Dwie pasje Pana Profesora

W Buriacji strzelił niedźwiedzia, na Kamczatce łosia, a w górach Ałtaju nastawiał koledze po strzelbie wybity ze stawu łokieć. Polowanie jest dla prof. Piotra Bażowskiego przygodą – im trudniejszą i bardziej wymagającą, tym lepiej.

Myśliwi opiekują się przyrodą, a człowiek pozostaje przecież jej nieodłączną częścią. Te słowa stały się życiową dewizową prof. dr. hab. Piotra Bażowskiego, cenionego neurochirurga, który kilka lat temu zasłynął przeprowadzeniem pionierskiej operacji guza mózgu z czasowym wybudzeniem pacjentki. Profesor twierdzi, że w życiu miał dwie kochanki – obie wymagające i o siebie zazdrosne: neurochirurgię i łowiectwo. Ta pierwsza nauczyła go konsekwencji w dążeniu do celu, druga zsyła ukojenie, gdy lekarz – po wyjściu ze szpitala – zaczyna nagle odczuwać wielkie zmęczenie. Przewrotnie można więc powiedzieć, że to dzięki neurochirurgii Piotr Bażowski upolował – czasem po kilkunastogodzinnych zasiadkach przy trzaskającym mrozie – tyle orężnych odyńców, a dzięki łowiectwu z taką energią przystępuje do operacji przeprowadzanych w katowickim Uniwersyteckim Centrum Klinicznym.

Siedząc za biurkiem w gabinecie na szóstym piętrze, obserwuje nieraz dziki buchtujące przyszpitalne trawniki, a korespondencję otwiera nożem oprawionym w pięknie uperlony parostek. Nóż należał do dziadka, którego pan profesor nie pamięta. Pamięta natomiast świetnie innego przedwojennego myśliwego – wujka Adama Zaleszczyka, leśniczego z Nadleśnictwa Hołuba pod Przemyślem. Przyjeżdżał do niego na wakacje i ferie zimowe, do drewnianej leśniczówki w Łętowni, którą książę Sapieha nakazał kiedyś wybudować dla służby lasowej.

Któregoś styczniowego poranka pod koniec lat 50., gdy Piotr wylegiwał się jeszcze w łóżku, zaterkotał telefon na korbkę. W nocy padał śnieg i gajowy Miś zaraportował przełożonemu, że na ponowie natrafił na ślad przejścia wilczej watahy. Obszedł cały oddział i nie ma wątpliwości – drapieżniki musiały zalec.

Tryplet do wilków

Już wkrótce na schodach załomotały podkute buty gajowego. Pan Miś nazywał się tak nieprzypadkowo – posturą faktycznie przypominał niedźwiedzia, z tym że był od niego nieco większy. Na śniadanie zwykł jadać jajecznicę z 10 jajek, pół bochenka chleba i kawał boczku, który wcześniej obkładał smolakami, by przeszedł żywicznym zapachem, obwiązywał szpagatem i wieszał w przewiewnym miejscu na strychu. Tego dnia nie było jednak czasu na posiłek…

Leśniczy zaprzągł konia do sań, a gdy razem z Misiem taszczył szpulę sznura z fladrami, zauważył, że siostrzeniec już się sadowi na umieszczonej na płozach i wyłożonej dziczami skórami długiej dębowej skrzyni. Wjechali w las, który tego zimowego dnia prezentował się wyjątkowo majestatycznie. Śnieg lśnił miriadami błysków, jodły ponakładały puszyste czapy i pyszniły się na tle nagich buków i grabów. Fladrowali przez dwie godziny, po czym wrócili do leśniczówki na krótką odprawę myśliwych, których stawiło się kilkunastu.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Polowanie i myśliwy

Przeciw wilkom

Samuel Childers to pastor, który w Afryce Wschodniej od ponad 20 lat ratuje dzieci z rąk rebeliantów tworzących fanatyczną organizację zwaną Armią Bożego Oporu. W

Broń

Starcie tytanów

Podobne parametry, zbliżone ceny i jedno odwieczne pytanie – co lepsze: bok Beretty czy Browninga? Odpowiedź pomogą znaleźć utytułowani strzelcy sportowi – Zbigniew Grabałowski i

Kynologia

Waleczne serce

Wygląd jamnika jest specyficzny: krótkie łapki, długi tułów. Charakter również ma wyjątkowy, ponieważ mimo swego nikczemnego wzrostu bez kompleksów staje do walki z każdym przeciwnikiem.

Opowiadanie

Wiosna – ach to ty!

Co to takiego marczak? I gdzie rozbrzmiewa klangor? Jakie inne znaki zwiastują koniec panowania zimy? Przeczytajcie kolejny odcinek przygód Oli i Huberta! Od kilku dni

Kynologia

Zrozumieć człowieka

Współpraca człowieka z psem powinna opierać się na wzajemnym zrozumieniu. Niestety, w praktyce wygląda to tak, że bardzo dobrze rozumiemy nasze oczekiwania wobec psa, ale