fot. Andrzej Wierzbieniec

Piotr Bracik (po lewej) i jego brat Tomasz uważają, że aby doczekać się naprawdę mocnych kozłów, trzeba oszczędzać sarnią młodzież. Dlatego myśliwi z WKŁ „Daniel” oszczędzają rogacze w pierwszym i w drugim porożu

Zagłębie myłkusów

Nie ma słabych obwodów, są tylko słabi gospodarze łowisk – twierdzi Piotr Bracik, łowczy WKŁ Nr 203 „Daniel”. Kolekcja parostków, którą zgromadził wraz z bratem Tomaszem, składa się w większości z myłkusów. Patrząc na „korkociągi” i „baranie rogi”, można dostać oczopląsu.

Każdy rogacz to osobna fascynująca opowieść. Choćby myłkus zwany „Melioracyjnym”. Stary i przebiegły kozioł, o parostkach przypominających krzak jałowca, za dzienną ostoję wybrał ugór znajdujący się pośród pól uprawnych na żyznej równinie łowicko-błońskiej. Gdy Piotr już go zlokalizował, liczył, że wystarczy poczekać do wieczora, by odesłać kozła na „zielone łąki”. Rogacz jednak miał inne plany – o zmierzchu jego ceglasta suknia mignęła pośród wysokich suchych traw. Schował się pod krzaczkiem i… pojawił się zupełnie niespodziewanie 200 metrów dalej. Ten scenariusz powtórzył się następnego dnia. Okazało się, że ostrożny rogacz przemieszcza się rowami melioracyjnymi! Gdy udało się to ustalić, pozostało wybrać odpowiednie miejsce zasiadki. Kozła tego strzelił Jerzy Breński, którego bracia chcieli w ten sposób uhonorować.

Innego starego rogacza, poruszającego się na trzech cewkach, myśliwi obserwowali od stycznia. Był bez wątpienia wart kuli. Po pierwsze: stary. Po wtóre: łatwo mógł paść ofiarą zdziczałych psów. Wreszcie: jego parostki mogłyby stanowić ozdobę każdego myśliwskiego gabinetu. Kozioł był nietypowym szydlarzem o jednej tyce przypominającej hak kozicy, a drugiej wygiętej ku tyłowi i fantazyjnie zakręconej (to prawdopodobnie efekt uszkodzenia cewki). Z początkiem sezonu przepadł jednak jak kamień w wodę. Pojawił się na powrót dopiero, gdy zaczęto kosić kukurydzę, w której najwidoczniej znalazł schronienie. Trzymał się blisko domostw, zapewne dlatego, że z lepszych rewirów przepędzały go silniejsze rogacze.

Albo wielotykowiec, który krył się pośród trzcinowisk, na bagiennych terenach nad Utratą. W marcu i kwietniu Tomasz i Piotr widywali go wielokrotnie. Nadszedł 11 maja – Tomasz pojechał w wiadomy rewir i wrócił z myłkusem. „Nawet się nie spodziewałem, że jest taki mocny” – przyznał, prezentując bratu zdobycz. „Bo to nie ten rogacz” – kategorycznie stwierdził Piotr i sięgnął po aparat (każdy z wypatrzonych kozłów zostaje przed sezonem dokładnie obfotografowany, a zdjęcia trafiają do starannie prowadzonego cyfrowego archiwum). I rzeczywiście: choć trudno w to uwierzyć, w jednym rewirze bytowały dwa bliźniaczo podobne wielotykowce! Tego drugiego Piotr szukał przez dłuższy czas. O ile wcześniej kozioł zachowywał się tak, jakby pozował do zdjęć, o tyle teraz stał się wyjątkowo czujny, płochliwy i skryty. „Ten rogacz nie jest mi chyba pisany – powiedział w końcu łowczy. – Może tobie święty Hubert poszczęści”. Tak się też stało – w jednym sezonie, niemal w tym samym miejscu Tomasz strzelił dwa fantastyczne myłkusy.

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Broń

Siedem wspaniałych

Nie ma nabojów złych ani jedynie słusznych. Są jednak takie, które najbardziej pasują do naszych łowisk. Proponuję subiektywny wybór siedmiu, z którymi polowałem najczęściej i

Porady praktyczne

Odwieczny wróg

Ślady roznoszonych przez pajęczaki zagrożeń odnajdujemy nawet w Biblii. Bez kontaktu z żywicielem mogą żyć nawet 18 lat i są odporne na niskie temperatury. W

Polowanie i myśliwy

Papież na ambonie

Jeżeli akurat nie spieszy z pomocą cierpiącym, to poluje – najchętniej na zwierzynę grubą. Kolekcjonuje wizerunki świętego Huberta. Kto taki? Papież. Antoni Papież. Antoniego poznałem

Kynologia

Pies w wodzie

W procesie układania psa do pracy w wodzie musimy najpierw go oswoić z tym środowiskiem, potem nauczyć aportowania, a na koniec umieć nim kierować na

Temat miesiąca

Emocje kontra rozum

W wielu miejscach Europy myśliwy cieszy się szacunkiem. Niestety, w Polsce zostaliśmy „mordercami”, a polowanie z wyszkolonym psem uznawane jest za „znęcanie się nad zwierzętami”.