"Łowiec Polski" - numer 10/2017
Broń i amunicja

Polowanie w ciemnościach

Można chyba zaryzykować stwierdzenie, że zbliżamy się do punktu, w którym zostaną zniesione wszelkie zakazy używania podczas polowania w nocy najnowszych zdobyczy techniki. Zgoda na redukcję dzików za pomocą termo- i noktowizji przełamała kolejną barierę.

Myśliwi są tradycjonalistami i niechętnie podchodzą do nowości – technologiczne nowinki zazwyczaj muszą przebijać się do naszej świadomości, dowodząc swojej efektywności, niezawodności i… faktycznej potrzeby.

„Nasi ojcowie polowali bez tego, nam też nie jest to potrzebne” – słyszymy niekiedy. Albo – „to odbiera szansę zwierzynie, nie mieści się więc w naszej etyce”. I jeszcze jeden argument – „to powinno być zabronione, gdyż zbyt wielu myśliwych ulegnie pokusie i wykorzysta nadarzającą się okazję, by kłusować”.

Takie argumenty usłyszeć można przy okazji rozmów na temat stosowania wnyków do kontroli liczebności drapieżników, polowania ze sztucznym światłem czy wykorzystania urządzeń noktowizyjnych i termowizyjnych.

Z pewnością w poprzednich pokoleniach odbywały się podobne dyskusje, kiedy topory i włócznie wypierane były przez łuki i kusze, by ustąpić miejsca muszkietom, a z czasem strzelbom i sztucerom. Nie zapominajmy, że po drodze nasze niedoskonałe zmysły wspierane były na wszelkie możliwe sposoby – wzmocniliśmy nasz wzrok, unosząc na rękawicach drapieżne ptaki, poprawiliśmy nasz węch, układając psy i tworząc wyspecjalizowane rasy służące do tropienia, wystawiania i gonu, zwiększyliśmy również naszą szybkość, dosiadając koni...

Tym naturalnym procesom towarzyszył rozwój techniki – siłę mięśni potrzebną do naciągnięcia łuku zastąpił proch, na broni pojawiły się celowniki optyczne, w dłoniach mamy lornetki z dalmierzem, a w garażach terenowe samochody…

Przyjedź i zobacz
– Co ja wam będę nawijał makaron na uszy. Przyjedźcie na polowanie i przekonajcie się sami – namawiał nasz kolega, który jest przedstawicielem białoruskiego producenta najnowocześniejszych urządzeń termowizyjnych.

Własne zdanie najlepiej budować na doświadczeniu, więc zdecydowaliśmy się skorzystać z zaproszenia Łukasza i Kamila i przeprowadzić praktyczny test celownika firmy Electrooptic, który pojawił się na naszym rynku. Mieliśmy całe mnóstwo wątpliwości. Białoruski producent?

– To zupełnie nieuzasadniony stereotyp – wyjaśnia Łukasz. – Białorusini są absolutną światową czołówką w tej technologii. Przed podjęciem współpracy mieliśmy w rękach wszystkie urządzenia termowizyjne dostępne na rynku cywilnym. Obserwujemy ich produkty od kilku lat i w naszej opinii są niekwestionowanym liderem – dodaje, prezentując najbardziej zaawansowany model termowizora zamontowany na sztucerze.

  Resztę artykułu przeczytasz w pełnym wydaniu "Łowca Polskiego"

 

Copyright © by Łowiec Polski - Wszelkie prawa zastrzeżone