fot. Getty Images

Plama w kartoflach

Znowu tragedia na polowaniu. Scenariusz klasyczny. Czarna plama pod amboną, strzał, a zamiast dzika człowiek w kałuży krwi.

Wioska Strzały pod Radomskiem w okręgu piotrkowskim. Trzy dni do czerwcowej pełni. Dziki niszczą kartoflisko otoczone pszenicą. W pobliżu ambona. Z wieczora siada na niej myśliwy z miejscowego koła. Łowca doświadczony, po czterdzies­tce, człowiek stateczny, członek zarządu koła. Przed północą na ziemniaki wychodzą dziki. Pada strzał.

– Zgłoszenie otrzymaliśmy o 23.30 – relacjonuje nadkomisarz Włodzimierz Czapla z Komendy Powiatowej Policji w Radomsku. – Na miejsce ruszyły radiowozy i karetka. W kartoflisku, kilkadziesiąt metrów od ambony, zwłoki człowieka z raną postrzałową. Przy nich myśliwy w totalnym szoku.

Zapis tragedii jest w policyjnych protokołach. Myśliwy polował legalnie. Miał w odstrzale dziki, wpisał się w książce. Lornetka, latarka, na broni luneta. Był trzeźwy. Ze zboża wychodzą dwa dziki. Obserwuje je przez lornetkę. Po dłuższej chwili sięga po kniejówkę. I wówczas, jak wyjaśnia, właśnie w szkłach lunety widzi kolejnego dzika. Zwierz większy od tych sprzed chwili. Łowca nie weryfikuje widoku przez lornetkę. Krzyż na komorę – strzał. Daje dzikowi czas na testament. Idzie na zestrzał. Tu widok jak z koszmaru – między redlinami kartofli leży w kałuży krwi mężczyzna.

– Sprawca zadzwonił do żony – relacjonuje policjant z Radomska. – Opisał, co się stało. Dokładnie określił miejsce wypadku. Kobieta wezwała ratunek, myśliwy zaś w tym czasie próbował reanimować rannego. Postrzał jednak był śmiertelny.

Ofiara to 61-letni mężczyzna. Mieszkał w okolicy. Żył samotnie. Nie ma kogo zapytać, co robił w środku nocy na polu kartofli. Policjanci odkryli ślady podbierania młodych ziemniaków, ale przy ofierze nie było żadnego worka, torby czy wiadra na taki łup. Teza, jakoby był to złodziej kartofli, jest mało wiarygodna. Tuż przy zwłokach policjanci znaleźli natomiast lornetkę. Na tym etapie śledztwa nie wiadomo, po co człowiek wyszedł tej nocy na pole.

Już wstępne ustalenia śledztwa wskazują, że był to najprawdopodobniej strzał do źle rozpoznanego celu. Najtragiczniejszy skutek „strzału do plamy”, czyli sytuacji, w której myśliwy nie widzi czarnego zwierza, a jedynie czarną plamę, która swoim obrysem przypomina dzika, pojawia się w miejscu, w którym spodziewany jest dzik, i jak dzik się zachowuje. Zazwyczaj „plamą” w istocie okazuje się dzik i to tym bardziej usypia czujność. Jednak każdego roku dochodzi do tragicznej pomyłki. Winę zawsze ponosi myśliwy, bo strzelił do nierozpoznanego celu.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Porady praktyczne

Fabryka bażantów

Koniec zimy i początek wiosny to niełatwy okres w życiu bażantów. Jeśli przeżyły, muszą teraz szybko odbudować masę ciała i zapasy tłuszczu, niezbędne w okresie

Polowanie i myśliwy

Promocja zabijania

Przez najbliższe lata jako myśliwi będziemy mieli mocno pod górę. Dlatego musimy mieć jasny przekaz zarówno do naszych przyszłych kolegów, jak i dla społeczeństwa –

Temat miesiąca

Normalne łowiectwo

Weganie stają się narzędziem w rękach „reformatorów” naszego modelu leśnictwa i łowiectwa. Efektem zmian ma być prywatyzacja lasów i komercjalizacja łowiectwa, która doprowadzi do wybicia

Temat miesiąca

Rok wyzwań

Od stażu w znacznej mierze zależy to, jakich myśliwych będziemy mieli w kołach. Czy będą to nemrodzi szanujący tradycję łowiecką, rozumiejący przyrodę, potrafiący optymalnie spożytkować

Kynologia

Z kanapowcem na rogacza

Myśliwy strzelił w rzepaku rogacza. Szukał go trzy godziny, zadeptując przy tym sporą połać pola, aż w końcu dał za wygraną i zadzwonił po pomoc.