"Łowiec Polski" - numer 2/2017
Z życia Związku

Blokada polowania

Polowanie w podmiejskich lasach usiłowali zablokować pseudoekolodzy. Przybyli na miejsce zbiórki i udzielili kilku wywiadów. Następnie wszyscy się rozjechali: zieloni do domów, a myśliwi – na polowanie.

Mglisty styczniowy poranek na skraju Puszczy Bukowej. Myśliwi z Koła Łowieckiego „Orzeł” ze Śmierdnicy szykują się na zbiorowe polowanie. Zimą poluje się tu najwięcej, gdyż latem jest to ulubione miejsce turystyczne mieszkańców Szczecina. W tym samym czasie na obrzeżach puszczy zaśnieżony pusty parking zapełnia się samochodami. Naklejki na autach krzyczą nazwami popularnych stacji telewizyjnych i radiowych. Po chwili straszny rejwach. Wśród błysków fleszy, kamer i mikrofonów mała grupka ludzi udziela wywiadów.

– Jesteśmy działaczami z Inicjatywy na rzecz Zwierząt „Basta”. Chcemy uniemożliwić polowanie. Będziemy zbierać śmieci na terenie, gdzie się ma odbyć okrutne, bezsensowne zabijanie zwierząt – informują.

Konferencja przebiega pod ich dyktando. Widać, że przeciwnicy polowania są świetnie przygotowani. Jedziemy do lasu. Po trzech kilometrach zauważamy szpaler terenówek. To na pewno myśliwi. Wysiadamy.

– A panowie do kogo? – pytają.

– Nazywam się Muszyński, mój ojciec jest myśliwym. Powinniście go znać. My chcemy tylko przygotować materiał – tłumaczy przyjaciel.

– Pewnie, że znamy, dobra, ale chyba nie sprowadzicie zielonych. Już raz próbowali nam udaremnić polowanie, ale się im nie udało…

Rzeczywiście, sytuacja była wtedy napięta. Myśliwy Tadeusz Stolarski opowiada:

– Przyjeżdżamy rano na zbiórkę przy ogrodzie dendrologicznym w Glinnej na spotkanie opłatkowe, a tam aut i ludzi od groma. Myśleliśmy, że jakiś film kręcą. Latają z mikrofonami, naliczyłem trzy ogólnopolskie stacje telewizyjne, Okazało się, że jacyś pseudoekolodzy chcą nam zablokować polowanie. Zrobiliśmy zbiórkę, nasz prezes nawet wywiadu na koniec udzielił. Wezwaliśmy policjantów, a oni jak zwykle na niczym się nie znają, nic nie mogą. Wylegitymowali ich tylko i poinformowali nas, że możemy na drodze cywilnoprawnej rozstrzygać sprawę. Po cichu ustaliliśmy, że małymi grupami będziemy polować. Wsiedliśmy do aut i pojechaliśmy. Ja jeszcze zablokowałem wyjazd, żeby za nami się nie wlekli. Może niepotrzebnie się przejęliśmy, bo ich już po godzinie nie było. Polowaliśmy, pokot był w tym samym miejscu. Wieczorem w wiadomościach GS24 obejrzeliśmy wideo, a tam ich lider, kiedy jeszcze nawet nie zaczęliśmy polowania, już odtrąbił sukces. Po tym grudniowym incydencie robimy zbiórki w środku lasu, a tam już nie trafią – dodaje Stolarski.

  Resztę artykułu przeczytasz w pełnym wydaniu "Łowca Polskiego"

 

Copyright © by Łowiec Polski - Wszelkie prawa zastrzeżone