Muzealnik ze strzelbą

Łowiectwo stanowiło pasję Włodzimierza Dzieduszyckiego, twórcy imponującego lwowskiego muzeum przyrodniczego. Jego wnuk, również Włodzimierz, był publicystą galicyjskiego „Łowca”. To, co napisał o sensie i znaczeniu naszej pasji, pozostaje aktualne do dziś.

Te słowa powinien sobie wziąć do serca każdy łowca: „Prawdziwym myśliwym może zostać albo ten, kto w tej atmosferze wzrósł i nią się przejął, albo komu Bóg dał duszę myśliwską. Kto ani tego, ani tego nie posiada, ten – jak to mówią – niech zlezie z dachu i nie psuje gontów”.

Włodzimierz Dzieduszycki (1825–1899), twórca Muzeum Przyrodniczego Dzieduszyckich, pochodził z rodziny hrabiowskiej Dzieduszyckich herbu Sas. Był synem Józefa Kalasantego i Pauliny z Działyńskich herbu Ogończyk. Edukacją Włodzimierza zajmowali się prywatni nauczyciele, m.in. Hiacynt Łobarzewski (botanik), Wincenty Pol (poeta i krajoznawca) oraz profesor Uniwersytetu Lwowskiego Franciszek Stroński. Pasją Dzieduszyckiego były nauki przyrodnicze. Talent, pracowitość i pasja twórcza pozwoliły mu realizować się w wielu dziedzinach. Wielką pomocą było to, że odziedziczył olbrzymią fortunę (41 wsi i 2 miasteczka), w tym klucz dóbr, gdzie w 1894 r. powstała decyzją cesarza Franciszka Józefa I ordynacja w Poturzycy, w powiecie sokalskim.

Ordynat Poturzycy wcześnie okazywał zainteresowanie ornitologią. Nad wodą, w „zapustach brzozowych’’ i „łozowych chrustach’’, godzinami wypatrywał rzadkich ornitologicznych okazów. Za pomocą ptaszniczki zdobywał pierwsze eksponaty do muzeum przyrodniczego we Lwowie. Najpiękniejsze polowanie mogło pójść wniwecz, jeśli zobaczył łasicę czy też rzadko spotykanego ptaka. Musiał wtedy pociągnąć za spust, a że strzał spłoszył watahę dzików, wcale go to nie martwiło. W międzywojniu stworzone przez niego Muzeum Przyrodnicze Dzieduszyckich było największą polską placówką posiadającą niemal wszystkie rodzime kręgowce oraz unikalny w skali światowej okaz nosorożca włochatego.

Ożeniony z hrabianką Alfonsyną z Miączyńskich nie pozostawił potomka męskiego. Jedna z jego córek wyszła za hrabiego Zygmunta Szembeka, druga za Tadeusza hr. Dzieduszyckiego, trzecia za ks. Witolda Czartoryskiego, czwarta za Tadeusza hr. Cieńskiego. Wszyscy zięciowie polowali i otworzyli przed teściem swoje bogate tereny łowieckie.

W 1876 r. Włodzimierz Dzieduszycki, zebrawszy grono serdecznych druhów spod sztandaru św. Huberta, założył Galicyjskie Towarzystwo Łowieckie. Na polowaniach, czy to w Poturzycy czy w Pieniakach, nie brakowało takich znakomitości, jak: Leopold hr. Starzeński, Aleksander hr. Fredro, Stanisław Głuchowski, Adam ks. Sapieha, Artur hr. Potocki, Stefan hr. Zamoyski czy hrabiowie Piotr i Stefan Szembekowie. W pałacu Dzieduszyckich w Pieniakach, oprócz cesarza Franciszka Józefa I, bywali sławni politycy, malarze i pisarze, m.in. Henryk Sienkiewicz, który przyjeżdżał na kilkudniowe polowania na dziki.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Broń

Lornetka dla selekcjonera

W dobie popularności lunet termo- i noktowizyjnych klasyczne nocne lornetki powoli stają się przeżytkiem. Zastępuje je sprzęt o parametrach 10 × 42. Aby ułatwić naszym

Tradycje i zwyczaje

Dzicze eldorado

W międzywojennej prasie łowieckiej spierano się, gdzie w Polsce znaleźć można łowiska najzasobniejsze w czarnego zwierza. Swoich zwolenników miały Białowieża, Spała i ordynacja dawidgródecka, ale

Kynologia

Szukaj zguby

Odszukiwanie zagubionego przedmiotu rozwija w psie kilka bardzo ważnych umiejętności, między innymi: tropienie, aportowanie oraz współpracę z przewodnikiem. Niesie to również dwie dodatkowe korzyści. Po

Polowanie i myśliwy

Przepis na szaraki

Świąteczny pasztet bez zająca? To straszliwe widmo spędza sen z oczu wielu koleżankom i kolegom po strzelbie, przygotowującym właśnie menu na Boże Narodzenie. Zmartwień takich

Polowanie i myśliwy

Papież na ambonie

Jeżeli akurat nie spieszy z pomocą cierpiącym, to poluje – najchętniej na zwierzynę grubą. Kolekcjonuje wizerunki świętego Huberta. Kto taki? Papież. Antoni Papież. Antoniego poznałem