Odpoczynek po polowaniu. Na Podolu wielkie znaczenie dla myśliwego miały koń i chart. Nie było szlachcica, który by nie posiadał pary chartów. U Ledóchowskich trzymano charty krymskie, zwane też wilczarzami

Obyczaje przodków

„Bacz na obyczaje przodków’’ – to zawołanie rodziny Ledóchowskich, sięgającej korzeniami pierwszych wieków naszego państwa. Rycerzy, generałów i świętych łączyły patriotyzm, wiara i… polowania. Tej ostatniej pasji z upodobaniem oddawali się w swoich majątkach na Wołyniu.

Polski herb Szaława należy do rodu szlacheckiego Ledóchowskich, od wieków osiadłych na Wołyniu. Oprócz siedzib wołyńskich posiadali majątki w Górkach koło Klimontowa, w Lipnicy Murowanej, a także w Austrii. Centrum wołyńskich dóbr była Smordwa (17 km na zachód od Dubna), gdzie w niewielkim parku stał okazały pałac.

Pierwotnie był to renesansowy zamek z końca XVI wieku z wysokimi basztami. Ściany pałacu zdobiły wybitne dzieła sztuki, wśród nich kolekcja trofeów łowieckich oraz zbiór broni myśliwskiej. Wszystko zostało w latach 1917–1920 zrabowane przez ludność miejscową i bolszewików. Po latach Stanisław Ledóchowski, pochodzący z linii wołyńskiej – członek Stowarzyszenia Miłośników Dawnej Broni i Barwy oraz członek Rady Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa – na łamach „Łowca Polskiego” w 1969 roku przypomniał kilka rodzajów broni myśliwskiej, którą posługiwali się między innymi jego przodkowie.

W latach 20. ubiegłego wieku jeden z uczestników polowania u Ledóchowskich relacjonował w naszym czasopiśmie: „Na drugi dzień jedziemy do Smordwy. Przemili gospodarze przyjmują nas na schodach przepysznego ogromnego pałacu, położonego malowniczo nad jeziorem. Pałac zniszczony niezmiernie przez wojnę zdołali już w znacznej części odbudować i urządzić, co w naszych czasach podziwu godne. Samochodami jedziemy do lasu, gdzie w przyzwoitej odległości od rewiru Marjanka oczekują nas sanie z pierwszorzędną fornalką, jakiej się w Małopolsce nie widuje (cztery konie, stanowiące zaprzęg), która po bezśnieżnej ziemi z podziwu godną wytrzymałością woziła nas po górzystej kniei. Raport: dzików około 40. Bierzemy miotów 10. W dwóch nie było dzików. Ubijamy 14, w tym dwa spore odyńce, trzy wycinki. Każdy z uczestników łowów strzelał do dzików, ba, nawet do sześciu. Gospodarz rozstawiał osobiście i hojną ręką rozdziela spotkania. Wysokie uznanie jego znajomości kniei, przesmyków dziczych; co za pański gest, by wszystkich obdarzyć spotkaniem. Iście królewskie łowy! Święty Hubert w niebie na pewno żałował, że na te gody nie był proszony, bo niechybnie, wiedząc jak się u Ledóchowskich poluje, byłby na nie podążył. Tak zwana huczka bezgłośna, żadnych nieludzkich ryków na widok umykającego zajączka, słychać jedynie dyskretne »dyki, dyki« przy natrafianiu na stado czarnego zwierza. Jedna zwarta, równa ława wychodzi milczkiem na linię myśliwych, a i tu nie gawędzi między sobą, kierowana do następnego ostępu, bez słowa tam podąża. Podkreślić trzeba pracę straży…” i tak dalej, i dalej. Pochwałom łowom nie było końca.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Temat miesiąca

Zdziczałe obyczaje

Fala krytyki i wyzwisk wylała się na myśliwych, którzy rzekomo mieli wystrzelać wszystkie lochy. Organizacje antyłowieckie kolejny raz wykorzystały nadarzającą się okazję do ataku. Nie

Broń

Spacer po rusznikarni

W XV wieku nikt by nie pomyślał, że słynące z młynów Birmingham będzie kiedyś potęgą w produkcji broni. Dzielnicą rusznikarzy stała się legendarna Gun Quarter.

Porady praktyczne

Pogoda dla bażanta

Wielu myśliwym wydaje się, że wystarczy wybudować kilka podsypów w łowisku i wystrzelać drapieżniki, aby każdego roku było coraz więcej zwierzyny drobnej. Gdyby to było

Kynologia

Z psem w stadzie

Cóż z tego, że pies potrafi tropić, aportować, przeszukiwać teren i zna wiele komend porządkowych, ale… nie zawsze chce je wykonywać. Musimy sprawić, aby nasz

Tradycje i zwyczaje

Cesarskie towarzystwo

Razem z Janem Sztolcmanem organizował w Warszawie wystawy psów myśliwskich. Z Henrykiem Sienkiewiczem polował w łowisku Otwockiego Kółka Myśliwskiego im. św. Huberta. Przykład mojego pradziadka