Łowca niezłomny

Ułan, dyplomata i zapalony myśliwy. Dla pułkownika Witolda Morawskiego polowanie było największą pasją i sposobem na życie. Opowiadając o nim i o kniejach, które poznał, potrafił podnieść na duchu ludzi znajdujących się u kresu sił i bliskich rozpaczy.

Rodzący się w międzywojniu polski ruch łowiecki znalazł gorących orędowników wśród kadry oficerskiej. Jednym z zamiłowanych myśliwych był Witold Dzierżykraj-Morawski herbu Nałęcz, urodzony w 1895 r. w Oporowie pod Lesznem, syn Ignacego i słynnej z urody Julietty z hr. Łubieńskich, pułkownik dyplomowany kawalerii Wojska Polskiego.

W czasie I wojny światowej został podporucznikiem kawalerii i służył w pułku huzarów gwardii pruskiej. Zasłynął z odwagi graniczącej z brawurą, zdobywając najwyższe wojskowe odznaczenia. Brał udział w Powstaniu Wielkopolskim. Następnie wykładał w Centralnej Szkole Kawalerii i pełnił funkcję attaché wojskowego w Bukareszcie.

Gdy wrócił do kraju, został przydzielony do 17. Pułku Ułanów w Lesznie Wielkopolskim. Gdy doszło do przewrotu majowego, wziął udział w obronie legalnego rządu, za co popadł w niełaskę. Dopiero w 1928 r. został attaché wojskowym w Berlinie. Następnie dowodził 25. Pułkiem Ułanów Wielkopolskich w Prużanie.

Osobowość i nieprzeciętny charakter dziedzica Oporowa oraz jego wszechstronne talenty budziły powszechny podziw. Był dowódcą charyzmatycznym, o wielkim autorytecie wśród żołnierzy. Doskonały organizator, znający parę języków dyplomata. Słynął z dobrych manier. Jako że posiadał wiele rycerskich cnót, Wojciech Kossak sportretował go w 1933 r. na czele ułanów.

Człowiek tak towarzyski, jak pułkownik Witold Morawski miał wiele okazji do polowań, nie tylko w rodzinnej Wielkopolsce. Sam organizował polowania w Oporowie i w majątku krewnych – Luboni. Zachowała się fotografia z 1936 r. przedstawiająca myśliwski posiłek podczas odbywającego się tam polowania na kuropatwy (strzelono ich wówczas około 900 sztuk). W polowaniu oprócz Witolda Morawskiego udział wzięli: ambasador Alfred Chłapowski, Józef Radoński, Włodzimierz Czetwertyński, państwo Wyganowscy, Feliks Sobański i ordynat Jan Taczanowski.

O innym polowaniu u Morawskiego pisze Stanisław Cieński w książce „Wspomnienia”: „Jesienią w 1938 r. zaprosił Witold Morawski Ludka i mnie do siebie, do Oporowa w poznańskim, na polowanie. Wśród grona myśliwych znalazł się również i gen. Fabrycy, inspektor armii we Lwowie, bezpośredni przełożony Witolda. Strzelaliśmy do bażantów, kuropatw, zajęcy i królików. Miło zeszedł czas na bardzo dalekiej wyprawie myśliwskiej’’.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Polowanie i myśliwy

Chore dziki

Pięć lat myśliwi, rolnicy oraz służby weterynaryjne walczą z afrykańskim pomorem świń, ale choroba rozprzestrzenia się na nowe tereny. Trwa szeroko zakrojona akcja depopulacji, a

Broń

Fatalne zauroczenie

Potężna siła obalająca – oto główna zaleta kuli do śrutówek. Jednak jeżeli któryś z myśliwych wciąż uważa, że nie ma lepszego pocisku na zbiorówkę, to

Kynologia

Sztuka wyboru

Decyzja o kupnie psa powinna zostać podjęta świadomie. Chodzi zarówno o wybór rasy, jak i konkretnego skojarzenia pary rodzicielskiej. Następstwem będzie nawet kilkanaście lat spędzonych

Kynologia

Na tropie rogacza

Praktyka łowiecka pokazuje, że odnalezienie kozła może okazać się trudne, jeżeli nawet padnie on w ogniu. Przeszkadza w tym wysoka gęsta roślinność i problem z

Opowiadanie

Koniec sezonu

Kłopoty zaczęły się już w sklepie „Złota Trąbka”. W ofercie zabrakło amunicji, której używałem od lat. Okazało się, że w moim kalibrze są kule mało