fot. Shutterstock

Ryś w skupie

Nieznany sprawca zastrzelił rysia. Odartą ze skóry tuszę drapieżnika podrzucił do punktu skupu dziczyzny. Jeśli go złapią, może dostać nawet pięć lat więzienia.

Zaczęło się najgorzej jak mogło. W ostatnią sobotę stycznia najważniejsze stacje telewizyjne zamieściły na paskach informacyjnych szokującą wiadomość: „Pod Sokółką policja znalazła na posesji myśliwego skłusowanego rysia. Przestępstwo ujawnił działacz organizacji ekologicznej”.

Newsa podchwyciły internetowe portale. Komentarze nie nadają się do przytoczenia. Co naprawdę wydarzyło się pod Sokółką?

Bez futra

Piątek, 25 stycznia. Wioska Wierzchlesie w podlaskiej gminie Szudziałowo. W pobliżu mieszka wiceprezes Fundacji „Dzika Polska” Adam Bohdan. Dzwoni jego komórka. Na wyświetlaczu „Numer zastrzeżony”. Nieznany mężczyzna informuje, że na podwórku miejscowego myśliwego Bogdana Fiłonowicza leży martwy ryś – po czym tajemniczy rozmówca się rozłącza.

– W okolicy żyją rysie, więc nie mogłem sygnału zignorować – wspomina wiceprezes „Dzikiej Polski”. – Zawiadomiłem o wszystkim policję.

Do Wierzchlesia jedzie radiowóz. Okazuje się, że pod wskazanym adresem faktycznie mieszka myśliwy, ale działa tu również punkt skupu dziczyzny, który ten myśliwy prowadzi. Mundurowi przeszukują posesję, ale ograniczają się do części zajmowanej przez myśliwego. Punkt skupu i chłodnia ich nie interesują. Policjanci nie znajdują żadnego rysia. Radiowóz wraca do bazy. Czyżby głupi kawał?

– Nie było mnie wtedy w domu – wspomina myśliwy prowadzący punkt skupu. – Siedziałem na ambonie, gdy zadzwonił syn i mówi, że przyjechali policjanci i szukają jakiegoś rysia. Wróciłem natychmiast, ale policjantów już nie było.

Punkt skupu oddalony jest od domu o jakieś sto metrów. Chłodnia stoi tuż przy drodze. Myśliwy obszedł swoją posesję. Była ponowa. Przy drzwiach chłodni dostrzegł ślady opon. Nietypowe. Wskazywały, jak twierdzi skupowy, że samochód nie podjechał tyłem do wrót chłodni, co ułatwia wyładunek tuszy z paki terenówki, ale bokiem. Łowca wszedł do komory i dostrzegł worek leżący na podłodze.

– W pierwszej chwili pomyślałem, że znowu któryś mi przywiózł jenota albo lisa do obielenia. Grzecznościowo się tym trudnię. Otworzyłem worek, a w środku dziwny stwór. Jakieś zwierzę odarte ze skóry. Bez łba, odcięte wszystkie łapy. Ani sarna, ani lis. Pomyślałem, że to pewnie ten ryś, którego szukali policjanci.

Skupowy dzwoni do komisariatu i mówi, że znalazł rysia. Do Wierzchlesia wracają radiowozy. Prócz mundurowych są policyjni technicy.

– Nasi ludzie zabezpieczyli na miejscu wszelkie ślady – relacjonuje Kamil Kozłowski z policji w Sokółce. – Przesłuchaliśmy mężczyznę prowadzącego punkt skupu. Myśliwy twierdzi, że rysia, pozbawionego futra, głowy i łap, ktoś mu podrzucił do chłodni.

Jak to możliwe? Skupowy przyznaje, że chłodnia jest zawsze otwarta, by umożliwić myśliwym dostarczanie tusz o każdej porze dnia i nocy. Gdy nie ma go w domu, myśliwi obsługują się sami. Mogą korzystać z wyciągarki, sami zawieszają tusze w chłodni. Zostawiają jedynie kartki z informacją, kto strzelił. Kwity wypełnia się później. Wszyscy zadowoleni. Chłodnia przyjmuje jedynie jelenie i sarny, bo cała okolica jest w strefie czerwonej ASF i żaden dzik do skupu nie może trafić. Mężczyzna utrzymuje, że ktoś wykorzystał jego nieobecność i podrzucił obieloną tuszę rysia.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Broń

Tajniki ostrzenia

Po użyciu noża, dla przywrócenia jego dobrych właściwości tnących, głownię warto podostrzyć. Jeżeli się na to nie zdecydujemy, będziemy w końcu musieli na nowo wyprofilować

Polowanie i myśliwy

Miłość kalibru magnum

Pasje lubią się łączyć. Marta Kostecka nie tylko poluje i jeździ konno, ale także – jako historyk sztuki – zajmuje się zabytkami europejskiej kultury łowieckiej.

Opowiadanie

Dewizowiec w kanale

Jednym z najmilszych moich wspomnień łowieckich jest samotna wycieczka, którą odbyłem w pewien letni ranek do dalekiego rewiru, który porastał starodrzew, zwanego Lasem Nerkowskim. Wycieczka

Polowanie i myśliwy

Papież na ambonie

Jeżeli akurat nie spieszy z pomocą cierpiącym, to poluje – najchętniej na zwierzynę grubą. Kolekcjonuje wizerunki świętego Huberta. Kto taki? Papież. Antoni Papież. Antoniego poznałem

Polowanie i myśliwy

Łowiec i Panna

Venatrix po łacinie znaczy łowczyni. Taki nick wybrała sobie Joanna Głogowska, która na portalu społecznościowym prowadzi fanpage, na którym jeszcze jako stażystka odkrywała łowiectwo. Od