fot. Shutterstock

Pora na odyńca

Polowanie na odyńca – sprytnego, niezwykle ostrożnego, a przy tym mściwego – wielu uważa za koronę łowiectwa. To łowy wymagające zimnej krwi, rozmysłu, a nade wszystko cierpliwości. Jeżeli popełnimy najmniejszy błąd, możemy być pewni, że zwierz go wykorzysta.

Na nogi poderwał go przeraźliwy terkot budzika. Była piąta. Początek grudnia, a więc noc jeszcze głęboka. Gdy wyszedł z leśniczówki, otoczyła go cisza i matowa białość śniegu. Zza chmur przezierał księżyc w pełni, a termometr na drzwiach wskazywał –5°C. Przemierzając łowisko, dostrzegł wiele śladów dziczej aktywności – buchtowiska na kartoflisku nie zdążyły nawet przymarznąć. Gdy zszedł z pola i ruszył duktem przez bukową drągowinę, zauważył rozwalone mrowisko. Postępując powoli, co chwila przystając i lornetkując las, doszedł do sosnowo-świerkowego młodnika. Rosły tam pojedyncze, rozrzucone świerki i młode sosny różnej wielkości. Wtem pod świerkiem, którego gałązki potrącił, zrobił się gwałtowny szum i nagle się urwał. Dzik? Chyba niemożliwe. Śnieg przecież chrupał myśliwemu pod nogami. Czyżby sarna? Stanął jak wryty i rozmyślał, że zwierz stoi również i tak jak on nasłuchuje. Nagle rozległ się ponowny szum, a później odgłos skoku. Nachylił się, by coś dojrzeć. Ale skąd! Mroczno było jeszcze. Wreszcie usłyszał ciche fuknięcie i odgłos oddalającej się kłusem sztuki. Zatem dzik. Tylko jaki? „Odyniec ma zwyczaj obierania na legowiska miejsc jak najbardziej nieprawdopodobnych: na polu pod gruszą, w ogródku leśniczówki, w młodniku przy samej szosie, gdzie mu nie przeszkadza warkot samochodu. Płoszy go natomiast najcichszy odgłos kroków człowieka” – rozmyślał. W każdym razie tego akurat dzika mógł dotknąć lufami kniejówki!

Regułą zaskoczenie

W dwie godziny później wrócił do młodnika z leśniczym, któremu opowiedział całe zdarzenie. Gdy znaleźli się przy świerku, leśnik pokręcił z niedowierzaniem głową. Trop, który wskazywał na wycinka masy około 70–80 kilogramów, wiódł w kierunku… kilku pobliskich świerków rosnących w niewielkim wgłębieniu pośrodku drągowiny. Myśliwy – wiedziony dziwnym przeczuciem – powstrzymał leśniczego, który chciał iść za tropem przez drągowinę w stronę znajdującego się za duktem młodnika, gdzie – jak się spodziewał – dzik zaległ. Szerokim kręgiem obeszli wokół cały oddział, ale tropów wyjściowych nie znaleźli.

– Panie leśniczy, on tu leży – szepnął myśliwy.

– Ależ panie inżynierze! Tam rośnie najwyżej dziesięć pojedynczych świerków. Nie, to niemożliwe!

– No to co, pofrunął?

– Źle tropimy i to wszystko.

Cóż było jednak robić, skoro kolejne tropienie dało ten sam wynik. Uradzono, że myśliwy stanie na dukcie między drągowiną a młodnikiem, a leśniczy pójdzie po tropie. Tak też zrobili. Nie minęło pięć minut, gdy na szczycie pagórka, od strony widocznych wierzchołków świerkowych, wyłonił się dzik – nie wycinek, lecz kolosalnych rozmiarów odyniec. Zjeżdżając po pochyłości w stronę młodnika, nabierał prędkości, a zamarznięta ziemia dudniła, jakby zwierz szedł po pustej beczce. Pecyny śniegu i liści leciały spod racic. Był tak blisko, że myśliwy widział dokładnie świecę. Podrzucił broń do oka i ulokował muszkę za łopatką. Po strzale kulowym dostrzegł nagły skurcz, jakby po ukłuciu szpilką, ale dzik nie zwalniając sadził dalej. Prowadził spokojnie, mierząc w gwizd. Gdy zwierz znajdował się metr od młodnika, posłał brenekę i kolos załamał się w strzale, koziołkując przez łeb jak zając.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Tradycje i zwyczaje

Wizytacja pana pułkownika

Niewiele brakowało, a w sercu Puszczy Augustowskiej osławiony Kazimierz Doskoczyński urządziłby kolejny z zamkniętych rządowych ośrodków wypoczynkowych, gdzie prominenci i dewizowcy mogliby polować na jelenie

Broń

Z własnym księżycem

Pomyślmy, do ilu tragedii mogłoby nie dojść, gdyby myśliwi polujący nocą na czarnego zwierza dysponowali termowizyjnymi monokularami. Ten sprzęt, do niedawna będący wyłącznie w wyposażeniu

Polowanie i myśliwy

Papież na ambonie

Jeżeli akurat nie spieszy z pomocą cierpiącym, to poluje – najchętniej na zwierzynę grubą. Kolekcjonuje wizerunki świętego Huberta. Kto taki? Papież. Antoni Papież. Antoniego poznałem

Hodowla i ochrona

Myśliwi dla przyrody

W wielu dyskusjach o łowiectwie nasi przeciwnicy stawiają tezę, że myśliwi zajmują się wyłącznie zabijaniem, a cała nasza opowieść o ochronie przyrody jest jednym wielkim

Opowiadanie

Wigilia z wilkiem

Szczęśliwym zrządzeniem losu poznałem wielu wspaniałych myśliwych – ludzi szlachetnych i prawych, znających las i potrafiących o nim pięknie opowiadać. Ale do legendy przeszedł tylko