fot. Shutterstock

Tragiczna zima

Przełom roku obfitował w wypadki. Czterech myśliwych nie wróciło do domu z polowania. Każdej z tych tragedii można było uniknąć. Zawiodła dyscyplina i jak zwykle zabrakło zdrowego rozsądku.

Część myśliwych stawia redakcji zarzut, że zamieszczamy na łamach za dużo relacji opisujących wypadki na polowaniu. Niektórzy twierdzą, że to niepotrzebne epatowanie krwią, a tragiczne w skutkach błędy naszych kolegów, podawane tak jednoznacznie i szczerze, psują wizerunek łowiectwa i naszej organizacji, bo przecież czytają nas również wrogowie łowiectwa.

To pogląd błędny. Opisy tragicznych zdarzeń mają zadanie prewencyjne. Wyostrzają ostrożność i uruchamiają wyobraźnię niezbędne do tego, by polować bezpiecznie. Niżej opisane wypadki mają straszną cechę wspólną. Nie były to zdarzenia niemożliwe do uniknięcia i trudne do przewidzenia. Sprawcy i ofiary sami ściągnęli na siebie nieszczęścia.

Strzał do plamy

Ostatni weekend starego roku. Mazury. Dwójka dobrych kolegów rusza na dziki. Będą polować na sporym łanie kukurydzy. Plantacja ciągle na pniu, ale jelenie i dziki w wielu miejscach wydeptały ją na klepisko. Strzał do dzika na „czystym” nie nastręcza kłopotu.

Przy kukurydzy tylko jedna ambona. Ma ją zająć młodszy myśliwy. Starszy o dekadę 66-latek zostaje w pobliżu samochodu. Z wolnej ręki strzelać nie należy. Łowca zabiera ze sobą pastorał.

Tuż przed północą ciemna plama wysuwa się z gąszczu kukurydzy. Odległość, jak na noc, spora, ale do opanowania – nieco ponad 100 metrów. Łowca opiera sztucer na podpórce, chwyta cel w krzyż lunety i kładzie palec na spuście.

– Podejrzany nie zorientował się, że postrzelił kolegę – relacjonuje szef prokuratury w Morągu Zbigniew Świderski. – Myśliwy wyjaśnił, że domniemany dzik, któremu posłał kulę, zniknął. Łowca odczekał tradycyjne 10 minut. Zadzwonił do kolegi, który miał siedzieć na ambonie. Chciał dać znać, że wchodzi w kukurydzę za dzikiem. Kolega nie odbierał. Zatem sam ruszył na poszukiwania. Bez skutku. Wtedy się zaniepokoił.

Myśliwy wrócił do samochodu i mimo nocy pojechał do domu kolegi. Miał nadzieję, że ten urwał się z zasiadki i resztę nocy spędza w łóżku. Gdy rodzina powiedziała, że człowieka nie ma, wówczas, w towarzystwie dorosłych domowników, strzelec wrócił na plantację i zaczął szukać raz jeszcze. Wreszcie znaleźli nieszczęśnika z kulą w klatce piersiowej.

Mężczyzna przyznał się. Nie zrzucał winy na tajemniczych kłusowników, nie wmawiał śledczym, że z pewnością strzelał do dzika, a kula, przeszywszy czarnego zwierza, ugodziła człowieka, który z nieznanych przyczyn pojawił się na linii strzału.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Porady praktyczne

Sołtys oszacuje

W ciągu ostatnich miesięcy radykalnie zredukowaliśmy dziki, które są głównym sprawcą szkód, ale problemów nam nie ubędzie. Nowe rozwiązania w znowelizowanej ustawie Prawo łowieckie spowodują

Polowanie i myśliwy

Rejterada sarny

Liczebność saren polnych zmniejsza się w wielu polskich łowiskach. Negatywny trend utrzymuje się mimo braku mroźnych i śnieżnych zim. Regresu nie wyjaśnia też okresowo wysoka

Tradycje i zwyczaje

Strateg na polowaniu

Finlandię skazaną na porażkę w starciu z Armią Czerwoną obronił w czasie zimowej wojny 1939/1940 marszałek Carl Gustaf Emil Mannerheim, który zastosował prawdziwie łowiecką strategię.

Tradycje i zwyczaje

Cesarskie towarzystwo

Razem z Janem Sztolcmanem organizował w Warszawie wystawy psów myśliwskich. Z Henrykiem Sienkiewiczem polował w łowisku Otwockiego Kółka Myśliwskiego im. św. Huberta. Przykład mojego pradziadka

Polowanie i myśliwy

Myśliwi dla gęgawy

W ostatnim roku naszego projektu badawczego poświęconego gęgawom dokonaliśmy sensacyjnych obserwacji, które zmieniają nasz dotychczasowy obraz tego gatunku. Ten pionierski projekt realizowany i finansowany przez