fot. Andrzej Wierzbieniec

Broń mistrza

Adam Smelczyński, srebrny medalista olimpijski w konkurencji trap i zdobywca brązowego medalu mistrzostw świata, świętuje w tym roku 70-lecie członkostwa w PZŁ. W uznaniu zasług dla polskiego łowiectwa został odznaczony Złomem. Z tej okazji spotkałem się z mistrzem i porozmawialiśmy o broni, z jaką odnosił największe sukcesy – sportowe i myśliwskie.

Pierwsza broń, którą Pan zapamiętał, należała zapewne do Pańskiego ojca Mariana, lekarza, uczestnika wojny polsko-bolszewickiej i kampanii wrześniowej, rzecz jasna zapalonego myśliwego?

– Nie inaczej. To była tak zwana „lepażówka”, czyli dwururka firmy Lepage z Liège, szesnastka na krótkich zamkach, bo ojciec z bliżej mi nieznanych przyczyn gardził dwunastkami. Na dodatek broń strzelała nabojami typu short, a więc z łuską długości 65 mm, czyli miała zmniejszony ładunek prochowy oraz mniejszą liczbę śrucin. Dla taty nie miało to większego znaczenia, bo strzelał znakomicie i pudłował w zasadzie tylko na specjalne życzenie. Tak więc żadna siła nie mogła go skłonić, by ruszył w pole z dubeltówką na „longach”. Nie kupował też fabrycznej amunicji produkcji słynnej w międzywojniu firmy „Pocisk” (reklamującej się hasłem „Strzelaj »Pociskiem«”), tylko shorty Warszawskiej Spółki Myśliwskiej wykonywane ręcznie i z niezwykłą starannością przez zatrudnione w zakładach panie.

To z tej strzelby upolował Pan pierwszą sztukę zwierzyny?

– Ojciec zapowiedział, że pozwoli mi strzelić zająca, jeśli go sobie sam „wydepczę”. Ruszyłem więc, polując na pomyka, przez dzierżawiony przez tatę obwód, który znajdował się nieopodal Krzepic pod Wieluniem. Po jakimś czasie z kotliny wystartował szarak. Nakryłem go lufami – tak jak mnie tata uczył – i starając się nie zatrzymać broni, ściągnąłem spust. Duma mnie rozpierała i do tej pory pamiętam triumfalny powrót do domu. Był to rok 1938, a ja miałem osiem lat…

Broń przepadła po wrześniu 1939 roku.

– Ukazało się wtedy rozporządzenie niemieckich władz okupacyjnych o konieczności dostarczenia na posterunek żandarmerii wszystkich egzemplarzy broni palnej i białej. Mama zabrała więc dubeltówkę i szablę z napisem „Obrońcy Ojczyzny”, która wisiała u nas na honorowym miejscu w salonie. Żandarm spojrzał na napis i kazał go sobie przetłumaczyć. Pokiwał głową, wypisał karteczkę, którą ostemplował i przywiązał do rękojeści. „Może to pani zabrać, ale strzelbę zatrzymuję” – rzekł. Tak też mama zrobiła. W jakiś czas później w naszym domu przeprowadzono rewizję. Rzecz jasna gestapowiec zwrócił uwagę na szablę. „To wbrew zarządzeniu” – powiedział. „Proszę przeczytać, co tam jest napisane” – odparła mama. A na karteczce znajdowała się informacja, że broń to nagroda za zasługi w wojnie z bolszewikami i w związku z powyższym nie podlega zarekwirowaniu.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Broń

Belgijska piękność

W opinii wielu myśliwych najlepszą firmą produkującą broń w Belgii stworzył August Lebeau. Nie jest to do końca prawda, ponieważ wśród rusznikarzy w Liège było

Broń

Ćwiczenie czyni mistrza

Coroczne przystrzelanie broni to nasz obowiązek, ale kontakt myśliwego ze strzelnicą w żadnym razie nie może się do niego ograniczać. Nie wystarczy, że opanujemy do

Broń

Ocalić od zapomnienia

Broń myśliwska jest nie tylko narzędziem, ale przede wszystkim towarzyszką łowów. Dlatego wiekowe jednostki, nierzadko stanowiące dzieła sztuki rusznikarskiej, mają dusze. Warto zostać kolekcjonerem i

Polowanie i myśliwy

Jaka wielkość obwodu

Obwód mój widzę ogromny – można by sparafrazować znany cytat. Pamiętajmy jednak, że u naszych zachodnich sąsiadów prywatne własnościowe obwody łowieckie mają minimalną powierzchnię 75

Porady praktyczne

Odyniec w okopach

Nieraz podczas pobytu w łowisku widzimy głębokie „okopy” wybuchtowane przez dziki przy starych zbutwiałych karpach po ściętych drzewach. Często słyszymy, że czarny zwierz szuka tam