fot. Rafał Łapiński

Ostatnie wiosenne łowy

Wiosna kojarzyła się niegdyś z wyprawami na głuszce, cietrzewie i słonki. Dzisiaj to już wspomnienie. Na szczęście pozostało nam jeszcze jedno wczesnowiosenne polowanie, które oprócz wspaniałych przeżyć może dostarczyć doskonałego materiału na czapki czy kamizelki.

Zdawało mi się, że dopiero co przyłożyłem głowę do poduszki, a już drażniący dźwięk budzika poderwał mnie na równe nogi. Mimo niewyspania wystarczyła tylko chwila i byłem gotowy do wyjścia – wszak miało to być moje pierwsze polowanie na piżmaki! Tata od kilkunastu minut krzątał się po kuchni, szykując kanapki i termos z herbatą. Nadeszła chwila, by wyruszyć na rozlewiska pobliskiej rzeki. Gdy przyjechaliśmy na miejsce, okazało się, że oprócz nas na pierwsze wiosenne łowy wybrało się kilku kolegów. Po krótkiej wymianie zdań wszyscy zajęli z góry upatrzone stanowiska. My udaliśmy się w pobliże mostu.

Noc powoli ustępowała. Posłyszeliśmy dobiegający z bagien żurawi hejnał i gęgor przelatujących gęsi. Staliśmy bez ruchu, cały czas obserwując taflę wody. Wtem poczułem delikatne szturchnięcie w bok – tata dał w ten sposób znać, że kilkadziesiąt metrów przed nami pojawiła się prawie niewidoczna na wodzie strzałka. Piżmak zmierzał w naszym kierunku! Z kronikarskiego obowiązku zaznaczę, że była to pierwsza zwierzyna strzelona przeze mnie po zdaniu egzaminów. Nie to jednak okazało się najważniejsze. Do dziś pamiętam wyraźnie każdy szczegół tej łowieckiej przygody i wspólnie spędzony z ojcem poranek…

Mgnienie wiosny

Polowanie na piżmaki to w wielu regionach Polski zamierzchła przeszłość, a to za sprawą aktywności norki amerykańskiej – niezwykle niebezpiecznego gatunku inwazyjnego. Na szczęście są jeszcze rewiry, gdzie tych gryzoni nie brakuje. Myśliwi z niektórych kół łowieckich, dzierżawiących obwody na Lubelszczyźnie, w Małopolsce i na Śląsku, strzelają po kilkadziesiąt – a niekiedy i po kilkaset! – piżmaków rocznie.

– Nie wierzymy w głoszone przez pseudoekologów bajki o tym, że przyroda się sama wyreguluje – mówi Michał Wójcicki z KŁ „Orzeł” z Osieka. – Kluczem do sukcesu jest redukcja populacji drapieżników. W naszych obwodach mamy dużo stawów rybackich, na których polujemy na kaczki i gęsi, a późną jesienią i zimą na bażanty. Staramy się, aby zarówno piżmakom, jak i blaszkodziobym żyło się tu jak najlepiej. Dlatego każdego roku strzelamy nie tylko lisy, ale również jenoty, kuny oraz tchórze. Rozstawiamy również pułapki żywołowne.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Tradycje i zwyczaje

Obyczaje przodków

„Bacz na obyczaje przodków’’ – to zawołanie rodziny Ledóchowskich, sięgającej korzeniami pierwszych wieków naszego państwa. Rycerzy, generałów i świętych łączyły patriotyzm, wiara i… polowania. Tej

Broń

Szafa z klasą

Czas pędzi nieubłaganie. Wkrótce wchodzą w życie odłożone na pięć lat przepisy w sprawie przechowywania broni. Każda szafa na broń musi spełniać warunki co najmniej

Porady praktyczne

Odyniec w okopach

Nieraz podczas pobytu w łowisku widzimy głębokie „okopy” wybuchtowane przez dziki przy starych zbutwiałych karpach po ściętych drzewach. Często słyszymy, że czarny zwierz szuka tam

Broń

Cel z bliska

Lunety o dużych krotnościach sprawdzą się podczas polowań na rogacze, gdyż pozwalają dokładnie przyjrzeć się parostkom. Pomyśleć o nich powinni także lisiarze, którzy strzelają do

Polowanie i myśliwy

Broń mistrza

Adam Smelczyński, srebrny medalista olimpijski w konkurencji trap i zdobywca brązowego medalu mistrzostw świata, świętuje w tym roku 70-lecie członkostwa w PZŁ. W uznaniu zasług