Rozdarty między dwiema pasjami – polowaniem i pożarnictwem. Druh Jerzy Pietraszkiewicz w roli Honorowego Prezesa Zarządu Wojewódzkiego OSP

Z drylingiem do pożaru

Przez dziesiątki lat chronił las przed ogniem. W zamian za to święty Hubert pozwolił mu poznać największe sekrety świata zwierząt i szczodrze darzył podczas polowań. Jerzy Pietraszkiewicz już za życia stał się legendą dla myśliwych, leśników i strażaków.

Mieszkanko niewielkie, spółdzielcze, trzy pokoiki na zielonogórskim osiedlu. Mimo 87 lat pułkownik trzyma się dziarsko. O swoim życiu opowiada powściągliwie, choć taka biografia starczyłaby na niejeden scenariusz.

W szafie wiszą cztery mundury: leśnika, dwa strażackie i myśliwski. Przy każdym najwyższe wyróżnienie. Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, złota odznaka Za Zasługi dla Ochrony Przeciwpożarowej, złoty Medal Zasługi Łowieckiej i Złom.

Gdy zapytać zielonogórskich leśników o Jerzego Pietraszkiewicza, tylko najmłodsi nie będą wiedzieli, o kogo chodzi. Gdy zapytacie strażaków, każdy oficer strzeli obcasami. Dla myśliwskiej braci to Jurek – niezrównany kompan łowów, założyciel trzech kół, wieloletni łowczy, pionier łowiectwa na Ziemiach Odzyskanych. Gdy niedawno okręgowa rada łowiecka zwołała uroczyste posiedzenie dla uhonorowania Jurka, wielu zastanawiało się, czy nie jest on najstarszym wciąż polującym członkiem naszej organizacji, legitymację PZŁ ma bowiem już od 70 lat!

Łowiecka dynastia

– Na pierwsze bekasy polowałem w Gdyni, pięćset metrów od budynku Zarządu Portu. Wtedy były to podmokłe łąki, dziś centrum miasta. Polowałem – to może za dużo powiedziane. Po prostu dreptałem obok ojca i na trokach niosłem za nim upolowane ptaszki. Miałem 8 lat i byłem bardzo dumny, kiedy tato, Jan Piet­raszkiewicz, pierwszy komendant Portowej Straży Ogniowej, zabierał mnie na łowy. Już wtedy wiedziałem, że będę trzecim pokoleniem rodu Piet­raszkiewiczów, które nie wyobraża sobie życia bez kniei. Polował dziadek, polował ojciec – wiedziałem, że będę następny. A po mnie dzieci. Dziś świętemu Hubertowi służy piąte pokolenie naszego rodu. Mogę być dumny, czyż nie?

Urodził się w Warszawie i stolica pozostała w jego sercu, choć mieszkał w niej ledwie kilka lat. Później ojciec dostał skierowanie do budującej się Gdyni, na komendanta Portowej Straży Ogniowej. Krótko przed wojną Pietraszkiewicz senior dostał rozkaz powrotu i objęcia komendantury Fabrycznej Straży Pożarnej w Zakładach Lotniczych na Okęciu. Syn już trochę dorósł i dzielił czas między szkołę, remizę przy placu Unii Lubelskiej oraz polowania w okolicach Marek. Ojciec pozwalał mu czyścić dubeltówkę, elaborować amunicję, a podczas polowań nosić upolowaną zwierzynę.

– Psa mieliśmy świetnego – Dianę. Niestety, w 1939 roku Niemiec sukę ukradł. Siostra wyszła z psem, Szwab przejeżdżał, zatrzymał się i z ręki smycz jej wyrwał. W rewanżu, gdy Niemcy uciekli, złapałem Bicka – pięknego wyżła, który świetnie wystawiał, aportował i chodził po farbie.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Tradycje i zwyczaje

Rogacz z klasą

Nasi przodkowie przypisywali poszczególne gatunki do kalendarza polowań. Jesień zawłaszczały jelenie, zimę zające, a wiosna należała do głuszca. Dzisiaj szaraki tylko dla wybranych, a wiosenne

Porady praktyczne

Fabryka bażantów

Koniec zimy i początek wiosny to niełatwy okres w życiu bażantów. Jeśli przeżyły, muszą teraz szybko odbudować masę ciała i zapasy tłuszczu, niezbędne w okresie

Polowanie i myśliwy

Święta wojna

Nieuchronnie i bardzo szybko zbliżamy się do prawdziwej konfrontacji. Nastroje są podgrzewanie przez osoby, które nie jedzą mięsa. Pod Sejmem na ostatniej manifestacji zielonych prof.

Polowanie i myśliwy

Rejterada sarny

Liczebność saren polnych zmniejsza się w wielu polskich łowiskach. Negatywny trend utrzymuje się mimo braku mroźnych i śnieżnych zim. Regresu nie wyjaśnia też okresowo wysoka

Porady praktyczne

Odyniec w okopach

Nieraz podczas pobytu w łowisku widzimy głębokie „okopy” wybuchtowane przez dziki przy starych zbutwiałych karpach po ściętych drzewach. Często słyszymy, że czarny zwierz szuka tam