fot. il. Michał Nowakowski

48 godzin

Polowanie to wakacje od cywilizacji, twierdził wybitny hiszpański filozof José Ortega y Gasset. Dodajmy – wakacje szczególne, z których nierzadko wraca się zmęczonym, ale zawsze – szczęśliwym. I doprawdy sam rezultat łowów niewiele ma tu do rzeczy.

Drogi, dróżki i ścieżki kuszą niemiłosiernie. Nawet przez najmniejszą remizę biegną weksle, którymi chce się pójść. Nieważne, że giną w jeżynach czy tarninie. Chce się przedrzeć przez kolczaste zasieki i zobaczyć, co jest dalej. Najczęściej nie ma nic, pole, ale jaka radość, że podążyło się tropem sarny czy jelenia. Olek pamięta, że kiedy przychodził tu z dziadkiem, remiza była miniaturowym oczkiem wodnym, a właściwie większą kałużą, na której brzegach rozgościło się kilka łóz i wyrosły jakieś trzciny. Przeoranie tego kawałka utrudniała obecność słupa energetycznego, który tkwił w polu od czasów powojennej elektryfikacji. Z czasem remiza rozrastała się. Do łóz i trzcin dołączyły niezapominajki, kosaćce, przetacznik i wszystko, co mogły zasiać tu wiatr, ptasi narodek i zwierzyna. Jak aleje od placu Charles’a de Gaulle’a w Paryżu od remizy odchodziły ścieżki wydeptane przez zwierzynę. Jedne prowadziły do lasu, inne przecinały miedze i polne drogi, by zginąć pośród dalszych upraw.

Wstawał dzień. Zasiadka na dzika przeciągnęła się trochę i Olek obudził się zdrętwiały po wielu godzinach spędzonych na wąskiej ławce ambony. Dużo się tu w okolicy zmieniło od czasu, kiedy był dzieckiem. Sama remiza, na której skraju stała ambona, też. Teraz była bujną wyspą na oceanie dojrzewających zbóż. Jedyną wyspą. Zniknęły pojedyncze rodziny brzóz, kępy porośnięte żarnowcem i jeżynami, mniejsze i większe stanowiska drzew i krzewów, stanowiące schronienie dla zwierzyny. Miedze zastąpiły siatki ogrodzeniowe, które miały zabezpieczyć przed szkodami.

To dla wspomnień i z sentymentu do tych stron wstąpił do koła, w którym polował dziadek. Z przyjęciem na staż nie miał problemu. Wszyscy go tu znali, a dziadka pamiętano nie tylko jako jednego z założyciela koła, ale także jako wyjątkowego człowieka. Olek mieszkał 400 kilometrów od łowiska, ale ta odległość go nie przerażała. Przyjeżdżał kiedy tylko udało mu się wygospodarować trochę wolnego czasu, choćby dwie doby.

Zszedł ostrożnie po szczeblach ambony i już chciał wejść na ścieżkę agrotechniczną, żeby wrócić do samochodu, kiedy z przeciwległego krańca remizy dobiegły go trzask pękających suchych gałęzi i kwik.

Olek przylgnął do wątłej olchy. Marny to kamuflaż, a w razie szarży wkurzonej lochy żaden ratunek, ale innej opcji nie miał. Warchlaki były już spore. Paski na ich grzbietach stawały się już prawie niewidoczne, ale rozrabiały jak dzieci, które matka wypuściła na dwór pierwszy raz po miesiącu odosobnienia. Gryzły się, przepychały, wpadały jeden na drugiego. Chwilami widział czarne, wilgotne tabakiery oprószone ziemią. Dwa górujące nad gromadą chyby pruły skraj pola. Chrząkając i mlaszcząc lochy odkrywały dzieciom pokłady smacznych kęsków.

– A zatem mamuśki są dwie – pomyślał Olek. – To by tłumaczyło liczebność gromadki.

Na wzięcie głębszego oddechu pozwolił sobie dopiero wtedy, kiedy całe towarzystwo zniknęło w podzielonej dżungli. To, co wciągnął do płuc, nie było miłe. Przygrzewające już nieźle słońce spotęgowało woń przekwitającego rzepaku, a ta, jak wiadomo, bardziej przypomina odór kiszonki niż polnych kwiatów. Telefon w kieszeni zawibrował.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Porady praktyczne

Elektroniczna smycz

Naszemu koledze podczas polowania skradziono psa. Złodzieje mieli pecha – zwierzę miało na sobie obrożę z GPS. Właściciel bez trudu odnalazł stodołę, w której przetrzymywany

Broń

Król rozbrojony

Myśliwy spod Wrocławia zgubił po polowaniu broń. Powinien donieść na siebie i spokojnie czekać na wyrok. Karą może być grzywna, a nawet rok więzienia. Część

Broń

Szafa z klasą

Czas pędzi nieubłaganie. Wkrótce wchodzą w życie odłożone na pięć lat przepisy w sprawie przechowywania broni. Każda szafa na broń musi spełniać warunki co najmniej

Polowanie i myśliwy

Kulawka dla pokoleń

Rytonów, jakie wykonuje – w kształcie latarni wilka, łba odyńca czy niedźwiedzia – nie powstydziłby się nawet mistrz zaopatrujący carski dwór. Wśród wiernych klientów Mateusza

Opowiadanie

W cieniu Chryszczatej

Z książki Juliana Huty „Ostatni wolny bieszczadzki myśliwy”, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Glinik, przypominamy opowiadanie wyróżnione I nagrodą w konkursie literackim „Łowca Polskiego”