fot. Rafał Łapiński

Dwie pieczenie, jeden ogień

Nie uda się odmienić wizerunku łowiectwa bez spopularyzowania dziczyzny. Problem w tym, że jedyną spójną politykę państwa w kwestii zagospodarowania darów lasu wypracowano za czasów Władysława Gomułki – brzmiała ona: „Wszystko na eksport!”. Krzysztof Lechowski ma pomysł, jak wypromować najszlachetniejsze z mięs.

Byłem kiedyś świadkiem pouczającej rozmowy, jaką w przerwie pokazu kulinarnego zorganizowanego podczas warszawskich targów łowieckich pan Krzysztof przeprowadził z dianą o urodzie, którą najtrafniej określa słowo „zjawiskowa”.

– Niech pani pozwoli, że udzielę pani rady – rzekł, z elegancją całując alabastrową dłoń. – Proszę, aby znalazła sobie pani wybranka, który potrafi gotować. Na pozostałych polach aktywności mężczyźni niewiele się między sobą różnią.

Jest jednym z niewielu znanych mi myśliwych, którzy przyznają, że polują przede wszystkim dlatego, iż lubią dobrze (a przy tym zdrowo) zjeść. Uważa, że nie ma w tym nic uwłaczającego, gdyż mięsiarz to nie człowiek, który do lasu wyrusza, by zdobyć dziczyznę, lecz ten, którego cechuje pazerność i niepohamowana chęć pociągnięcia za spust. Pan Krzysztof praktycznie nie oddaje zwierzyny na skup, co oznacza, że strzela tylko do sztuk, które – z kulinarnego punktu widzenia – są najwartościowsze. Dla przykładu: do czasu wybuchu epidemii ASF warchlaki, których masę tusz oszacował na mniej niż 30 kilogramów, mogły się go nie obawiać i w spokoju buchtować pod amboną. By powyższa reguła mogła jednak zaistnieć, potrzebny jest wyjątek. Odnotujmy więc, że pan Krzysztof może się pochwalić łownym rogaczem o parostkach wycenionych na 186,15 punktu CIC (rekord okręgu piotrkowskiego). Na tatara bez dwóch zdań lepiej by się nadał młodszy kozioł, ale i ten leciwy cap (nawiasem mówiąc, nikt go przedtem w łowisku nie widział) trafił na stół państwa Lechowskich pod postacią kruchej pieczeni z udźca i soczystych kotlecików z combra.

Polowanie jako przywilej

Opowieści o gotowaniu chłonął od najmłodszych lat, a wizyta w komorze (czymś w rodzaju spiżarni) była dla niego zawsze emocjonującym przeżyciem. Z dzieciństwa pamięta stare, budowane z sosnowych bali domy. Z sieni jedne drzwi prowadziły do izby mieszkalnej, drugie zaś właśnie do nieogrzewanej komory, zlokalizowanej zwykle od północy. Pomieszczenie z jednym niewielkim oknem było podzielone na strefy: po lewej znajdował się nabiał, na wprost produkty mączne (w tym groch i kasza), po prawej mięsa (rolowane słoniny i pęta kiełbasy). Do komory trafiały też zające ofiarowywane co roku przez wuja Stanisława Stępnia, który swoją przygodę z łowiectwem zaczął jeszcze przed wojną. Z dziczyzny tej mama przyrządzała m.in. lokalną specjalność – kwaśny żur z podrobami (pokrojone w kostkę serca, wątróbki i płucka) oraz ugotowanymi w całości ziemniakami.

Kiedy był w ósmej klasie, ksiądz Antonii Boratyński, proboszcz ze Skarżyska-Kamiennej, a później w Drzewicy, szerzej znany jako przyjaciel i powiernik Leopolda Staffa, podarował mu egzemplarz „Moich przygód łowieckich” Juliana Ejsmonda. Duchowny sam nie polował, ale był miłośnikiem przyrody i kochał tę książkę, bo opowiadała o rzeczach minionych i pięknych, które jako esteta doceniał. Po lekturze opowiadań dała o sobie znać uśpiona do tamtej pory pasja łowiecka. Tak się zaczęło.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Broń

Z czym do kniei

Za broń myśliwską dawniej uważano tylko tę łamaną – ekspres, kiplauf, dryling i kniejówkę. Ta ostatnia jest najbardziej praktyczna i powinni ją wybrać myśliwi, którzy

Temat miesiąca

Pies bez kleszczy

W równym stopniu co ludzie na choroby odkleszczowe są narażone nasze psy. Pewne jest, że psa trzeba zabezpieczyć, najlepiej na kilka sposobów. Warto, bo nawet

Polowanie i myśliwy

Diana na podium

Rekordzistka Polski w trapie, zdobywczyni srebrnego medalu Mistrzostw Europy w Lonato i pierwszego miejsca podczas zawodów Pucharu Świata w Nikozji. Sandra Bernal to nie tylko

Kynologia

Z psem po bukiet

Myśliwi polujący na ptactwo są przede wszystkim miłośnikami pracy z psami. Przez cały rok doskonalą formę swoich pupili tylko po to, żeby dosłownie kilka razy

Polowanie i myśliwy

Żywica na rękach

W gruncie rzeczy zgadzam się z Szymonem Hołownią – polowanie w świetle moralności chrześcijańskiej należy uznać za grzech ciężki. Pod jednym wszakże warunkiem. Biblię musimy