fot. Kristofer Hansson

Jawa i sen

Najbarwniejsze łowieckie opowieści dotyczą polowań, których szczęśliwy finał poprzedziły trudy i poświęcenia. Zdarzają się jednak i takie sytuacje, kiedy święty Hubert darzy, a myśliwy żadnym sposobem nie jest w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie, czym na taką hojność zasłużył.

Moją pierwszą zdobyczą był lis, strzelony z dubeltówki po blisko półgodzinnym podchodzie. Od czasu, gdy rozpocząłem łowiecką przygodę, minęło 17 lat i mogę zaryzykować twierdzenie, że pewne rzeczy już się raczej nie zmienią. Gdybym miał do wyboru polowanie po białej stopie, z wabikiem na mykitę, albo zasiadkę w sierpniową księżycową noc, przy ściernisku, na którym ucztują dziki, nie wahałbym się ani chwili…

Nie marzyłem o zdobyciu uprawnień selekcjonerskich. Zdałem ten egzamin przede wszystkim dlatego, że traktowałem go jako kolejny etap zdobywania wiedzy w dziedzinie łowiectwa. Najlepiej świadczy o tym fakt, że po raz pierwszy na polowanie na rogacza wybrałem się rok później, a i to za sprawą mojego przyjaciela Tomka Przybyłowicza, który w rewirze o wdzięcznej nazwie Psia Baba wynalazł dla mnie pewnego szydlarza. Może niezbyt imponującego, ale wiekowego. A gdy już wyprawiłem go „na zielone łąki”, okazało się, że miał grandle, co trofeum czyniło naprawdę wyjątkowym.

Od tamtego czasu z utęsknieniem czekam na maj, aby zmierzyć się z ciekawym rogaczem. Piszę: „ciekawym”, bo moją ambicją jest stworzenie kolekcji niepowtarzalnych parostków. Tak się składa, że regularne szóstaki nie budzą u mnie silniejszych emocji. Z kolei szydlarze o daszkowatych różach zawsze wywołują szybsze bicie serca.

Zdarzały się sezony, że strzelałem dwa rogacze. Bywały i takie, że nawet nie zdejmowałem broni z ramienia. Aż nadeszła wiosna 2018 roku. Dziś mogę śmiało powiedzieć za wieszczem: „Ja tylko jedną taką wiosnę miałem w życiu”.

Pasje lubią się łączyć – w każdym razie tak dzieje się w moim przypadku. Zwykle angażuję się w kilka spraw naraz, ale tamten rok był pod tym względem wyjątkowy. Poza tradycyjnymi działaniami związanymi z łowiectwem, ornitologią (obrączkowanie gęgaw) i badaniem historii regionalnej pisałem książkę o naszym kole łowieckim „Sokół” z Kiszkowa, z okazji jego 70-lecia. Z tego powodu założyłem, że w rozpoczynającym się sezonie będę raczej myśliwym wierzącym niepraktykującym.

Dopiero 15 maja zdołałem oderwać się od komputera i wyjechać do łowiska. Zabrałem ze sobą sztucer, ale nie dokonawszy wcześ­niej rozpoznania, nastawiałem się na obserwację przyrody. Jakkolwiek by to brzmiało, i tym razem zdecydowałem się na Psią Babę. Usiadłem na szczycie skarpy, w miejscu, gdzie dolinka ma blisko sto metrów szerokości. Dołem płynie Sławieńska Struga, którą można przesadzić jednym krokiem.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Kynologia

Dawniej psy były lepsze

W każdym kole łowieckim krążą opowieści o niesamowitych psach myśliwskich sprzed lat. Niektóre z tych historyjek są prawdziwe, a inne nieco podrasowane. Postaram się zatem

Polowanie i myśliwy

W sercu kniei

Myśliwi, którzy mieli szansę z nim polować, zdobywali złotomedalowe oręża. Gdy po powrocie z rykowiska przygotował śniadanie, Grzegorz Russak nie potrafił znaleźć słów uznania. Dla

Temat miesiąca

Walne w dobie epidemii

Kończy się kadencja zarządów kół i komisji rewizyjnych, dlatego też podczas zbliżających się walnych konieczne będzie przeprowadzenie wyborów. Problem w tym, że wobec stanu epidemii

Broń

Strzał do gacha

Oddanie celnego strzału do kipiącego szaraka to sztuka. O sukcesie podczas zajęczych łowów decyduje nie tylko prawidłowe wyprzedzenie, ale przede wszystkim szybki skład oraz odpowiedni

Tradycje i zwyczaje

Strateg na polowaniu

Finlandię skazaną na porażkę w starciu z Armią Czerwoną obronił w czasie zimowej wojny 1939/1940 marszałek Carl Gustaf Emil Mannerheim, który zastosował prawdziwie łowiecką strategię.