fot. Shutterstock

Co za baran

Parafrazując klasyka, można rzec, że muflon to baran na skalę naszych możliwości. Przybył z południa Europy i zadomowił się w polskich łowiskach. Nie szkodzi gatunkom rodzimym, cieszy oczy, a w przypadku udanych łowów (swoją drogą niezwykle emocjonujących) również nasze podniebienia.

Było jeszcze ciemno, gdy podchodziliśmy pod górę, aby zająć miejsce na ambonie usytuowanej na przesmyku muflonów. Gdy znaleźliśmy się na miejscu, do brzasku pozostało jeszcze kilkadziesiąt minut. W sam raz, by szeptem pogawędzić o tym, skąd w środkowych Sudetach wzięły się muflony i jak wygląda gospodarka tą egzotyczną jak na nasze warunki zwierzyną.

– Muflony trafiły na te ziemie na początku XX wieku – powiedział mój podprowadzający Wiesław Gawron, łowczy koła „Orzeł” ze Świdnicy. – W latach 1901–1902 hrabia Seidlitz-Sandreczki sprowadził z terenów obecnej Słowacji pięć sztuk, które nakazał wypuścić w okolicach Bielawy w Górach Sowich. W górach wałbrzyskich zwierzęta te pojawiły się nieco później, bo w 1914 roku. Z sukcesem muflony introdukowano również w okolicach masywu Śnieżnika. Przed wybuchem II wojny światowej populacja na terenach Dolnego Śląska, należącego wówczas do Niemiec, była na tyle liczna, że pozwalała na łowieckie użytkowanie.

Jak podaje Stanisław Hoppe w wydanej w 1939 roku książce „Polski język łowiecki”, stan muflonów w Niemczech na 1 kwietnia 1934 roku („w 36 łowiskach o rozmaitym charakterze”) wynosił 1426 sztuk. Jak dodał, „muflony czują się bardzo dobrze w kniejach nizinnych. W Meklemburgii naliczono 103, na niżu północno-niemieckim 118 sztuk. Zwierzyna ta znajduje w lasach niemieckich sprzyjające warunki bytowania i rozmnoży”.

Nagle pan Wiesław zamilkł i wskazał ręką w prawe okienko ambony. W odległości 70 metrów przed nami pojawiły się pierwsze owce.

Przybysze z południa

Na przedpolu widzieliśmy coraz to nowe kierdle. W pobliżu przeszło ponad 40 muflonów i choć w każdym ze stad był tryk, to czekaliśmy przecież na selekcyjną sztukę. Przed szóstą rano po lewej stronie dostrzegliśmy kolejny kierdel składający się z siedmiu owiec, kilku jagniąt i tryka o nieprawidłowym skręcie ślimów, które zaczynały wrastać mu w kark. Gdy zbliżył się na odległość 70–80 metrów, otrzymałem zgodę na strzał. Tryk powoli wspinał się pod górę i jak na złość cały czas przysłaniały go porastające zbocze buki. Gotowy czekałem na dogodną sytuację. Wnet tryk zatrzymał się na blat. To wystarczyło.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Polowanie i myśliwy

Stołówki dla zwierzyny

Grunty rolne stanowiące własność kół łowieckich, na których można tworzyć śródpolne remizy, stanowią niewielki odsetek obwodów. Taki stan nie może nas jednak zrażać do działania.

Opowiadanie

Głupie pytania

Sięgnąłem po lornetkę i zrywając się z miejsca, o mało nie strąciłem deski, która służyła za siedzisko! Przez żółte morze w kierunku ambony szedł wielotykowiec.

Tradycje i zwyczaje

Dzicze eldorado

W międzywojennej prasie łowieckiej spierano się, gdzie w Polsce znaleźć można łowiska najzasobniejsze w czarnego zwierza. Swoich zwolenników miały Białowieża, Spała i ordynacja dawidgródecka, ale

Polowanie i myśliwy

Nauka sojuszniczką łowiectwa

Wyniki badań naukowych stanowią najlepszy argument w sporze z naszymi przeciwnikami, kwestionującymi sens polowania. Kształtują także zasady prowadzenia prawidłowej gospodarki łowieckiej. Dlatego wszelkie inicjatywy badawcze

Polowanie i myśliwy

Skuteczne polowanie

Zachowania saren polnych powodują, że polowanie w otwartych terenach rolniczych nie należy do łatwych. Projekt prowadzony na terenie Stacji Badawczej PZŁ w Czempiniu dotyczący wykorzystania