Przez całe życie pociągała go tematyka łowiecka, choć myśliwym był krótko. Łowiectwa uczył go ojciec, który w 1928 r. figurował w wykazie członków Wojskowego Towarzystwa Łowieckiego

Ostatni z wielkich

Polegał na swej intuicji malarskiej. Bardziej niż w talent, którym został hojnie obdarzony, wierzył w ciężką pracę. Myśliwi doskonale znają jego niezwykłej urody rysunki przedstawiające zwierzynę i sceny łowieckie. W „Łowcu Polskim” zamieszczaliśmy je przez kilkadziesiąt lat.

Pochodził z rodziny ziemiańskiej o wspaniałych patriotycznych tradycjach. Dziadek Stanisława ze strony matki, Piotr Drzewiecki, został pierwszym w niepodległej Polsce prezydentem Warszawy. Ojciec – Władysław Rozwadowski herbu Rogala, właściciel majątku ziemskiego pod Bochnią – służył w wojsku w stopniu pułkownika. W 1939 roku pan Władysław wziął udział w obronie Lwowa, a następnie w bitwie w Lasach Janowskich. Po klęsce wrześniowej wraz z rodziną przedostał się na Węgry. Tam Stanisław Rozwadowski przeżył okupację, maturę zdał w słynnym polskim gimnazjum na Węgrzech w Balatonboglár. Następnie zapisał się na Akademię Sztuk Pięknych w Budapeszcie, którą skończył z wyróżnieniem. Dyplom nostryfikował po powrocie do Polski na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, u prof. Tadeusza Kulisiewicza. Było to w 1952 roku.

Stanisława przez całe życie pociągała tematyka łowiecka, choć myśliwym był krótko. Myślistwa uczył go ojciec, który darował mu dubeltówkę pistonówkę produkcji fabryki broni w Tule. Władysław Rozwadowski już w 1928 roku figurował w wykazie członków Wojskowego Towarzystwa Łowieckiego. Przez wiele lat pełnił obowiązki łowczego, zastępcy sekretarza i skarbnika. Stał się znanym działaczem łowieckim, autorem wielu artykułów w „Łowcu Polskim”. Polował m.in. w Bronnej Górze, gdzie strzelił waderę o pięknej srebrzystej sierści, i w Nadleśnictwie Szack, skąd wywiózł okazałe parostki rogacza, prezentowane na naszych łamach w 1936 roku. Ze strzelbą przemierzał też lasy sandomierskie. To on po wojnie ściągnął Stanisława do pracy w redakcji „Łowca Polskiego”, która wówczas mieściła się w Warszawie przy ul. Miedzianej. Pan Władysław został wtedy dyrektorem biura PZŁ. W 1953 roku zwolniono go z pracy, a dwa lata później zmarł, mając zaledwie 58 lat. Po śmierci ojca Stanisław skończył z polowaniami, zamieniając strzelbę na ołówek.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Polowanie i myśliwy

Władca pradoliny

Jeleń szlachetny. Wygląda majestatycznie, porusza się z gracją i niewątpliwie zasługuje na miano króla polskich lasów. Ale czy na pewno tylko lasów? Wszak naukowcy twierdzą,

Kynologia

Pies w wodzie

W procesie układania psa do pracy w wodzie musimy najpierw go oswoić z tym środowiskiem, potem nauczyć aportowania, a na koniec umieć nim kierować na

Kynologia

Na rozstaju dróg

Rozmowa z Markiem Roszkiewiczem, międzynarodowym sędzią kynologicznym prób pracy psów myśliwskich i eksterieru – o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości polskiej kynologii łowieckiej. Wiele wskazuje na

Temat miesiąca

Niech kwaczą!

Dzięki projektom badawczym prowadzonym i finansowanym przez myśliwych poznajemy sekrety gatunków łownych, ale nie tylko. Zdobytą w ten sposób wiedzę możemy wykorzystać do poprawy warunków

Temat miesiąca

O wilku mowa

Ochrona wilków zdała egzamin – mówi Parlament Europejski, stwierdzając, że wilki nie wymagają dotychczasowej ochrony, i wzywa Komisję Europejską do pragmatycznego, zindywidualizowanego i elastycznego podejścia