fot. Shutterstock

Niekończąca się opowieść

Każdy, kto dostąpi zaszczytu obejrzenia kolekcji trofeów nadleśniczego Nadleśnictwa Kluczbork Pawła Pypłacza, nie będzie miał wątpliwości. Ponad wszystkie łowieckie zdobycze przedkłada on myłkusy, których zgromadził przeszło setkę. Za każdego z nich koneser bez wahania oddałby medalowe parostki.

Sztuki łowieckiej można się oczywiście nauczyć, ale myśliwym urodzić się trzeba. Świadczy o tym przypadek Pawła Pypłacza, który pochodzi z rodziny górniczej i nie ma wśród przodków nikogo, kto by polował. Nie może też w gronie protoplastów znaleźć leśnika, a ten właśnie zawód – w jego opinii uzupełniający się z łowiectwem – postanowił wybrać. Co go do tego skłoniło? Odrzuciwszy fałszywą skromność, przyznajmy, że w jakiejś mierze to zasługa naszej redakcji. „Łowiec Polski” publikował zarówno pełne humoru i stanowiące zapowiedź fantastycznej myśliwskiej przygody teksty Janusza Meissnera, jak i wspomnienia nieodżałowanej pamięci Zygmunta Świętorzeckiego, a wśród nich opowiadanie „Wilki w sznurach”. Jego bohaterem jest stary gajowy – „wysmukły, pochylony krzyżykami lat, siwiutki jak gołąb, o ogorzałej czerstwej twarzy i dziecinnych, głęboko niebieskich oczach”. Był to mistrz w wabieniu łosi, wiedział wszystko o głuszcach, wiele wilków w życiu otropił, a niejednego ze swej pistonówki położył. Kochał las, któremu wiernie służył od ponad 60 lat, którego strzegł przed eksploatacją i gdzie od świtu do nocy przebywał ze swoją kapiszonową strzelbą. Młodego Pawła Pypłacza urzekł taki obraz gospodarza kniei. Postanowił, że jako leśnik postara się połączyć ogień z wodą, czyli las i zwierzynę. I to – jako nadleśniczy Nadleśnictwo Kluczbork – konsekwentnie czyni od 20 lat. Dodajmy, że z dobrym rezultatem.

Tak tu cicho o zmierzchu

Każdy rodzaj łowów ma dla niego swój nieodparty urok. Kiedy 40 lat temu zaczynał myśliwską przygodę (promesę na dubeltówkę odebrał w pamiętnym sierpniu 1980 roku), szczególnie cenił wiosenne wyprawy na piżmaki. Dubeltówka była w gruncie rzeczy tylko pretekstem, by obserwować zmierzające na północ klucze gęsi (białoczelnych i zbożówek), odpoczywające w trakcie przelotów ohary i płaskonosy, a także bieliki, które – w celu urozmaicenia menu – odwiedzały stawy znajdujące się na terenie Nadleśnictwa Złoty Potok (gdzie wówczas pan Paweł pracował).

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Broń

Z własnym księżycem

Pomyślmy, do ilu tragedii mogłoby nie dojść, gdyby myśliwi polujący nocą na czarnego zwierza dysponowali termowizyjnymi monokularami. Ten sprzęt, do niedawna będący wyłącznie w wyposażeniu

Temat miesiąca

Sukces selekcji

W minionym sezonie strzeliliśmy prawie 2700 medalowych rogaczy, z czego złoty medal uzyskało ponad 500 parostków. A to jeszcze nie koniec, gdyż nie wszystkie zarządy

Opowiadanie

Odszedł król

Jest takie słowo, które sprawia, że stateczny i dojrzały mężczyzna, myśliwy z kilkunastoletnim stażem, zaczyna się nagle zachowywać niczym wyczekujący pierwszej randki młokos. To słowo

Porady praktyczne

Odwieczny wróg

Ślady roznoszonych przez pajęczaki zagrożeń odnajdujemy nawet w Biblii. Bez kontaktu z żywicielem mogą żyć nawet 18 lat i są odporne na niskie temperatury. W

Broń

W innym świetle

Pogląd, że prawo zabrania używania celowników noktowizyjnych wykorzystujących iluminator podczerwieni, jest niesłuszny. Przepis Regulaminu polowań dopuszcza noktowizję jako całość, bez wchodzenia w technikalia, czyli konstrukcję