Polowanie na Wyspach

Na jednej z brytyjskich farm od 2014 roku działa odpowiednik naszego koła łowieckiego, w którym polują nasi rodacy. Większość stanowią członkowie PZŁ, ale są też tacy, którzy złapawszy łowieckiego bakcyla na obczyźnie, polują na mocy angielskiej licencji.

Łowiectwo w Wielkiej Brytanii opiera się na własności prywatnej: masz ziemię – to polujesz, nie masz ziemi – musisz poznać kogoś, kto ją ma. Jeśli zostaniesz zaproszony – polujesz. Niekoniecznie za darmo. Wysokość opłat zależy od stopnia znajomości: jeśli jest zażyła, nie płaci się nic; jeżeli jesteście sobie obcy, to waha się od kilkudziesięciu do kilkuset funtów. Od zażyłości zależy też, na co będziesz mógł polować. Pobieżna znajomość da nam prawo do polowania na króliki, lisy, gęsi i gołębie. Jeśli znacie się lepiej, to na bażanty, kuropatwy, sarny, a nawet na mundżaki czy jelonki błotne. Jelenie i dziki to zwierzyna dla wybranych.

Myśliwi zrzeszają się w kółka, w kilku lub kilkunastu i wydzierżawiają od farmerów ziemię lub wchodzą z nimi w układ: my zadbamy o twoje plony, a ty pozwól nam polować na swojej ziemi. Pozwolenie na broń? Hm…, jeśli koniecznie chcesz… Zadeklarowanych myśliwych jest w Anglii niewiele ponad 800 tysięcy, co nie znaczy, że tylko tyle poluje. Wręcz przeciwnie, z wiatrówkami poluje tutaj 1,6 miliona osób. Łowiectwo jest tam uznawane za coś zupełnie normalnego, a dubeltówki wchodzą w skład wyposażenia większości farmerskich domów, kupuje się je tak, jak samochód lub motorówkę. Można z nimi polować nawet bez pozwolenia, w towarzystwie osoby uprawnionej, o czym mogłam przekonać się osobiście.

Z bronią kulową jest inaczej i zupełnie odwrotnie niż w Polsce: u nas – lepiej, żeby stała w szafie, najlepiej sklepowej, w Anglii – dobrze, jeśli jest używana. W pozwoleniu na broń notuje się ilość zakupionej amunicji, co jest dowodem na to, że broń jest potrzebna. Żeby dostać licencję na broń kulową, trzeba dostać zaświadczenie od farmera, że na jego ziemi trzeba regulować populację zwierzyny grubej i w związku z tym konieczna jest interwencja myśliwego. Przez pięć lat myśliwy jest związany z tą ziemią, poluje na niej, współpracuje z farmerem i dopiero po tym czasie może on polować ze sztucerem na innych farmach.

Z polskim akcentem

Na polowanie wyruszam z kolegami z Polish Hunters Association, organizacji zrzeszającej polskich myśliwych w Anglii. Na farmę Roba przyjeżdżamy przed świtem. Wita nas jego gamekeeper Nick Richards. Gamekeeper to nikt inny, jak gajowy, coś w stylu leśniczego do spraw łowieckich. Na większych farmach gospodaruje często kilku gameekeperów, tak też jest u Roba. Nick odpowiada za zwierzynę drobną, ptactwo i drapieżniki. W jego gestii leży, żeby na odpowiednim poziomie utrzymać liczebność lisów i królików, on organizuje polowania na gęsi, kuropatwy i gołębie.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Polowanie i myśliwy

Władca pradoliny

Jeleń szlachetny. Wygląda majestatycznie, porusza się z gracją i niewątpliwie zasługuje na miano króla polskich lasów. Ale czy na pewno tylko lasów? Wszak naukowcy twierdzą,

Opowiadanie

Długodzioba

Obiad zasuwał z apetytem. Rosół z ziemniakami, czyli „ślepe ryby”, do tego gumiklejze – śląskie kluski z gotowanych ziemniaków, rolada wołowa i modra kapusta, to

Broń

Sztucer przetrwania

W sklepach myśliwskich największym zainteresowaniem cieszą się repetiery w cenie nieprzekraczającej trzy tysiące złotych. Wybór w tej klasie jest naprawdę bardzo bogaty i wielu myśliwych

Temat miesiąca

Edukacja łowiecka

Obserwujemy zmasowany atak na tradycję i kulturę łowiecką. Nasi przeciwnicy twierdzą, że jesteśmy mordercami i znęcamy się nad zwierzętami. Niestety, ten przekaz jest chwytliwy i

Kynologia

Narodziny mistrza

Włożyliśmy dużo wysiłku w wyszukanie najlepiej rokującego skojarzenia. Czekamy na informację o przyjściu szczeniaków na świat. Jak przygotować się na przyjęcie nowego członka rodziny i