fot. Kristofer Hansson

Upał

Polowanie to bez dwóch zdań pojedynek. Nie tyle jednak ze zwierzyną, co z własnymi słabościami. To także próba charakteru. Wie o tym ktoś, kto na łowy wyruszył w takie popołudnie, jak to opisane przez niezapomnianego Macieja Łogina.

Biedka poskrzypuje cichutko na zardzewiałych resorach, wolno kołysze się na boki, stukają dyszle poluzowane w uchwytach. Kary idzie stępa, noga za nogą, ciągnąc leniwie dwukółkę obciążoną mną i Karolem. Upał, który nadciągnął wraz z wielkim azorskim wyżem, od kilku dni stoi w nieruchomym, dusznym powietrzu, rozleniwiającym cały świat. Koszula już dawno przylgnęła do spoconego ciała i gdyby nie muchy natrętnie bzyczące, wirujące w jakimś obłędnym tańcu wokół twarzy, pozbyłbym się jej chętnie, licząc na nierealny dzisiaj powiew zbawczego chłodu. Całą chmarą obsiadają też konia, ciągnąc nie wiadomo skąd do zlepionej potem sierści, której kwaśny zapach spływa ku nam. Kary nieustannie walczy z obsiadającym go robactwem, strzyże uszami, parska i zamiata bujnym ogonem niby świszczącym wiechciem, podnosząc do lotu zachłanne muszyska i opite krwią bąki. Co jakiś czas któryś z nich, odpędzony biczem końskiego ogona, przykleja się do mojej twarzy, odsłoniętego karku i tnie, aż dreszcz przebiega przez całe ciało. Utłuczony ręką nie spada, lecz pozostaje w warstewce potu lejącego się strużkami z czoła, ze skroni, spod włosów i roszącego się na karku.

Karol siedzi obok, trzymając luźno lejce przeplecione między palcami dłoni spoczywającej na skórzanym siedzeniu. I on rozpiął flanelową koszulę, zdjął sukienną czapkę, obnażając rzadkie, siwe włosy. Chrząka swoim zwyczajem co jakiś czas i milczy, nie zachęcając nawet konia do większego tempa.

Milczymy obaj od dłuższego czasu, chociaż planując wypad w ten czerwcowy dzień na rogacza między Chełmem a Gogolicami, byliśmy jak zwykle podnieceni, zwłaszcza ja, żądny łowieckiej przygody po egzaminacyjnej sesji w wiecznie hałaśliwym Poznaniu. Teraz czuję się ociężały, z dziwną pustką w głowie, w której nawet myśli leniwie drzemią gdzieś na dnie szarych komórek.

Jak to jest, że w mroźne zimowe dni, w jesienne i wiosenne pluchy i szarugi marzy się o pięknym, słonecznym letnim dniu, a gdy przyjdzie taki jak dziś, no, może akurat zbyt upalny, chciałoby się, by powiało orzeźwiającym chłodem? Dziwna ta ludzka natura i jakże trudno jej dogodzić!

Zanurzamy się wreszcie w las sosnowy, wysokopienny, z nadzieją na trochę cienia i odrobinę świeżego powietrza. Nic z tego! I tu upał stoi martwo duszną ścianą rozpartą pośród kolumnowych drzew. Znikł gdzieś zwykły jego rześki, wielokwiatowy zapach zieleni, olejków eterycznych, kwiatów, choć to przecież pełnia wegetacji. Nie odzywają się też ptaki, zwykle ruchliwe i rozśpiewane w przedwieczornej porze.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Opowiadanie

Odszedł król

Jest takie słowo, które sprawia, że stateczny i dojrzały mężczyzna, myśliwy z kilkunastoletnim stażem, zaczyna się nagle zachowywać niczym wyczekujący pierwszej randki młokos. To słowo

Opowiadanie

Zimowe tradycje

Leśniczy rozstawiał po szerokim trakcie. Po obu stronach drogi rozciągały się straszliwie zbite i otulone pierzyną śnieżną młodniki. Czuby choinek uginały się pod ciężarem nawisów

Broń

Jak kulą w sosnę

Do wielu wypadków podczas polowań nigdy by nie doszło, gdyby myśliwi zdawali sobie sprawę z zasięgu pocisków. Kolejnych tragicznych zdarzeń uniknęlibyśmy pamiętając, że dla klasycznego

Porady praktyczne

Pogoda dla bażanta

Wielu myśliwym wydaje się, że wystarczy wybudować kilka podsypów w łowisku i wystrzelać drapieżniki, aby każdego roku było coraz więcej zwierzyny drobnej. Gdyby to było

Kynologia

Narodziny mistrza

Włożyliśmy dużo wysiłku w wyszukanie najlepiej rokującego skojarzenia. Czekamy na informację o przyjściu szczeniaków na świat. Jak przygotować się na przyjęcie nowego członka rodziny i