fot. NAC

Nim zajaśnieje gwiazda

Można nie oddać strzału, można nawet nie podnieść broni, ale polować w tym dniu trzeba. Tradycja wigilijnych łowów jest przebogata, a świadczą o tym liczne myśliwskie wspomnienia. Słusznie pisał Janusz Meissner, że polowanie w wigilię Bożego Narodzenia ma swój specjalny urok, którego nie zrozumieją zwykli śmiertelnicy.

Jan Szeptycki tak zapamiętał święta u ojca w Przyłbicach, na Kresach Rzeczypospolitej (dziś zaś na Ukrainie): „Wilia rano. Błękitny, mroźny mrok jeszcze otula zasypany śniegiem świat. Ale w domu już budzą się światła. Trudno było uleżeć w łóżku tego rana…”.

W Wigilię rozpoczynała się seria zimowych polowań w dawnej królewskiej rezydencji – Wilanowie, u hrabiów Branickich. W 1900 roku wśród gości znaleźli się członkowie Klubu Dzielnych Nemrodów, mającego siedzibę w Warszawie przy ul. Smolnej. Wśród nich był Józef Zarembski, myśliwy i hodowca psów. W jego relacji czytamy: „Mróz ośmiostopniowy zaostrzał wiaterek, słońce jednak świeciło jasno i złociło z jednej strony szczyty Ursynowa, dalej Natolin tonął w kępie drzew parkowych, jak przez mgłę widać było Warszawę. Niedługo jednak można się było rozglądać wokoło, na pstrym polu bowiem zaczęły się ruszać szaraki, które przy mrozie wynoszą się daleko przed naganką. Wreszcie na skrzydle padł pierwszy strzał krótki, bez echa, jakiś tępy, głuchy, a wkrótce potem rozpoczęła się kanonada na całej linii. Zające siedziały przeważnie w podorywce. Po siedmiu miotach, przerwanych krótkim, lecz nad wyraz uprzejmym i miłym śniadankiem w pałacu, na rozkładzie mieliśmy 97 zajęcy na 10 strzelb. Jest to rezultat normalny, bowiem pola wilanowskie zawsze dają około 100 zajęcy.

Wielkim urozmaiceniem tego polowania są kuropatwy, których na polach wilanowskich bywały masy, a padało ich zwykle około 40–50 sztuk na polowaniu wigilijnym. W tym roku jednak hr. Branicki, jako dobry gospodarz, wykluczył zupełnie strzelanie do kuropatw na zimowych polowaniach, z uwagi na niepomyślny zeszłoroczny stan kuropatw, których w ten sposób najmniej setkę zaoszczędzi się do chowu. Przykład godzien naśladowania.

Ucieszywszy oczy obfitością zwierzyny, rozgrzani gorącą herbatką, pożegnaliśmy gościnne wilanowskie progi i o godzinie czwartej po południu byliśmy z powrotem w Warszawie. Gdy zajaśniała gwiazdka na niebie, każdy zasiadł do wigilijnej uczty z prawdziwym zadowoleniem w duszy, a łamiąc opłatek z najbliższymi sercu, myślą biegł również i na te pola z życzeniem, oby i tam jak najlepiej się działo…”.

Bodaj najbardziej poruszające są wspomnienia Adama Konopki, który po wojnie zamieszkał w Anglii i założył tam St. Hubert Club. Był współpracownikiem „Łowca Polskiego” i na naszych łamach opisał polowanie, które odbyło się w 1927 roku w podkrakowskiej Modlnicy.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Polowanie i myśliwy

Łowiec i Panna

Venatrix po łacinie znaczy łowczyni. Taki nick wybrała sobie Joanna Głogowska, która na portalu społecznościowym prowadzi fanpage, na którym jeszcze jako stażystka odkrywała łowiectwo. Od

Broń

Lornetka dla selekcjonera

W dobie popularności lunet termo- i noktowizyjnych klasyczne nocne lornetki powoli stają się przeżytkiem. Zastępuje je sprzęt o parametrach 10 × 42. Aby ułatwić naszym

Polowanie i myśliwy

Reakcja na strzał

Myśliwi o niezaprzeczalnych umiejętnościach strzeleckich zaobserwowali liczne zachowania trafionych byków niepasujące do podręcznikowych opisów. Przyczyn takiego stanu jest wiele i możemy je podzielić na dwie

Tradycje i zwyczaje

Dzicze eldorado

W międzywojennej prasie łowieckiej spierano się, gdzie w Polsce znaleźć można łowiska najzasobniejsze w czarnego zwierza. Swoich zwolenników miały Białowieża, Spała i ordynacja dawidgródecka, ale

Temat miesiąca

Udane pędzenie

Powodzenie zbiorówki nie zależy wyłącznie od otropienia zwierzyny i starannego doboru miotów. To, oczywiście, kwestie o znaczeniu fundamentalnym. Jeżeli jednak myśliwi wyruszą do łowiska kolumnadą