najłatwiej jest kupić, choć trafiają się też wabiki plastikowe. Wytrawny wabiarz sam jednak sporządzi i nastroi swoje instrumenty. Wabiki takie wykonuje się z kości udowych bażanta, gęsi, kaczki, łyski czy zająca. W odległości trzech centymetrów od ustnika nawierca się w kości niewielką dziurkę. Następnie kulką z pszczelego wosku zatyka się wlot powietrza i pod odpowiednim kątem tworzy się w wosku kanalik przepływowy dla powietrza. Na drugim końcu kości wykonuje się niewielkie nacięcie, które będzie służyć do modulowania. Odpowiednio nastrojone kościane gwizdki dają bardzo wierny ton. Na polowanie warto zabrać kilka różnych wabików i korzystać z nich na przemian.
Moje gwizdki są już gotowe razem z torbą myśliwską i strzelbą. Czas zatem wyruszać na kolejną wyprawę, by zakosztować przygody i wybornej dziczyzny z jarząbka.

Paweł Biliński

 

   
     
Copyright © by Łowiec Polski - Wszelkie prawa zastrzeżone
stat4u