Głupie pytania

Sięgnąłem po lornetkę i zrywając się z miejsca, o mało nie strąciłem deski, która służyła za siedzisko! Przez żółte morze w kierunku ambony szedł wielotykowiec. Przyprószona siwizną maska i zgarbiony kark świadczyły o tym, że nie miałem przed sobą młodzieńca. Pies spojrzał na mnie z wyrzutem. No tak, zachowałem się jak nieopierzony żółtodziób.

Jedno z głupszych pytań, jakie zadawano mi jako dziecku, brzmiało: kogo bardziej kochasz – mamusię czy tatusia? Już jako brzdąc wiedziałem, że kocham oboje tak samo, ale traktuję inaczej. Przecież oni też traktowali mnie różnie. Mama była od naklejania plastrów i lania jodyny, sprawdzania pracy domowej, zakupów i sobotniego sprzątania. Z tatą robiłem wszystkie pozostałe rzeczy, z których każda była przygodą. Prozaiczne rąbanie drewna zamieniał w walkę o przetrwanie, a wyjście do lasu w niesamowitą lekcję przyrody. Podczas polowań opowiadał mi o zwyczajach zwierząt, uczył rozpoznawania tropów, a także tego, jak czytać las i przetrwać w nim bez uszczerbku dla siebie i dla niego. Znałem sposoby rozpalania ognia, umiałem odróżnić rośliny trujące od jadalnych. Potrafiliśmy zniknąć z domu na kilka dni i siedzieć w lesie, oglądając rykowisko albo obserwując ptaki.

Tato. Zawsze w zielonej koszuli i kamizelce z mnóstwem kieszeni kryjących „przydasie”. „Przydasiami” nazywał przedmioty, których przeznaczenie nie do końca było wiadome, ale które zawsze… mogły się przydać. Te większe trzymał w wydzielonym kącie garażu, który nazywał warsztatem. Siadywaliśmy tam w deszczowe dni, grzebiąc w silniku starego gazika – jedynego środka transportu, jakim dysponowała swego czasu nasza rodzina, albo porządkując owe nie wiadomo do czego służące przedmioty. Kiedy wyjechałem na studia, myślałem, że zachłysnę się wolnością i nareszcie odpocznę od rodziców. A tymczasem najzwyczajniej w świecie zaczęło mi ich brakować. Jeszcze mocniej odczułem to później, po wielu latach, kiedy odeszli. Po cichu, jedno po drugim, rok po roku. Zostałem sam, ale cały czas czułem ich obecność. Wiele życiowych problemów rozwiązywałem na zasadzie – co by zrobił tato? Albo: co by powiedziała mama?

***

Baron wszedł przez otwarte drzwi werandy, znacząc podłogę kleksami błota. Podał mi oślinioną zabawkę, którą odruchowo położyłem na stole. Tata by ją przesunął, żeby mu nie przeszkadzała w czytaniu porannej gazety. Mama wyrzuciłaby na dwór z odpowiednim komentarzem, a stół przetarłaby ścierką, którą pewnie i mnie by się oberwało. Podłogę musiałbym umyć ja, i to nie jakimś nowomodnym mopem, tylko tradycyjnie: szczotką i szmatą. W ogóle za czasów mamy psy do domu nie miały wstępu. Mieszkały na podwórzu, miały ciepłe budy, a w przypadku srogich zim robiło im się legowiska w kotłowni.

Baron – posokowiec hanowerski – miał swój fotel i rezydował w całym domu. On i Nerd, mój drugi pies, łaciaty springer spaniel, mogli wszystko. Kiedy zwinięci w kłębki leżeli przed kominkiem, przypominali yin i jang, dwie przeciwne, ale uzupełniające się siły. Niedobrani ani kolorem, ani charakterami, ani strukturą sierści, idealnie wpasowywali się w koncepcję filozofii Wschodu. Baron – powolny, z wiecznie plączącymi się łapami i zawiniętym uchem, i Nerd – trochę szalony, ale wieczorami zadumany nad marnością świata i suchej karmy, czekający na zachód słońca, który nie wiadomo dlaczego uwielbiał. Którego bardziej lubię? Głupie pytanie. Oba lubię. Każdego inaczej, ale lubię oba, przecież to moje psy. Sezon polowań na ptactwo stawiał na pierwszym miejscu Nerda, ale bywało, że brałem oba psy. Baron polowanie przesypiał w samochodzie, a springer aktywnie penetrował zarośla i aportował strzelone kaczki. Na postrzałki brałem posokowca. Pracował dokładnie i metodycznie. Kiedy gubił farbę, nie kluczył, nie kombinował, tylko podejmował trop od początku. Był niezastąpiony podczas zbiorówek, wszyscy go lubili. Taki przerośnięty pies Pluto.

Zacząłem pakować broń do pokrowca. Tata zapewne wyruszyłby na polowanie już godzinę temu, ale ja się nie spieszyłem. W tym byłem podobny do Barona – miałem zawsze czas. Nawet na strzał.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Broń

Starcie tytanów

Podobne parametry, zbliżone ceny i jedno odwieczne pytanie – co lepsze: bok Beretty czy Browninga? Odpowiedź pomogą znaleźć utytułowani strzelcy sportowi – Zbigniew Grabałowski i

Hodowla i ochrona

Wojna o króla

Zgoda na odstrzał kilkudziesięciu żubrów wywołała medialną wojnę i kolejny raz udowodniła, że praca domowa na temat zarządzania przyrodą nie została odrobiona, ponieważ nikt nie

Temat miesiąca

Rewolucja marcowa

Polski Związek Łowiecki stoi w obliczu przemian najpoważniejszych w całej historii obecnego systemu łowiectwa. Parlament zmiejszył zakres samorządności PZŁ i osłabił pozycję kół łowieckich w

Tradycje i zwyczaje

Łowy i wojna

Myśliwym z krwi i kości Józef Piłsudski nie był w zasadzie nigdy, ale do łowieckich przeżyć powracał chętnie. Lubił też otaczać się myśliwskimi pamiątkami. Najcenniejszymi

Opowiadanie

Zupełnie inne muzeum

Oglądanie ekspozycji może się okazać wspaniałą przygodą – do takiego wniosku doszły dzieci, po powrocie z… No właśnie! Skąd? Jest takie miejsce, które warto odwiedzić,