fot. Rafał Łapiński

Klejnot kniei

Można mieć na rozkładzie medalowe łowne byki i orężne odyńce, ale gładko wypudlić pierwszego samodzielnie przywabionego jarząbka. Polowaniu na niezwykle ostrożnego kniejotka towarzyszą szczególnie intensywne emocje. Bogatym doświadczeniem z tych łowów dzieli się z naszymi czytelnikami Rafał Łapiński, świetny myśliwy i fotograf.

Mgła zawisła między pniami starych świerków, dziuplastych osik i żałobnych brzóz niczym wielka pajęczyna. Czarne olchy ustawiły sie szpalerem – jak żołnierze – nad brzegiem płynącego pośród omszałych głazów strumyka. Słońce złotymi strzałami przebijało korony drzew i sięgało podłoża usianego warstwą butwiejącego listowia. W lesie panowała cisza tak ogromna, że dało się słyszeć odgłos spadającej kropli rosy. W taki poranek, opisany w opowiadaniu z tomu „A było to w kniei”, Leopold Pac-Pomarnacki, wyśmienity myśliwy, wytrawny prozaik, a przy tym leśnik i ornitolog, wyruszył do łowiska, by zapolować na jarząbka.

Przesuwał się krok za krokiem, cicho niczym zjawa, co chwila zatrzymując się i nasłuchując, czy w pobliżu nie rozlegnie się furkot skrzydeł zrywającego się do lotu kogutka. Na próżno! Tylko ruda wiewiórka, siedząca na brodatej za sprawą porostów gałęzi starego świerka, cmokała gniewnie na widok myśliwego. Znużony usiadł na zwalonym pniu. Wysoko, w koronie krzywo rosnącej sosny dokazywały dwie sikorki czubatki. Z zadumy wyrwał go szelest, a gdy obrócił głowę, w odległości kilkunastu metrów dostrzegł żerującego kogutka jarząbka.

„Szarordzawe plamki wyraźnie zdobiły jego pierś, a w chwilach zaciekawienia czy podniecenia na małej główce ptaka stroszył się pochylony do tyłu czubek – zanotował Pac-Pomarnacki. – W pewnym momencie kogucik zerwał się z głuchym burknięciem i usiadł na poziomej gałęzi odległej osiki. I wtedy gdzieś z oddali doleciał wysoki, przenikliwy, zakończony krótkim trelem gwizd wabiącego ptaka. Po chwili zabrzmiał ponownie, prowokując mego kogutka do udzielenia takiej samej odpowiedzi. Ten duet trwał przez dłuższą chwilę, aż znowu zagrzmiały skrzydła i dostrzegłem szarą kulę drugiego ptaka sadowiącego się opodal na świerku”.

Myśliwy rozpoczął podchód, kryjąc się za kolumnadą drzew. Tymczasem jarząbki nie przerwały pogwizdywania, dając swoisty koncert. Pozostawało tylko wypatrzyć kogutka ukrytego w koronie świerczka. Wtem spośród pióropuszy paproci wystrzelił jak z procy rogacz i głośno szczekając pognał przez okoliczne gąszcze. Nic więc dziwnego, że finałem polowania okazał się nie huk wystrzału, lecz furkot odlatujących jarząbków. Jak jednak podsumował myśliwy: „Urok wrześ­niowej kniei był tak duży, że stracona okazja dania strzału spadła do roli nic nie znaczącej błahostki”.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Kynologia

Z kanapowcem na rogacza

Myśliwy strzelił w rzepaku rogacza. Szukał go trzy godziny, zadeptując przy tym sporą połać pola, aż w końcu dał za wygraną i zadzwonił po pomoc.

Broń

Pojedynek klasyków

Ernest Hemingway mawiał, że nie ma takiej choroby, której nie da się wyleczyć za pomocą .30-06. Jednak to stara niemiecka „ósemka”, czyli 8 × 57

Broń

Hiszpańskie zauroczenie

Czasami zmiany zachodzą nagle i podstępnie. Chciałem tylko poeksperymentować z nową amunicją, a w rezultacie rozstałem się z ukochaną bronią. Sprawdzonego Remingtona 700 w kalibrze

Tradycje i zwyczaje

Myśliwski portret Kossaka

Do najbardziej udanych przedstawień patrona myśliwych należy z pewnością obraz Jerzego Kossaka zatytułowany „Widzenie św. Huberta”. Na Międzynarodowej Wystawie Łowieckiej w Berlinie w 1937 r.

Polowanie i myśliwy

Bury pod amboną

Wilk pogryzł myśliwego. Nie na Syberii, lecz pod Słupskiem. Nie sto lat temu, ale przed miesiącem. Rana niegroźna – kłopoty spore. Burmistrz stawia tablice ostrzegawcze