fot. arch. Antoniego Stachurskiego

Stałym gościem Arłamowa był dr Berthold Beitz, dyrektor generalny koncernu Friedrich Krupp AG, uhonorowany tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata

Łowy specjalnego znaczenia

Za zezwolenie dewizowcowi na dokonanie odstrzału byka w drugiej klasie lub takiego, którego wieniec ważył mniej niż pięć kilo, podprowadzający tracił pracę. Za skłusowanie łań przy paśniku dwóch generałów wyrzucono za pilnie strzeżoną bramę. Ujawniamy tajemnice dawnych rządowych ośrodków w Arłamowie i Łańsku.

Prawda to, że w sali jadalnej łańskiego dworku myśliwskiego wisiał wypożyczony z Muzeum Narodowego w Warszawie obraz Juliana Fałata „Powrót z niedźwiedziem”? Albo że ciosane z lipowego drewna popielniczki w kształcie niedźwiedzia dostarczał do Arłamowa Władysław Nadopta, opiewany przez Wolną Grupę Bukowina w songu „Majster Bieda”? I czy goszczącego tam w trakcie polowania Abdula Rezę Pahlaviego, brata szachinszacha, podejmowano combrem z sarny po kardynalsku, a marszałka Titę bażantem w śmietanie? Tak. To wszystko prawda. Ale ustaliwszy powyższe warto dla porządku zacząć od stwierdzenia podstawowych faktów: jak oficjalnie nazywały się dwa wspomniane rządowe ośrodki, o których wśród myśliwych do dziś krążą legendy? Z tym pytaniem zwróciłem się do Jana Kałaski, starszego inspektora do spraw łowieckich w Arłamowie w latach 1976–1979, który z uśmiechem odparł:

– Oficjalnie te dwa ośrodki nigdy nie istniały. Kryptonim Łańska to W1, a Arłamowa W2.

Pan pułkownik zaprasza

Z całą pewnością istniał natomiast „Wielki Łowczy PRL” – pułkownik Kazimierz Doskoczyński (1922–2000), którego w książce „Bieszczady w PRL-u” tak w genialnym skrócie przedstawił Krzysztof Potaczała: „Nie było od wojny bardziej kontrowersyjnej postaci. Wysiedlał, pozbawiał pracy, gnoił. Ale też gospodarzył: hodował, budował, chronił (czasem niszczył). I pomagał: finansowo, rzeczowo, w dostępie do najlepszych lekarzy, w znalezieniu posady. Satrapa, pieniacz, filantrop, gołębie serce. Bez mała przez dekadę niepodzielnie dzierżył władzę w Bieszczadach”. Od siebie dodam, że nie tylko tam, bo również na Mazurach, w Łańsku.

Podobno łowiectwo ocaliło mu w czasie wojny życie. Tak przynajmniej powiedział Tadeuszowi Graczykowi, inspektorowi do spraw łowieckich w Arłamowie i filii tego ośrodka w Mucznem (pod zmienioną nazwą Kazimierzowo) w latach 1975–1980, jednemu z nielicznych, których obdarzył zaufaniem. Niemal cała rodzina pułkownika zginęła w rzezi wołyńskiej – udało się siostrze, która na czas zdążyła się ukryć, i jemu, bo z podarowaną przez dziadka dubeltówką poszedł na polowanie.

Jan Kałaska zetknął się z Doskoczyńskim wkrótce po ukończeniu zootechniki na Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie. Był już wówczas od trzech lat członkiem uczelnianego koła „Darz Bór” i gdy dowiedział się, że jeden z rządowych ośrodków poszukuje specjalisty do spraw łowieckich, natychmiast wyraził zainteresowanie. Po wstępnej rozmowie polecono mu przyjechać do Przemyśla, skąd podstawiony samochód zabrał go do Arłamowa. A wyjaśnijmy od razu, że nie każdy śmiertelnik mógł się tam znaleźć – ośrodka strzegła stacjonująca w Kwaszeninie kompania Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, której dowódcę rozeźlony pułkownik Doskoczyński potrafił w ostrych słowach zbesztać przed frontem żołnierzy.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Kynologia

Postrzałek na zbiorówce

Rusza sezon zbiorówek. Jedni cenią je ze względu na możliwość podziwiania pracy zgranej sfory psów, inni patrzą na nie jak na teatr, słysząc echo wielkich

Kynologia

Na tropie rogacza

Praktyka łowiecka pokazuje, że odnalezienie kozła może okazać się trudne, jeżeli nawet padnie on w ogniu. Przeszkadza w tym wysoka gęsta roślinność i problem z

Kynologia

Kłopot z narzynaczem

Narzynacz to pies, który kaleczy lub zjada upolowaną zwierzynę. To bardzo poważna wada, którą najprawdopodobniej się dziedziczy, zatem czworonogi z takim defektem powinny być eliminowane

Kynologia

Egzamin na polowaniu

Od dwóch lat nie wolno nam przeprowadzać konkursów dzikarzy w zagrodach. Co prawda możemy oceniać nasze czworonogi podczas łowów, ale nie rozwiązuje to problemu przygotowywania

Polowanie i myśliwy

Tok gajowego

Włodzimierz Łapiński, legenda fotografii przyrodniczo-łowieckiej i uczeń mistrza Włodzimierza Puchalskiego, zgodził się opowiedzieć czytelnikom „Łowca Polskiego” o swoich myśliwskich przygodach. Oto pierwsza z nich, związana