fot. Piotr Szalaty

Przyjaciel niedźwiedzi

Jako leśnik strzeże pierwotnego piękna Bieszczad, jako przyrodnik – dba o niedźwiedzie, o których potrafi opowiadać w pasjonujący sposób. Czemu więc pseudoekolodzy nie darzą go należnym szacunkiem? Bo Kazimierz Nóżka nie wstydzi się swojej pasji – łowiectwa.

Świat usłyszał o Panu, gdy w sieci pojawił się film pokazujący, jak odstrasza Pan watahę wilków od niedźwiedzicy i jej dwóch małych. Nagranie dotarło do kilku milionów odbiorców. W jakich okolicznościach zarejestrował Pan tę scenę?

– Zbliżało się Boże Narodzenie. Ruszyłem w las, by odpocząć od przedświątecznego zamieszania. Zapewne zdążył pan już zauważyć, że w tym czasie mężczyzną w domu się pomiata. Wynieś, przynieś, przestaw… Najlepiej więc pójść do lasu. Ponieważ akurat nie miałem odstrzału, zabrałem aparat i statyw. Liczyłem, że na ponowie z łatwością wytropię zwierza. Ale to, co się wydarzyło, przerosło moje najśmielsze wyobrażenia. Stałem się świadkiem osaczenia przez watahę wilków niedźwiedziej rodziny. Stanąłem w jej obronie, płosząc donośnym głosem bure drapieżniki.

Mówi się o Panu: dobry duch bieszczadzkich niedźwiedzi. Legenda spopularyzowana przez właśnie wydaną znakomitą książkę autorstwa Marcina Szumowskiego „Niedźwiedzica z Baligrodu” głosi, że Pan nawet z nimi rozmawia.

– Ja je po prostu bardzo lubię. Przede wszystkim dlatego, że choć od tylu lat dzielę z nimi las, jeszcze mnie nie zjadły (śmiech). Ale lubię je również z tej przyczyny, że są mądre, a dla swoich młodych niezwykle troskliwe i cierpliwe. Obserwowałem nieraz, jak niedźwiedzica Aga bawi się ze swym maleństwem – śliczną szarą kuleczką, jak uczy je wspinania się na drzewo i znajdowania pożywienia. I widziałem rozpacz matki, gdy niedźwiadek utonął podczas przeprawy przez wezbrany po roztopach potok.

Dla sprawiedliwości muszę jednak dodać, że niedźwiedzie budzą też we mnie respekt. Pewnej jesieni wybrałem się z żoną na ambonę, by obserwować spektakl rykowiska. Na polanę wyszła jednak niedźwiedzica. Mogliśmy się jej dobrze przypatrzyć i zapamiętałem jej wspaniałe ciemnobrązowe futro. W końcu zniknęła w lesie, a my czekaliśmy na początek rykowiskowego turnieju. Niestety, byki milczały jak zaczarowane. Gdy się ściemniło, zeszliśmy z ambony i ruszyliśmy w drogę powrotną. Wtem, idąc przodem w prawie zupełnych ciemnościach (zapomniałem bowiem latarki), nastąpiłem na coś miękkiego. Rozległ się przeraźliwy ryk, ja zawtórowałem, krzycząc ze strachu ile sił w piersi. To coś pognało z łomotem w jedną stronę, a ja – poganiając przed sobą żonę – w drugą. Następnego dnia zbadałem ślady – okazało się, że wlazłem na łapę śpiącej niedźwiedzicy.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Broń

Jak kulą w sosnę

Do wielu wypadków podczas polowań nigdy by nie doszło, gdyby myśliwi zdawali sobie sprawę z zasięgu pocisków. Kolejnych tragicznych zdarzeń uniknęlibyśmy pamiętając, że dla klasycznego

Broń

Spór o pióro

Niektórzy z naszych przeciwników chcą natychmiastowego wprowadzenia gruntownych zmian na liście gatunków łownych. Domagają się zakazu strzelania do pióra. Jeżeli nie będziemy w sposób merytoryczny

Broń

Arsenał z Norymbergi

Szczęśliwy jak dziecko w sklepie z cukierkami – mawiają Anglosasi, by zobrazować czyjąś niewyobrażalną radość. Fani broni myśliwskiej podobne emocje przeżywają rokrocznie odwiedzając odbywające się

Broń

Wspomnień czar

Polowanie z jednolufką uczy pokory i cierpliwości. Na powtórkę nie mamy przecież szansy! To nie wszystko: taka broń – w mniejszym kalibrze, np. 16, 20,

Polowanie i myśliwy

Miłość kalibru magnum

Pasje lubią się łączyć. Marta Kostecka nie tylko poluje i jeździ konno, ale także – jako historyk sztuki – zajmuje się zabytkami europejskiej kultury łowieckiej.