fot. Shutterstock

Dawniej psy były lepsze

W każdym kole łowieckim krążą opowieści o niesamowitych psach myśliwskich sprzed lat. Niektóre z tych historyjek są prawdziwe, a inne nieco podrasowane. Postaram się zatem bezstronnie porównać pracę psów sprzed kilkudziesięciu lat z pracą naszych współczesnych pupili.

Rozmawiając z kolegami myśliwymi, zauważyłem, że spora część z nich uważa, że dawniej psy prezentowały o wiele wyższy poziom pracy niż teraz. Oczywiście są też i tacy, którzy twierdzą, że jest wręcz przeciwnie. Przytoczę zatem argumenty obu stron i postaram się wyciągnąć z tego wnioski, które pomogą nam ustalić, co wpływa korzystnie, a co negatywnie na pracę naszych czworonogów.

Więcej pracy

Kilkadziesiąt lat temu przeciętny pies myśliwski miał o wiele więcej pracy niż teraz. Wyżły i płochacze rozpoczynały swój sezon pierwszego sierpnia polowaniem na kaczki, a kończyły go w kwietniu na piżmakach. Jak zatem łatwo obliczyć, przerwę miały tylko od maja do końca lipca, czyli jedynie przez trzy miesiące w roku.

Wiosną zabierałem moje psy na piżmaki i na ciągi słonek. Na przełomie lata i jesieni polowałem z nimi na kuropatwy, a na jesienno-zimowych zbiorówkach odszukiwały i aportowały ranne zające. Poza tym polowały intensywnie przez cały sezon na kaczki i bażanty. Zatem siłą rzeczy dawniej było o wiele łatwiej psa ułożyć, bo po prostu było na czym.

Jeżeli – dla porównania – dzisiaj pies myśliwski ma okazję zaaportować kilka kaczek i kilka bażantów w całym sezonie łowieckim, to dany sezon można uznać za udany. Częściej chyba bywa tak, że mimo wyjazdu do łowiska i tak nie ma dla psa roboty…

Pamiętam moje pierwsze polowania na kuropatwy. Zbieraliśmy się w kilku pośrodku obwodu i rozchodziliśmy się w różne strony. Były to jeszcze czasy, kiedy niemal z każdego kartofliska i koniczyny rwały się kury. Wyżeł na takim kilkugodzinnym polowaniu miał możliwość zrobienia kilkudziesięciu stójek do kuropatw. Nawet jeśli z początku popełniał błędy i wpadał w stadko albo nie dotrzymywał stójki, to uczył się, że jego błąd oznacza utratę zdobyczy. Oczywiście, aby przyspieszyć proces nauki, należało strzelać wyłącznie do kur prawidłowo wystawionych, ignorując te wypchnięte przez nieuwagę lub wystawiane zbyt krótko.

W tamtych czasach o wiele łatwiej było też układać psy o słabej pasji łowieckiej. Biegający swobodnie po polu czworonóg nawet gdyby nie chciał, to przypadkiem płoszył kuropatwy lub zające. Zaczynał je więc gonić i tym sposobem jego zainteresowanie zwierzyną stopniowo wzrastało.

Surowe warunki życia

Życie większości psów w dawniejszych czasach sprowadzało się do dwóch wymiarów: nudnej codzienności i polowania. Jeśli zabierano psa z kojca, to wiadomo było, że idzie na polowanie. Ten wyraźny kontrast między nudą a łowami powodował, że czworonóg z utęsknieniem czekał na kolejną wyprawę i bardzo szybko polowanie stawało się sensem jego życia.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Polowanie i myśliwy

Dwie pasje Pana Profesora

W Buriacji strzelił niedźwiedzia, na Kamczatce łosia, a w górach Ałtaju nastawiał koledze po strzelbie wybity ze stawu łokieć. Polowanie jest dla prof. Piotra Bażowskiego

Polowanie i myśliwy

Podwójne życie doktora

Na co dzień ratuje ofiary wypadków i żartuje, że nie ma takiego bólu, którego jako chirurg nie mógłby wytrzymać… u pacjenta. Łowiectwo to jego drugie

Tradycje i zwyczaje

Służba i łowy

W Równem na Wołyniu znajdowało się dowództwo Wołyńskiej Brygady Kawalerii oraz 13. Kresowej Dywizji Piechoty. Jednostki dysponowały dużymi rewirami łowieckimi. Generał Bronisław Regulski święcił tam

Broń

Ćwiczenie czyni mistrza

Coroczne przystrzelanie broni to nasz obowiązek, ale kontakt myśliwego ze strzelnicą w żadnym razie nie może się do niego ograniczać. Nie wystarczy, że opanujemy do

Tradycje i zwyczaje

Dzicze eldorado

W międzywojennej prasie łowieckiej spierano się, gdzie w Polsce znaleźć można łowiska najzasobniejsze w czarnego zwierza. Swoich zwolenników miały Białowieża, Spała i ordynacja dawidgródecka, ale