fot. Jarosław Dubrownik

Miłość kalibru magnum

Pasje lubią się łączyć. Marta Kostecka nie tylko poluje i jeździ konno, ale także – jako historyk sztuki – zajmuje się zabytkami europejskiej kultury łowieckiej. W Afryce pilotuje grupy myśliwych, a jako druga kobieta w historii została przyjęta do Jordańskiego Królewskiego Klubu Strzeleckiego.

Niektórzy powiadają, że myśliwym (bądź dianą) trzeba się urodzić. Inni utrzymują, że łowiectwo mamy we krwi. Nie podejmuję się w tym miejscu rozstrzygnąć, jaka jest prawda, ale przypadek Marty Kosteckiej pozwala nam rzucić na tę kwestię nowe światło. Sześć lat temu przeżyła wypadek samochodowy, a obrażenia, jakich doznała, były na tyle poważne, że niezbędna okazała się transfuzja. Gdy opuściła szpital i wróciła do pełni sił, koleżanka zaproponowała jej, aby w charakterze tłumaczki pojechała na polowanie.

– Odpoczniesz po rehabilitacji – kusiła. – Las i świeże powietrze pomogą ci zapomnieć o przejściach.

Zgodziła się. Myśliwymi okazali się trzej Duńczycy, którzy przyjechali na wiosenne polowanie na rogacze. Patrząc na tych trzech łowców – sympatycznych, uprzejmych, a przy tym polujących w sposób zgodny z zasadami i łowiecką etyką – przypomniała sobie słowa, które ich rodaczka Karen Blixen przytoczyła w książce „Cienie na trawie”: „W kimś, kto potrafi się zachwycić słodką melodią, jednocześ­nie nie chcąc się jej nauczyć, piękną kobietą, nie chcąc jej posiąść, i wspaniałym okazem zwierzyny, nie chcąc na niego zapolować, nie bije ludzkie serce”.

– Może i jest w tym coś z prawdy? – pomyślała.

Zatrzymała się też nad innymi słowami baronowej, która – nawiasem mówiąc – związała się z dwoma najlepszymi zawodowymi myśliwymi tamtej epoki (Brorem von Blixenem i Denysem Finchem Hattonem): „Polowanie jest zawsze bliskie przygodzie miłosnej. Myśliwy jest zakochany w swojej zwierzynie, prawdziwi myśliwi są naprawdę miłośnikami zwierząt”. I rozważając tę sprawę, Marta doszła do wniosku, że w szpitalu musieli jej dolać krwi myśliwego. Stało się bowiem jasne, że pasja łowiecka obudziła się w niej na dobre.

Z kronikarskiego obowiązku dodajmy, że Marta już wcześniej pozostawała w orbicie wpływów świętego Huberta. Od najmłodszych lat jeździła konno i kilkakrotnie brała udział w pogoni za lisem. A gdy okazało się, że staż łowiecki będzie odbywała w OHZ w Racocie, mogła mówić o pełni szczęścia. Po pierwsze – tamtejszy pałac zaprojektował słynny architekt Dominik Merlini. Po wtóre – była to przed wojną prezydencka rezydencja; gościł tam Ignacy Mościcki, „pierwszy myśliwy Rzeczypospolitej”, odznaczony Złomem inicjator obchodów Dnia Świętego Huberta, patron zawodów strzeleckich i wystaw łowieckich. Po trzecie wreszcie – od 1928 roku funkcjonowała w Racocie Państwowa Stadnina Koni, jedna z trzech w przedwojennej Polsce. W ten sposób udało się Marcie połączyć wszystkie pasje: jeździectwo, łowiectwo i zamiłowanie do historii sztuki (ukończyła ten kierunek na Uniwersytecie Wrocławskim).

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Tradycje i zwyczaje

Szable z Adampola

W lasach należących kiedyś do rodziny Zamoyskich stoją do dziś monumenty upamiętniające myśliwskie dokonania gospodarzy, a także wiernego leśniczego, o którym nasz miesięcznik informował przed…

Porady praktyczne

Przeżyć szarżę

To zdarzyło się naprawdę. Konfrontacja z szarżującym odyńcem, do której doszło w rewirze znajdującym się nieopodal Warki, skończyła się dla myśliwego tragicznie. Mężczyzna wykrwawił się,

Kynologia

Byk uchodzi

Rykowisko – dla wielu najwspanialszy okres w myśliwskim kalendarzu. Choć przed sezonem ćwiczymy na strzelnicy, to przecież nawet najbardziej doświadczony i opanowany myśliwy niekiedy ulega

Tradycje i zwyczaje

W cieszyńskiej kniei

Największy romantyk literatury łowieckiej, Julian Ejsmond, poznał bez mała wszystkie rewiry II Rzeczypospolitej. Opisał polowania na Kresach, w Puszczy Białowieskiej, a także na Śląsku Cieszyńskim.

Opowiadanie

Wigilia z wilkiem

Szczęśliwym zrządzeniem losu poznałem wielu wspaniałych myśliwych – ludzi szlachetnych i prawych, znających las i potrafiących o nim pięknie opowiadać. Ale do legendy przeszedł tylko