"Łowiec Polski" - numer 5/2017
Polowanie i myśliwy

Klan świętego Huberta

Jeżeli to pasja określa wyjątkowość człowieka, to Leszka Czokajłę należy uznać za zjawisko. Nie dość, że poluje i hoduje psy myśliwskie, to jeszcze jeździ konno. Ponieważ te zainteresowania dzieli z najbliższymi, można zaryzykować twierdzenie, że udało mu się stworzyć łowiecką dynastię.

Kiedy oglądałem zdjęcia dokumentujące jego myśliwskie dokonania – polowania na antylopy w Botswanie, na cietrzewie na Białorusi czy na kozice w Austrii – pozwoliłem sobie na uwagę, że ma niezwykle tolerancyjną żonę. Spojrzał na mnie z udanym zdziwieniem i odparł, że wszystkie problemy wiążące się z połączeniem pasji łowieckiej z życiem rodzinnym biorą się z niezrozumienia przez nasze lepsze połowy podstawowej prawdy. Sformułował ją następująco: polowanie nie ma nic wspólnego z przyjemnością – to obowiązek i ciężka praca!

Podania milczą o poczuciu humoru świętego Huberta, więc nie potrafię stwierdzić, czy również ta cecha łączy go z Leszkiem. Pewne pozostaje natomiast, że poza nim nie znam wielu myśliwych, którzy podzielaliby wszystkie pasje naszego patrona. Jest bowiem nie tylko wytrawnym i etycznym myśliwym oraz hodowcą psów, ale także wielbicielem koni. Pasję łowiecką dzieli z bratem Dariuszem, entomologiem i wykładowcą akademickim pracującym na Uniwersytecie Stanowym Nowego Jorku, natomiast jeździecką z żoną Jolantą. Miłość do koni odziedziczyły po rodzicach córki: Maja, Marta i Monika. Co prawda żadna z nich nie poluje, ale za to Leszkowi udało się uczynić myśliwych z obu zięciów i obecnie pracuje nad trzecim. Liczy na to, że już wkrótce będą razem wyprawiać się do kniei, bo – jak twierdzi – tylko wspólnie przeżywana przygoda łowiecka ma sens i smak.

Fakt, że córki nie należą – przynajmniej na razie – do elitarnego grona polskich dian, nie oznacza wcale, że nasza pasja jest im zupełnie obca. Maja, która jako przyszła pani architekt musi znakomicie rysować, z jakichś powodów podejmuje w swojej twórczości temat zwierzyny i jest autorką znakomitego portretu ojca z jagdterierką Burzą na ramieniu. Monika ze swą pupilką – jamnikiem szorstkowłosym Jawą – wzięła niedawno udział w konkursie tropowców i zajęła czwarte miejsce – zupełnie nieźle, jak na początek. Z kolei Marta, która tak jak tata jest lekarzem weterynarii, nadzoruje hodowlę psów myśliwskich, m.in. łajek zachodniosyberyjskich i gończych polskich.

  Resztę artykułu przeczytasz w pełnym wydaniu "Łowca Polskiego"

 

Copyright © by Łowiec Polski - Wszelkie prawa zastrzeżone