Śladami mistrza Puchalskiego

Kiedyś wyjeżdżał na polowania zaopatrzony w niezbędne akcesoria do łowów krwawych i bezkrwawych. Początkowo wygrywała pasja łowiecka i podchodząc kozła, Adrian Grela decydował się na strzał. Nastąpił jednak moment przełomowy i to sztucer musiał ustąpić pierwszeństwa lustrzance.

Czy to przypadek, że termin „bezkrwawe łowy” został stworzony przez myśliwego?

– Włodzimierz Puchalski, bo o niego chodzi, dostrzegał zapewne podobieństwo między polowaniem ze swoją ukochaną kniejówką Merkla i „polowaniem” z aparatem. Obie te aktywności wymagają przecież nie tylko imponującej wiedzy z zakresu biologii zwierzyny, ale także sprytu, wytrwałości, a przede wszystkim… miłości do przyrody. Natura prawdziwego myśliwego skłania go do polowania, ale z drugiej strony nie pozwala mu pozostać nieczułym na piękno lasu i zwierząt łownych. Będąc bacznymi obserwatorami, myśliwi nierzadko sięgają więc po aparat fotograficzny, aby utrwalić to, co budzi w nich zachwyt.

Dodam tylko, że wychowałem się na albumach Włodzimierza Puchalskiego oraz Włodzimierza Łapińskiego – obaj stali się dla mnie autorytetami. Zarówno „Bezkrwawe łowy”, jak i „Wędrówka po puszczy” pozostały szczególnymi pozycjami w moim zbiorze.

Ty również polujesz, kontynuując rodzinną tradycję.

– Wychowałem się w środku łowiska – w małej miejscowości Grodziec na Opolszczyźnie, położonej pośród Borów Niemodlińskich. Już jako nastolatek podchodziłem w bagnach ryczące byki. Znając uprzednio ich weksle i sprawdzając kierunek wiatru, planowałem strategię podchodu. Krok po kroku skracałem dystans, by obserwować chmary i na podstawie sylwetek, głosu czy budowy poroża byków próbować określić ich wiek.

Za sprawą taty, myśliwego z KŁ nr 4 „Knieja” z Opola, chętnie uczestniczyłem w polowaniach zbiorowych. Tam mogłem poszerzać swoją wiedzę łowiecką, słuchać anegdot nemrodów, a także przekonać się, że łowiecka tradycja to nie skansen, lecz istotny element narodowej kultury, naszego polskiego dziedzictwa.

Niektóre obrazy ze zbiorówek, w których brałem udział jako naganiacz, wryły mi się w pamięć. Wciąż widzę mojego nieżyjącego już kolegę, który, stojąc na linii, został przeskoczony przez kilka byków z chmary uchodzącej z miotu. Żałuję, że nie miałem wtedy aparatu. Mogłaby powstać kapitalna fotografia.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Broń

Suchy trening

Zbliża się sezon polowań zbiorowych na ptactwo i zwierzynę grubą. Nie każdy ma wystarczająco dużo czasu, aby kilka razy w tygodniu jeździć na strzelnicę i

Kynologia

Byk uchodzi

Rykowisko – dla wielu najwspanialszy okres w myśliwskim kalendarzu. Choć przed sezonem ćwiczymy na strzelnicy, to przecież nawet najbardziej doświadczony i opanowany myśliwy niekiedy ulega

Opowiadanie

Na ryby!

Jak wyglądał wasz najpiękniejszy dzień wakacji? Ola i Hubert spędzili go wraz z dziadkiem nad rzeką. Nad ogniskiem piekli kiełbaski i złapane klenie. A później,

Porady praktyczne

Odyniec znad kominka

Jedno spojrzenie na medalion sprawia, że momentalnie odżywają łowieckie emocje, a sceny z polowania stają nam przed oczyma. Warto zaprezentować w ten sposób szczególnie cenne

Broń

Spór o pióro

Niektórzy z naszych przeciwników chcą natychmiastowego wprowadzenia gruntownych zmian na liście gatunków łownych. Domagają się zakazu strzelania do pióra. Jeżeli nie będziemy w sposób merytoryczny