fot. Michał Nowakowski

Dewizowiec w kanale

Jednym z najmilszych moich wspomnień łowieckich jest samotna wycieczka, którą odbyłem w pewien letni ranek do dalekiego rewiru, który porastał starodrzew, zwanego Lasem Nerkowskim. Wycieczka ta nie była połączona z polowaniem, nie strzelałem ani nawet nie pragnąłem strzału, a mimo to odniosłem mnóstwo wrażeń myśliwskich tak silnych, że do dziś pamiętam każdy szczegół.

Była pierwsza połowa lipca. Lasy, zagaje i pola uprawne dochodziły do szczytu swego bogactwa i krasy, zaczynały wydawać obfite plony. Po wsiach sposobiono się do żniw, przeglądano wozy, klepano kosy, a kobiety piekły chleby i gromadziły zapasy w komorach. Lipy stały w bladozłotej szacie pachnącego kwiecia, a pszczoły, zapobiegliwe skrzętne gospodynie, znosiły do barci miodne skarby nalewając nektarem przezroczyste komórki plastrów.

Zagaje i lasy były pełne jagód. Czerwone poziomki znikły już z rozsłonecznionych poręb i dojrzewały teraz spokojnie w cienistych głębiach, w trawach, w młodych kulturach. W starym lesie panoszyły się czernice, chyląc ku ziemi łodygi ciężarne słodkimi jagodami, a w miejscach wilgotniejszych pachniały leśne maliny, te najwonniejsze i najsłodsze, nabrzmiałe sokiem.

Świt ledwo przecierał się na niebie, gdy opuszczałem dom, tym razem zmyliwszy czujność psów. Wynalazłem na to sposób prosty, co prawda zbyt późno, ale najprostsze pomysły często spóźnione przychodzą do głowy. Oto psy stróżowały zwykle przy drzwiach, zimą w sieni, latem na ganku. Ominąłem więc drzwi i na dwór wyszedłem przez okno w kancelarii. Sposób był dobry do czasu, póki psiska nie zorientują się w podstępie i nie wystawią czujek z czterech stron domu. A właśnie było ich cztery i zawsze działały solidarnie. Przemknąłem wzdłuż płotu i szybko zacząłem schodzić ku młodej olszynie, ciągnącej się wąskim pasem nad polami okalającymi tę część lasu. Dniało. W bladym świetle poranka widniały łany kartofli pokrytych białoliliowym kwieciem, zagony różowawej, pachnącej gryki, pole żółtego łubinu. Bielejące żyta stały ciche i zadumane, z opuszczonymi kłosami, oroszone i srebrzyste.

Dochodziłem do rozległego pastwiska przechodzącego w mokrą łąkę. Białe tumany mgieł snuły się ponad krzakami iwy, ponad olszami i trzciną. Niebawem zachlupotała woda i poczułem ją w sandałach. Oczeretami puściłem się ku rzeczce w poszukiwaniu kładki. Rzeczka kręciła się tutaj w sposób przedziwny. Za nią widać było szmat starego boru. Do niego właśnie dążyłem.

Staroborze było gęste, zwarte, nietknięte siekierą ni piłą. Gonne, masztowe sosny, ustrojone szarordzawą delikatną korą, śmigały ku niebu, wyciągając do światła ciemne pióropusze czubów. Do pni sosnowych tuliła się młódź leśna, stalowozielona, wiotkie pręty leszczyn, kłujące złośliwie jałowce. Tłum wielkich pierzastych paproci zalegał pod drzewami, a tu i ówdzie rozciągał się kobierzec mchu: puszysty, gruby, szmaragdowy.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Polowanie i myśliwy

Dzik jako bożek

Szacunek należy się wszystkim mniejszościom: etnicznym, religijnym czy kulturowym. No, chyba że chodzi o myśliwych. Wtedy koniec z tolerancją. Profesor Dorota Probucka przedstawia nas jako

Temat miesiąca

Sukces selekcji

W minionym sezonie strzeliliśmy prawie 2700 medalowych rogaczy, z czego złoty medal uzyskało ponad 500 parostków. A to jeszcze nie koniec, gdyż nie wszystkie zarządy

Broń

Zamiast ruletki

Organizowane w Las Vegas, światowej stolicy hazardu, Targi Shot Show zachwycają rozmachem i nie bez powodu uważane są za wydarzenie roku w branży strzeleckiej i

Polowanie i myśliwy

Szanujmy wspomnienia

Czym naprawdę jest trofeistyka? Czy to dziedzina naukowa łowiectwa, czy tylko nasza fanaberia? Aby odpowiedzieć na te pytania, nie wystarczy cofnąć się w czasie do

Hodowla i ochrona

Myśliwi dla przyrody

W wielu dyskusjach o łowiectwie nasi przeciwnicy stawiają tezę, że myśliwi zajmują się wyłącznie zabijaniem, a cała nasza opowieść o ochronie przyrody jest jednym wielkim