fot. Michał Nowakowski

Moje lisy

Pierwszy lis, jakiego pamiętam, wynosił kury z kurnika. Miałem wtedy pięć, może sześć lat. W zimowy dzień siedzę przy oknie w kuchni i gapię się na zimowy krajobraz parku. Mama krząta się przy piecu, gdzieś między drzewami stoi nasz kurnik ogrodzony solidnym płotem. I widzę, jak w tym ogrodzeniu nagle pojawia się mykita i chwyta kurę:

– Lis!, Lis! – drę się wniebogłosy.

Matka podbiega do okna i bezradnie patrzy, jak chytrusek z kurą w pysku znika za kurnikiem, a potem przemyka między drzewami dworskiego parku, na którego skraju znajdowało się nasze mieszkanko.

Drugi lis, jakiego pamiętam, wisiał na szyi prezesa tatowego koła. W pałacu był bal myśliwski i oczywiście loteria fantowa. Główną nagrodę – lisią skórkę – wygrał właśnie Paweł. Chwycił nagrodę w obie ręce, podniósł wysoko w górę i owinąwszy ją sobie wokół szyi, wskoczył na stół i zaczął szalony taniec między talerzami. Właśnie wygrał trzy swoje pensje!

Lisy były obecne w naszym domu od zawsze. Na wsi widziało się je myszkujące zimą po polach, a zimy były prawdziwe, wielotygodniowe i śnieżne. Rude skórki stawały się przedmiotem westchnień i zazdrości w czasie niedzielnych mszy, gdy żony miejscowych myśliwych pojawiały się w pelisach obszytych kołnierzem z lisa. A futro z lisa to był szczyt elegancji i powód, dla którego żony wręcz wyganiały mężów na polowania zimową porą.

Nie jest tajemnicą, że lis był wielką rzadkością. Jednak w czasach, kiedy zdałem egzamin łowiecki, przestał być już przedmiotem pożądania. Moda na lisie futra mijała, a lisów było jak na lekarstwo. Ja jednak zapragnąłem mieć swoją lisiurę. Widziałem Kmicica w takowej i bardzo mi się podobała.

W czasie jesiennego dokarmiania i pierwszych jesiennych polowań podpytywałem Marysia, który w kole uchodził za specjalistę od lisów, jak też zdobyć upragnioną lisiurę. Zdradził mi swój sposób – kupujesz w rybnym tuszki, wkładasz do słoika, zalewasz wodą i odstawiasz na kilka dni. Potem jedziesz do lasu, robisz ścieżkę, kapiąc co kilka kroków wodą ze słoika, potem wyrzucasz ryby kilkadziesiąt kroków od ambony, siadasz i czekasz.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Porady praktyczne

Szacowanie z auta

Dzięki corocznej inwentaryzacji możemy poznać trendy zachodzące w populacjach gatunków łownych. Wyniki stanowią podstawę do przygotowania planu odstrzału, ale przede wszystkim do oszacowania wielkości przyrostu

Temat miesiąca

Wielkie zagrożenie

Często bagatelizowane kleszcze stanowią jedno z najpoważniejszych zagrożeń XXI wieku. Imponującej długości lista zagrożeń, dzięki coraz lepszej diagnostyce, stale się wydłuża, dostarczając kolejne wirusy, bakterie,

Porady praktyczne

Pogoda dla bażanta

Wielu myśliwym wydaje się, że wystarczy wybudować kilka podsypów w łowisku i wystrzelać drapieżniki, aby każdego roku było coraz więcej zwierzyny drobnej. Gdyby to było

Tradycje i zwyczaje

Nie ma jak Lwów

Minęły czasy lwowskich łowców: Dzieduszyckich, Wodzickich, Mniszków, Starzeńskich i tylu innych nemrodów, których nazwiska odnajdujemy w archiwalnych rocznikach prasy łowieckiej. Nie ma też rozciągającej się

Temat miesiąca

Zbiorowe blokady

Media nie mogą się doczekać informacji z naszych polowań zbiorowych. Niestety nie interesują ich barwne jesienne zdjęcia uśmiechniętych łowców przy pokocie. Zgodnie z podstawową zasadą