fot. Shutterstock

W rytualnym kręgu

Choć już w XVIII stuleciu ostrzegano, że „nie godzi się żadnych zabobonów do myślistwa zażywać”, łowieckie przesądy przetrwały i mają się dobrze. Zmianie uległ tylko ich charakter. Dziś traktowane są jako pretekst do opowiedzenia historii czy wspomnienia kolegi po strzelbie.

W kwietniu 1965 roku dwóch dżentelmenów – Marek Piotr Krzemień, autor fundamentalnych prac o kulturze łowieckiej, i jego mentor Andrzej Łepkowski, znakomity artysta plastyk – jechali razem na polowanie na wiosenne kaczory do Czernichowa, do łowiska krakowskiego koła „Złom”. Była jeszcze głęboka noc, gdy przejeżdżali przez uśpioną – zdawałoby się – wioskę. W pewnym momencie Łepkowski krzyknął na całe gardło: „Stój!”, czym przyprawił siedzącego za kierownicą wartburga pana Marka o palpitacje. „Jezu Chryste! – przeszło Krzemieniowi przez myśl – Czyżbym na moment zasnął i kogoś w tym czasie potrącił?!”. Obawy te nasiliły się jeszcze, gdy Łepkowski wyskoczył z auta i raźno pognał w ciemność.

– Na szczęście pełne – powiedział pan Andrzej z wyraźną ulgą, gdy po chwili, już zrelaksowany, na powrót zajął miejsce w samochodzie.

– O czym ty mówisz? – wydusił z siebie wciąż półprzytomny ze zdenerwowania Krzemień.

– O wiadrach, rzecz jasna! – obruszył się Łepkowski. – Nie widziałeś tej kobiety idącej przez podwórze?

Niewtajemniczonym należy wyjaśnić, że według pradawnego przesądu napotkanie przez myśliwych kobiety niosącej puste wiadra przynosi podczas łowów pecha, podczas gdy spotkanie niewiasty taszczącej wiadra pełne wody zwiastuje powodzenie w kniei. Ponoć gdy prezydent Ignacy Mościcki wybierał się do Białowieży, organizatorzy polowania zawczasu tak wszystko planowali, by dostojny gość napotkał po drodze zmierzające od studni piękne młode dziewczyny. Niewykluczone jednak, że tę anegdotę wymyśliły i kolportowały nieprzychylne sanacji kręgi polującej endecji (swoją drogą ciekawe, po której ze stron politycznego sporu więcej było wtedy wyśmienitych i zapalonych myśliwych).

Dość powiedzieć, że przesądy łowieckie były przez wieki rozpowszechnione wśród rycerzy świętego Huberta i stanowiły istotny element naszej obyczajowości. Jak czytamy we wniosku o wpisanie polskiej kultury łowieckiej na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO, od zarania dziejów wiara w los i kontakt z naturą stanowiły istotne elementy życia łowcy. „Myśliwski przesąd, narodzony w puszczy odwiecznej, z poszeptów drzew, z westchnień wiatru leśnego – żyje po dziś dzień w myśliwskiem sercu – pisał przed wojną Julian Ejsmond. – Przed każdem wyruszeniem na łowy straszy nas niepokojący i złowieszczy, lub unosi na skrzydłach swej ufnej radości ku upragnionym zdarzeniom”. Co z tego sposobu rozumowania pozostało do dziś? O jakich przesądach wiemy, a które odeszły w niepamięć?

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Polowanie i myśliwy

Tok gajowego

Włodzimierz Łapiński, legenda fotografii przyrodniczo-łowieckiej i uczeń mistrza Włodzimierza Puchalskiego, zgodził się opowiedzieć czytelnikom „Łowca Polskiego” o swoich myśliwskich przygodach. Oto pierwsza z nich, związana

Broń

Broń na przecherę

Z jakim sztucerem wyruszyć na emocjonujące polowanie na drapieżniki? Rzecz jasna z varmintem, który zapewnia znakomite skupienie nawet na dalekich dystansach. Porównajmy tego rodzaju repetiery

Broń

Wspomnień czar

Polowanie z jednolufką uczy pokory i cierpliwości. Na powtórkę nie mamy przecież szansy! To nie wszystko: taka broń – w mniejszym kalibrze, np. 16, 20,

Kynologia

Na rozstaju dróg

Rozmowa z Markiem Roszkiewiczem, międzynarodowym sędzią kynologicznym prób pracy psów myśliwskich i eksterieru – o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości polskiej kynologii łowieckiej. Wiele wskazuje na

Kynologia

Z psem w stadzie

Cóż z tego, że pies potrafi tropić, aportować, przeszukiwać teren i zna wiele komend porządkowych, ale… nie zawsze chce je wykonywać. Musimy sprawić, aby nasz