fot. Shutterstock

Wrzosy

Na czas narodowej kwarantanny proponujemy naszym czytelnikom prawdziwą ucztę – klasyczne opowiadanie pióra Zygmunta Świętorzeckiego (1911–1964) o polowaniu na cietrzewie w majątku na dawnych Kresach Rzeczypospolitej.

Przed kancelarią zatrzymał się wózek założony w jednego konia. Pomału wygramolił się z niego stary gajowy ubrany w obszerną baranicę i ogromną kosmatą czapę. Wolnymi krokami, podpierając się biczyskiem skierował krok do kancelarii, otworzył drzwi, zdjął czapę, przywitał się ze mną i siadł na krześle przy moim biurku. Sięgnął po papierosa z leżącego na stole pudełka i spokojnie przyglądał się mnie i interesantowi, którego właśnie załatwiałem. Jego jasne oczy kontrastowały z ciemną, ogorzałą twarzą.

Siwa broda potęgowała jeszcze brąz opalenizny. Wreszcie zostaliśmy sami.

– No cóż, Leon, co tam słychać?

– Wsio dobra, panok. Pryjechał skazać szto na Burbałkach chmara ciecierukou – połzajuć na ranicy jak żuki.

Owe Burbałki to były wrzosowiska leżące wśród rozległych łąk. Postanowiliśmy, że tej nocy wybiorę się na cietrzewie. Budki były już dawno postawione, a z relacji Leona można się było spodziewać, że przy jednej z nich gra kilkanaście kogutów. Dojazd był dość daleki, trzeba było przejechać przez rzekę, która w tym roku specjalnie szeroko wylała. Umówiliśmy się, że do brodu podjadę na godzinę pierwszą w nocy. Do brodu miałem osiem kilometrów. O godzinie jedenastej wieczorem para mocnych koni zaprzężonych do myśliwskiego wózka niosła mnie w kierunku umówionego spotkania. Jakiś czas jechaliśmy przez pole, lecz prędko wjechaliśmy w las. Ciemno było kompletnie. Konie parskając ochoczo rwały naprzód. Czasem na niewidzialnych korzeniach podskoczył wózek, czasem chlupnęła woda pod kołami. Dojechaliśmy do rzeki.Przy dogasającym ognisku pod sosną siedział Leon.

Do przygotowanego na brzegu czółna przenieśliśmy swoje bagaże, sam miejsce zająłem w przodzie czółna i wprawną ręką Leona odepchnięci od brzegu popłynęliśmy naprzód. Początkowo, jak długo płynęliśmy przez zalew na łące, wszystko szło dobrze, lecz niebawem dostaliśmy się w koryto rzeki i prąd raptownie porwał łódź i z szaloną szybkością uniósł ze sobą. Dzięki silnej i wprawnej ręce Leona szczęśliwie omijaliśmy sterczące z wody drzewa i przecięliśmy rzekę wyjeżdżając znów na spokojne lustro wody.

W oddali migotał ogień – to drugi gajowy na przeciwległym brzegu czekał na nasze przybycie. Gdy byliśmy już niedaleko brzegu, znów porwał nas gwałtowny prąd. Walka z nim była nierówna i niebezpieczna, lecz już doleciał do nas głos gajowego, który najwidoczniej usłyszawszy nas stał pochylony nad ciemną tonią rzeki wpatrując się w mrok. Wprawnie kierowana łódź jak strzała przecięła na ukos wartkie koryto rzeki i zgrzytnąwszy o piasek ostro nosem wparła się w brzeg.

Stąd we trzech poszliśmy już pieszo. Leon szedł przodem i latarnią oświetlał drogę. Omijaliśmy w ten sposób przykre niespodzianki, które zapewne nie ominęłyby nas przy wyjątkowo ciemnej nocy. W końcu po przejściu dobrego kilometra zgasiliśmy latarnię, było już bowiem niedaleko budek. Szliśmy teraz gęsiego. Z początku było tak ciemno, że dosłownie nic nie widziałem, lecz gdy wzrok się przyzwyczaił, zacząłem rozróżniać kontury drzew i omijanych zwałów. Z drogi zeszliśmy na wrzosowisko rzadko porośnięte pojedynczymi niskimi sosnami. Szliśmy tak czas jakiś, gdy zorientowałem się szybko, żeśmy już zbłądzili. Leon począł kluczyć, coś mruczał pod nosem, a na moje ciche pytania odpowiadał grobowym milczeniem. Na wschodzie z lekka zaczynała znaczyć jutrzenka.

– Ot, nieczysta siła, proklata, jak my zbili się z drogi – a gdzie oni, cholera, te budki podziali się – mamrotał Leon. Lecz niebawem musiał natrafić na jakiś znajomy mu znak, bo od razu zorientował się i bez namysłu prowadził naprzód.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Polowanie i myśliwy

Ostatni z II Rzeczypospolitej

O wyczynach łowieckich jego matki regularnie donosił nasz miesięcznik. Ojciec brał udział w zawodach strzeleckich razem z legendarnym Józefem Kiszkurną. Krzysztof Kiwerski, który w tym

Temat miesiąca

Emocje kontra rozum

W wielu miejscach Europy myśliwy cieszy się szacunkiem. Niestety, w Polsce zostaliśmy „mordercami”, a polowanie z wyszkolonym psem uznawane jest za „znęcanie się nad zwierzętami”.

Kynologia

Sztuka wyboru

Decyzja o kupnie psa powinna zostać podjęta świadomie. Chodzi zarówno o wybór rasy, jak i konkretnego skojarzenia pary rodzicielskiej. Następstwem będzie nawet kilkanaście lat spędzonych

Polowanie i myśliwy

Żywica na rękach

W gruncie rzeczy zgadzam się z Szymonem Hołownią – polowanie w świetle moralności chrześcijańskiej należy uznać za grzech ciężki. Pod jednym wszakże warunkiem. Biblię musimy

Polowanie i myśliwy

Łowiec i Panna

Venatrix po łacinie znaczy łowczyni. Taki nick wybrała sobie Joanna Głogowska, która na portalu społecznościowym prowadzi fanpage, na którym jeszcze jako stażystka odkrywała łowiectwo. Od