"Łowiec Polski" - numer 12/2018
Polowanie i myśliwy

Drapieżnik na pokocie

W przyrodzie obowiązuje prosta zasada: jedne zwierzęta muszą ginąć, aby inne mogły żyć! Dlatego gospodarka łowiecka polega – między innymi – na redukowaniu rozrośniętych ponad miarę populacji drapieżników. Polując na lisy, jenoty, borsuki, kuny czy norki, pomagamy zwierzynie drobnej, która bez nas sobie nie poradzi.

Czasami muszę odpowiadać na pytania w rodzaju: dlaczego wy (myśliwi) zabijacie te biedne liski? Niestety pytań tych nie zadają dzieci tylko wykształcone dorosłe osoby. Mam wtedy wrażenie, że jest to prowokacja albo program typu „Ukryta kamera”, bo trudno mi zrozumieć, dlaczego trzeba dzisiaj wszystkim tłumaczyć to, co stanowiło temat jednej z pierwszych lekcji biologii.

Już w podstawówce potrafiliśmy zrozumieć, że bażanty jedzą stonkę ziemniaczaną, lisy zjadają bażanty, a my, ludzie, polujemy na lisy, żeby nie zjadły wszystkich bażantów, kuropatw i zajęcy. A co jeśli przestaniemy polować na lisy? Ano – w warunkach współczesnego środowiska, tak dalece zmienionego przez cywilizację – rozmnożą się ponad miarę i zjedzą zwierzynę drobną. A jak już nie będzie ofiar, zaczną chorować i w końcu też wyginą.

Skoro kiedyś potrafiliśmy zrozumieć te proste zależności bez problemu, a teraz mamy z tym kłopot, to znaczy, że się uwsteczniamy intelektualnie! Tych prawd nic nie zmieni, bo to święte prawa natury. Jeżeli ktoś – aby poczuć się lepszym człowiekiem – staje w obronie lisów, wilków, srok, wron, zdziczałych kotów i psów, niech jednocześnie będzie świadomy, że skazuje na śmierć ich liczne ofiary. To paradoks, ale ten pozornie dobroduszny gest może skazać na zagładę skowronki, czajki czy derkacze.

Trzymać kontrolę
Do lat dziewięćdziesiątych, czyli jeszcze trzydzieści lat temu, na polach mieliśmy mnóstwo zajęcy, kuropatw i bażantów. W największym stopniu była to zasługa specyficznej mozaiki upraw, ale także kontrolowania liczebności drapieżników zarówno skrzydlatych, jak i czworonożnych. Usuwaliśmy kłusujące koty i psy, polowaliśmy na sroki, wrony, gawrony, które stanowią bardzo duże zagrożenie dla zwierzyny drobnej, zwłaszcza w okresie lęgowym. Jednak od czasu, gdy przestał istnieć termin „szkodnik łowiecki” i objęto ochroną całą czerń latającą oraz zdziczałe psy i koty, obserwujemy ciągły spadek pogłowia zwierzyny drobnej. Oczywiście przyczyn jest wiele – w tym również nowoczesny model rolnictwa, wielkoobszarowe uprawy i stosowanie środków ochrony roślin.

  Resztę artykułu przeczytasz w pełnym wydaniu "Łowca Polskiego"

 

Copyright © by Łowiec Polski - Wszelkie prawa zastrzeżone