fot. Andrzej Wierzbieniec

Leśne inspiracje

Rzeźby Eugeniusza Ochnio cenią nie tylko miłośnicy kultury łowieckiej, ale on ze swego dzieła nigdy nie jest w pełni zadowolony. Dlatego podejmuje nowe wyzwania. Inspirację znajduje, przemierzając mazowieckie łowiska z kniejówką na ramieniu i podpatrując naturę, która nieodmiennie budzi w nim zachwyt.

Ręka napina niewidzialną cięciwę, łuk wygina się w półksiężyc. Jeszcze chwila, a uwolniona strzała dosięgnie celu. Łucznik nosi mnisi habit, twarz skrywa pod kapturem i przypomina Mickiewiczowskiego księdza Robaka w scenie polowania na niedźwiedzia. Wystarczy rzut oka, by w pełnym pokory duchownym, który musi nagle sięgnąć po broń, rozpoznać zawołanego myśliwego. Tak naszego patrona – świętego Huberta – przedstawił Eugeniusz Ochnio, artysta plastyk, dla którego łowiectwo i przyroda pozostają niewyczerpanymi źródłami inspiracji. Statuetka konkursu dla dziennikarzy „Rok myśliwca” należy do jego najbardziej rozpoznawalnych dzieł. W pamięć zapada również rzeźba upamiętniająca 75-lecie PZŁ, przedstawiająca byka jelenia z krzyżem między tykami wieńca. Nawiązuje wprost do malarstwa jaskiniowego, dowodząc, że polowanie pozostaje istotnym tematem sztuki od zarania dziejów, a pasja łowiecka idzie nierzadko w parze z pasją twórczą.

Mówi, że nigdy nie jest w pełni zadowolony ze swoich prac i dlatego wciąż podejmuje nowe wyzwania. Rzeźbi rysia wybijającego się do skoku i orężnego odyńca dającego susa, by zniknąć w młodniku. Choć, sporządziwszy setki szkiców, sylwetki sprowadził do plastycznego znaku, symbolu, to przecież zwierzęta pozostają doskonale rozpoznawalne – widać, że artysta nie tylko świetnie zna ich anatomię, ale także zwyczaje i charakter. Taką wiedzę można zdobyć tylko w kniei, która z nieodpartą siłą przyciągała go od najmłodszych lat.

Nad rzeką życia

Rodzinną osadę Kalinów koło Żelechowa, na którą składały się zaledwie cztery gospodarstwa, otaczał porastający morenowe wzgórza las Kruszyna. Jego obrzeża porastała osika, którą wiosną oblepiały gustujące w delikatnych pąkach cietrzewie. Dalej rozciągały się bagna, a gdy latem rozpoczynał się sezon polowań na pióro, podrywały się z nich chmury kaczek tak wielkie, że na krótką chwilę przysłaniały słońce.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Broń

Z własnym księżycem

Pomyślmy, do ilu tragedii mogłoby nie dojść, gdyby myśliwi polujący nocą na czarnego zwierza dysponowali termowizyjnymi monokularami. Ten sprzęt, do niedawna będący wyłącznie w wyposażeniu

Temat miesiąca

Rewiry nad Bzurą

Mamy w skali kraju tylko kilka łowisk, gdzie w sezonie strzela się blisko 300 zajęcy. W jednym z nich gospodarują myśliwi z sochaczewskiego koła „Bzura”,

Tradycje i zwyczaje

Rogacz z klasą

Nasi przodkowie przypisywali poszczególne gatunki do kalendarza polowań. Jesień zawłaszczały jelenie, zimę zające, a wiosna należała do głuszca. Dzisiaj szaraki tylko dla wybranych, a wiosenne

Kynologia

Siad z aportem

Wśród miłośników kynologii łowieckiej co jakiś czas powraca dyskusja na temat oddawania aportu przez psa w pozycji siedzącej. Część myśliwych uważa, że jest to niepotrzebna

Polowanie i myśliwy

Wspólnik na rękawicy

Ten rodzaj łowów przypomina ujarzmianie żywiołu. O sokolnictwie, które przetrwało pięć tysięcy lat i stanowi rodzaj sztuki, wie prawie wszystko Henryk Mąka, pracownik Stacji Badawczej