fot. Andrzej Wierzbieniec

Elektroniczna smycz

Naszemu koledze podczas polowania skradziono psa. Złodzieje mieli pecha – zwierzę miało na sobie obrożę z GPS. Właściciel bez trudu odnalazł stodołę, w której przetrzymywany był jego podopieczny. Strzegący obejścia złodzieje nie zdawali sobie sprawy z przewagi właściciela…

Jestem gorącym zwolennikiem tzw. obroży elektrycznych. Narzędzie to, stosowane z umiarem, doskonale sprawdza się przede wszystkim w procesie kształtowania, utrwalania i egzekwowania apelu, który jest bazą dla wszelkiego rodzaju późniejszych specjalizacji. Zasada działania jest prosta – wydajemy komendę i w wypadku braku reakcji psa egzekwujemy ją za pomocą impulsu elektrycznego. Wszystkie tego typu urządzenia składają się z nadajnika obsługiwanego przez przewodnika i odbiornika zamontowanego na obroży.

Z pewnością jest to narzędzie, którego łatwo nadużyć i niedoświadczeni menerzy powinni zachować wyjątkową ostrożność i powściągliwość. Ciągłe karcenie psa może go bardzo szybko i skutecznie zniechęcić do polowania.

Kilkanaście lat temu tego typu urządzenia pozwalały jedynie na skarcenie psa, a lokalizacja zguby była możliwa przez włączenie sygnału dźwiękowego, o ile pies pozostawał w zasięgu. Technologia się rozwija i dzisiejsze obroże elektroniczne do prowadzenia psów daleko odbiegają od swoich pierwowzorów, oferując coraz więcej funkcji i możliwości.

Moje pierwsze doświadczenia zdobywałem na wyjątkowo „twardym” psie. Na smyczy miałem nad nim pełną kontrolę – problemy pojawiały się, gdy trzeba było utrzymać jego karność na odległość. Wraz z odległością możliwość komunikacji malała, a pasja łowiecka często brała górę nad posłuszeństwem. Testowałem wiele obroży, każdą z nich sprawdzając najpierw na sobie. Niestety, w chwilach uniesienia mój pies potrafił je wszystkie skutecznie zignorować…

Pies na mapie

Wciąż jestem użytkownikiem zestawu amerykańskiej firmy Tri-Tronics, której urządzenie zrobiło w końcu wrażenie na moim czworonogu i znakomicie sprawdziło się na wszystkich kolejnych psach. Zasięg pracy do 1,5 km i możliwość wywoływania cichego sygnału dźwiękowego – który bardzo szybko okazuje się wystarczający dla przywołania psa do porządku – wydawał się szczytem możliwości technologicznych.

Wielu myśliwych staje obecnie przed dylematem: jakie urządzenie wybrać? Postanowiłem porównać dwa całkowicie różne urządzenia dostępne na naszym rynku: Garmina (który przejął Tri-Tronicsa), umożliwiającego dyscyplinowanie psa prądem na odległość oraz śledzenia jego pozycji w terenie, i Trackera, który jest wprawdzie pozbawiony prądu, ale funkcje śledzące psa, wzbogacił dostępem do sieci telefonicznej.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Opowiadanie

Moje lisy

Pierwszy lis, jakiego pamiętam, wynosił kury z kurnika. Miałem wtedy pięć, może sześć lat. W zimowy dzień siedzę przy oknie w kuchni i gapię się

Polowanie i myśliwy

Promocja zabijania

Przez najbliższe lata jako myśliwi będziemy mieli mocno pod górę. Dlatego musimy mieć jasny przekaz zarówno do naszych przyszłych kolegów, jak i dla społeczeństwa –

Broń

Cel z bliska

Lunety o dużych krotnościach sprawdzą się podczas polowań na rogacze, gdyż pozwalają dokładnie przyjrzeć się parostkom. Pomyśleć o nich powinni także lisiarze, którzy strzelają do

Polowanie i myśliwy

Nowe paragrafy

Zezwolenie na używanie na terenie całego kraju do polowań na dziki nokto- i termowizji to tylko część zmian nowego regulaminu polowań, który obowiązuje od 20

Temat miesiąca

Pies bez kleszczy

W równym stopniu co ludzie na choroby odkleszczowe są narażone nasze psy. Pewne jest, że psa trzeba zabezpieczyć, najlepiej na kilka sposobów. Warto, bo nawet