fot. Shutterstock

Pasowanie na ekranie

Każdy, kto zapoluje na dzikie bażanty, pozna smak prawdziwych królewskich łowów. Dzięki niewielkiemu wysiłkowi możemy w ciągu kilku sezonów stworzyć w swoim łowisku prawdziwą bażantarnię.

Każdy myśliwy doskonale zna naszego najbardziej popularnego kuraka, jakim jest bażant. Spotkamy go w każdym polnym obwodzie. Niestety ich populacja w ostatnich latach najczęściej nie jest zbyt liczna. Dlatego wiele kół łowieckich podejmuje decyzję o zakupie osobników hodowlanych i zasileniu nimi swoich łowisk. Niestety efekt jest krótkotrwały. W praktyce wpuszczamy około 100 tys. ptaków, a odstrzał kształtuje się na poziomie zaledwie 90 tys.

Dlatego część myśliwych żyje w przekonaniu, że tylko stałe zasilanie łowiska bażantami hodowlanymi jest sposobem na obfity pokot. Takie działanie może prowadzić do spektakularnych pokotów i jest praktykowane choćby w Anglii, gdzie hoduje się i wpuszcza każdego sezonu kilka milionów ptaków.

W naszym kraju na szczęście nie ma takich „tradycji”. Większość kół łowieckich stać jedynie na zakup kilkudziesięciu, a w bogatych kołach kilkuset bażantów. Efekty tych działań w większości są słabe, a zwolennicy wypuszczania twierdzą, że koguty nie znajdują sprzyjających warunków i migrują do sąsiadów. Prawda jest bardzo bolesna. Jeśli nie przygotujcie odpowiednio łowiska, wasze bażanty, prawdopodobnie zginą z zimna i głodu!

Tymczasem większość naszych łowisk posiada tereny, na których żyje choćby tylko kilka dzikich bażantów i w przyszłości właśnie takie miejsca mogą pełnić rolę ostoi dla całkiem licznej populacji. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego tekstu wielu myśliwych odłoży w czasie introdukcje i najpierw zagospodaruje swoje łowisko.

Złota kura

Wiedza wielu myśliwych ogranicza się jedynie do podstawowych informacji na temat biologii tego kuraka. Wpuszczając wolierowe ptaki, najczęściej zapominamy przygotować łowiska i nie myślę tu o strzeleniu kilku lisów i wybudowaniu podsypu. Takie „amatorskie” działanie nie może przynieść trwałego efektu. Pewnie w większości takich sytuacji najłatwiej zrzucić winę za nieudaną introdukcję na drapieżniki, i to najlepiej na te, które znajdują się pod ochroną.

Powodem fiaska tej kosztownej inwestycji prawdopodobnie jest brak dostatecznej ilości pożywienia i miejsc, w których bażanty mogą się schronić zarówno przed mrozem, jak i drapieżnikami. Mam świadomość, że takie twierdzenie nie jest odkrywcze i dla wielu myśliwych jest oczywistością. Okazuje się jednak, że „diabeł” tkwi w szczegółach, z których być może nie wszyscy do tej pory zdawali sobie sprawę.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Polowanie i myśliwy

Wspólnik na rękawicy

Ten rodzaj łowów przypomina ujarzmianie żywiołu. O sokolnictwie, które przetrwało pięć tysięcy lat i stanowi rodzaj sztuki, wie prawie wszystko Henryk Mąka, pracownik Stacji Badawczej

Tradycje i zwyczaje

Muzealnik ze strzelbą

Łowiectwo stanowiło pasję Włodzimierza Dzieduszyckiego, twórcy imponującego lwowskiego muzeum przyrodniczego. Jego wnuk, również Włodzimierz, był publicystą galicyjskiego „Łowca”. To, co napisał o sensie i znaczeniu

Opowiadanie

Moje lisy

Pierwszy lis, jakiego pamiętam, wynosił kury z kurnika. Miałem wtedy pięć, może sześć lat. W zimowy dzień siedzę przy oknie w kuchni i gapię się

Tradycje i zwyczaje

Nie ma jak Lwów

Minęły czasy lwowskich łowców: Dzieduszyckich, Wodzickich, Mniszków, Starzeńskich i tylu innych nemrodów, których nazwiska odnajdujemy w archiwalnych rocznikach prasy łowieckiej. Nie ma też rozciągającej się

Porady praktyczne

Navara Hunter

Najnowsza IV generacja znacząco zbliżyła japońskiego pickupa do komfortu samochodu osobowego. Znajdziemy w nim wszystkie elementy charakterystyczne dla nowoczesnej terenówki oraz prawdziwą ramę i napęd