fot. Włodzimierz Łapiński

Tok gajowego

Włodzimierz Łapiński, legenda fotografii przyrodniczo-łowieckiej i uczeń mistrza Włodzimierza Puchalskiego, zgodził się opowiedzieć czytelnikom „Łowca Polskiego” o swoich myśliwskich przygodach. Oto pierwsza z nich, związana z wiosennym polowaniem, które w Polsce odeszło już do historii.

Puszcza Augustowska, lata 70. ubiegłego wieku, polowania na głuszce na tokach, choć ściśle limitowane, są wciąż aktualne. Prawo odstrzału dostają na ogół działacze partyjni i państwowi, a miejscowi leśnicy mają zadbać o to, by szanowni goście odjechali w pełni usatysfakcjonowani.

Toki głuszców i cietrzewi trwają w najlepsze, gdy od swojego dyrektora w Białymstoku otrzymuję polecenie zorganizowania polowania dla bardzo wysoko postawionej osobistości (nazwiska nie podaję, bo przecież nie wszyscy muszą wiedzieć, że chodzi o częstego gościa Arłamowa). Gość przyjedzie na umówione miejsce w pobliżu tokowiska o godzinie trzeciej rano, gdzie mam czekać wraz ze znanym dyrektorowi gajowym Walkiem. Oficjalny ton dyrektora i zobowiązanie mnie, bym miał do dyspozycji drugi samochód na wypadek awarii, podkreślają wagę wydarzenia.

Wieczorem wspólnie z Walkiem jedziemy na zapady, aby dokładnie zlokalizować drzewa, na których rano odbędzie się tok. Choć jako nadleśniczy nie muszę osobiście obsługiwać gościa, to mam przeczucie, że osadzenie dodatkowego koguta może się przydać. Zresztą cała przyjemność po mojej stronie. Urok wieczoru w puszczy, cichnące odgłosy rozśpiewanego kwietniowego lasu, wreszcie głośny trzepot twardych skrzydeł głuszca wybierającego sobie arenę do porannego spektaklu to sceneria wielokrotnie opisywanych łowów obfitujących w estetyczne przeżycia. Walkowi udało się osadzić dwa koguty w pobliżu torów kolejki leśnej, ja osadziłem jednego niedaleko składnicy drewna przy kolejce, gdzie jutro o świcie spotkamy się z gościem.

Jest jeszcze ciemna noc, gdy stawiam się w umówionym miejscu. Wkrótce przyjeżdża też limuzyna z Warszawy. Myśliwy śpi w samochodzie – prosił kierowcę, by obudzić go dopiero, gdy nadejdzie czas na rozpoczęcie podchodu. Zaczynam się niepokoić, że ciągle nie ma jeszcze Walka, choć dotychczas mnie nie zawiódł.

Po wschodniej stronie nieba bledną gwiazdy, niewidoczna w ciemności z głośnym chrapaniem przeleciała pierwsza słonka. Proszę o obudzenie gościa i robiąc dobrą minę do złej gry, wyjaśniam, że nie będziemy czekali na gajowego, ponieważ osadzony przeze mnie głuszec jest bliżej i dojście do niego nie sprawi kłopotu. Myśliwy bierze dubeltówkę, mnie daje do niesienia małokalibrowy sztucer i ruszamy w szarzejącym mroku. Gdy docieramy do miejsca podsłuchu, zaznaczonego bielejącym papierkiem, mój kogut już gra. Wśród szczebiotu budzącego się ptactwa i dalekiego bełkotu cietrzewi słyszę tylko powtarzające się co kilkanaście sekund korkowanie. Mój gość głuszca nie słyszy, więc ma cicho posuwać się w ślad za mną. Ja wypatruję kolejnych papierków, którymi oznaczyłem trasę podchodu w pobliże tokowika. Rozróżniam już klapanie i trel, czas zacząć podskakiwanie. Myśliwy w dalszym ciągu nie słyszy ptaka, ale bierze mnie za rękę i wskazuje, bym prowadził w takt pieśni. Korek i dwa szybkie kroki bez zważania na hałas deptanego posuszu. Silnie trzymam jego dłoń i osadzam go w miejscu, by nie stracił równowagi. Na dnie lasu jest jeszcze głęboka szarówka, ale na tle nieba korony sosen widać już wyraźnie. Wkrótce wśród czarnej gęstwiny gałęzi dostrzegam ruch sylwetki tokującego ptaka. Myśliwy ma trudność z jego zobaczeniem, ale słyszy już pieśń i w jej takt stara się zlokalizować głuszca. Pada strzał, a głuszec raczej zdziwiony niż przestraszony przelatuje na pobliską sosnę i siada na jej czubku, doskonale widoczny na tle nieba. Na strzał śrutem jest już za daleko, więc myśliwy w pośpiechu wciska mi w ręce dubeltówkę i ściąga z ramienia sztucer, o którym już zapomniałem. Ostry trzask kulowego strzału, a głuszec jakby sobie kpił – przelatuje na czubek sąsiedniej sosny, nadal pozostając doskonale widoczny. Dopiero po trzecim strzale, najwidoczniej znudzony, odleciał sobie w dal.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Polowanie i myśliwy

Gonić króliczka

Króliki wyskakują spod ziemi jak armatnie kule. Wybiegają z jednego okna i po chwili wpadają do drugiego. Przeskakują z jednej strony miedzy na drugą. Raptem

Polowanie i myśliwy

Kordelas i tarcza

W jaki sposób koło łowieckie może otrzymać od państwa wsparcie tak potrzebne w czasie epidemii SARS-CoV-2? Czy o pożyczkę z Funduszu Pracy powinniśmy się ubiegać

Opowiadanie

Koniec

Siedzieliśmy właśnie w naszym ulubionym wiejskim barze u Stefana i nieśpiesznie sączyliśmy piwko, kiedy wpadł mały Waluś, wnuk prezesa. – Panowie, pomocy! Z dziadkiem coś

Kynologia

Na początku był pies

Wiele osób staje się sympatykami łowiectwa – a nawet myśliwymi! – wkrótce po nabyciu myśliwskiego psa. Dzieje się tak z prostego powodu. Każdy czworonóg ma

Polowanie i myśliwy

Miłość kalibru magnum

Pasje lubią się łączyć. Marta Kostecka nie tylko poluje i jeździ konno, ale także – jako historyk sztuki – zajmuje się zabytkami europejskiej kultury łowieckiej.