fot. Rafał Łapiński

Przechytrzyć przecherę

Sukces podczas polowania na drapieżniki nie zależy od mistrzowskiego opanowania technik wabienia. Wystarczy w miarę wiernie naśladować kniazienie zająca, a do dubeltówki czy drylingu załadować śrut numer 2. Cała tajemnica polega na odpowiednim doborze miejsca na zasiadkę.

Na pewnym antyłowieckim portalu oczerniono niedawno myśliwego, który zamieścił w Internecie zdjęcie z upolowanym przez siebie przecherą. W komentarzu mogliśmy przeczytać, że zwierzę zostało „brutalnie zamordowane”, choć przecież mogło „biegać wśród traw, cieszyć się wiatrem i wolnością”. Dalej było równie ciekawie: „Zabijanie lisów niczemu nie służy, współcześni myśliwi nie potrzebują ich futer by przetrwać zimę chroniąc się przed zimnem. Mięso lisa jest niejadalne. Myśliwi którzy zabijają te piękne zwierzęta robią to tylko z sadystycznych pobudek” (pisownia oryginalna).

Jak sądzę, autor tych słów jest zbyt inteligentny, by wyznawać głoszone przez siebie poglądy, ale pozostawmy tę sprawę na boku. Dość, że taką właśnie wizję świata i przyrody pseudoekolodzy prezentują społeczeństwu, które coraz częściej z naturą ma kontakt tylko i wyłącznie za sprawą telewizji. Naszym łowieckim obowiązkiem pozostaje w tej sytuacji prowadzenie edukacji przyrodniczej i uświadamianie nie tylko najmłodszym skali zagrożeń wynikających z rosnącej presji drapieżników.

Ochrona przez odstrzał

Jeszcze do niedawna była to wiedza powszechna i – jak by powiedział klasyk – „oczywista oczywistość”: lisy są śmiertelnie niebezpieczne nie tylko dla zwierząt łownych, ale także dla gatunków chronionych. Jeżeli nie będziemy prowadzić konsekwentnego odstrzału przecher, pola opustoszeją. Prawda ta pozostaje jednak bardzo niewygodna dla ochroniarzy i obrońców wszelakiego stworzenia, twierdzących, że natura sama potrafi sobą zarządzać. Warto w tym miejscu przypomnieć informację podaną przez nasz miesięcznik cztery lata temu. Jak pisaliśmy w artykule „Zdemaskowany mit”, nasi brytyjscy koledzy po strzelbie z satysfakcją przyjęli oświadczenie Królewskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków, znanego z niechęci do łowiectwa oraz jego roli w ochronie przyrody i gospodarce zasobami naturalnymi. Organizacja ta została zmuszona do ujawnienia danych na temat odstrzałów redukcyjnych drapieżników i szkodników na terenach znajdujących się pod jej kontrolą. Dyrektor Martin Harper upublicznił dane potwierdzające, że kontrola liczebności populacji drapieżników jest kluczowa dla skuteczności działań ochronnych. Okazało się wtedy, że w latach 2013–2014 na terenie 23 rezerwatów odstrzelono 293 lisy oraz że nie sprawdził się żaden z programów „bezkrwawej” kontroli negatywnego wpływu drapieżników i szkodników na populacje gniazdujących na ziemi ptaków chronionych.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Tradycje i zwyczaje

Echa karpackich łowów

Odbywające się tam rykowiska przyciągały najlepszych myśliwych Rzeczypospolitej. Niedźwiedzia, który na sumieniu miał trzech ludzi, ubił w tych rewirach Adam Zamoyski. Skarbnicą łowieckiej historii Karpat

Polowanie i myśliwy

Ostatnie wiosenne łowy

Wiosna kojarzyła się niegdyś z wyprawami na głuszce, cietrzewie i słonki. Dzisiaj to już wspomnienie. Na szczęście pozostało nam jeszcze jedno wczesnowiosenne polowanie, które oprócz

Polowanie i myśliwy

Z drylingiem do pożaru

Przez dziesiątki lat chronił las przed ogniem. W zamian za to święty Hubert pozwolił mu poznać największe sekrety świata zwierząt i szczodrze darzył podczas polowań.

Polowanie i myśliwy

Bratankowie po strzelbie

Węgrzy zamierzają powtórzyć sukces frekwencyjny Międzynarodowej Wystawy Łowieckiej z 1971 roku, która przyciągnęła 1,2 mln zwiedzających. I wiele wskazuje, że może im się to udać!

Broń

Nabój na rykowisko

Byk jelenia szlachetnego jest zwierzem twardym na strzał. Ponieważ w czasie rykowiska dodatkowo napędza go testosteron, powinniśmy na polowanie wybrać się z bronią w kalibrze