fot. Włodzimierz Puchalski

Zimowe tradycje

Leśniczy rozstawiał po szerokim trakcie. Po obu stronach drogi rozciągały się straszliwie zbite i otulone pierzyną śnieżną młodniki. Czuby choinek uginały się pod ciężarem nawisów śnieżnych, tworząc mozaikę przypominającą białe leśne zjawy. Niewiele lepiej prezentowali się wolno idący gęsiego myśliwi. Sześć pochylonych do przodu sylwetek, okrytych kożuchami, z baranicami założonymi na uszy i noszących wysokie skórzane buty, zamykało miot. Siódmym łowcą był leśniczy, który miał na sobie długi zielony płaszcz i lisią czapę ze zwisającą za kołnierz kitą. Wyglądał jeszcze dziwaczniej od pozostałych. Torował im przejście, pozostawiając za sobą śnieżną rynnę. Co kilkadziesiąt metrów wyznaczone stanowisko zajmował kolejny myśliwy.

Cztery hektary młodników tworzyły klasyczny prostokąt. Na jednym z węższych boków ustawili się dwaj gajowi z psami, a na drugim flankujący leśniczy, Augustyn. Przeciwległy do traktu bok wyznaczała wartko płynąca rzeka. Tej części nikt nie obstawiał. Ucieczka przez rzekę wydawała się mało prawdopodobna. Wszyscy byli okropnie zmęczeni. Zanim zaczęli obstawiać miot, musieli przebyć pieszo ponad pięć kilometrów. Wysoki śnieg dał im się dobrze we znaki.

Przygotowując polowanie, zamówili sanie u doktora, ale ten nad ranem musiał pojechać do porodu. Obiecał, że przed południem do nich dołączy. Nie było wyjścia. Dwa, trzy mioty przepędzą sami, na więcej pewnie nie wystarczy im sił. Nie mieli pewności, czy lekarz dojedzie. Poród mógł być trudny, a nieprzewidziane komplikacje mogą go zatrzymać na dłużej. Jednocześnie doskonale wiedzieli, że łowiecka pasja nie pozwoli mu zapomnieć o kolegach.

Augustyn powoli dochodził do linii oddziałowej, na której miał flankować. Jako ostatniego na trakcie pozostawił księdza Brożka. Miejscowy proboszcz poruszał się żwawo, bo był najmłodszym łowcą w tym gronie. Ale i na jego twarzy pojawił się grymas zmęczenia, a pot zalewał oczy. Z wdzięcznością przyjął stanowisko i usiadł na trójnożnym stołku. Za młodnikami rozciągał się bukowy starodrzew. W linii pierwszych drzew zamierzał stanąć doświadczony leśnik. Jego niemłodą już twarz też zalewał pot. Przecierając okulary, dostrzegł ruch na wysokim konarze najbliższego drzewa. Splatające się w wielu miejscach gałęzie starych buków utrudniały widoczność, ale opadający co chwilę śnieg zdradzał miejsce niecodziennego zdarzenia. Wiewiórka starała się umknąć przed goniącym ją prześladowcą.

Długie i giętkie ciało drapieżcy, osadzone na krótkich nóżkach, z wielką gracją przemieszczało się z gałęzi na gałąź. Ciemnobrązowa zjawa z żółtawą plamą na szyi z każdym skokiem zbliżała się do rudawej uciekinierki. Wydawało się, że pościg dobiega końca. Wąski pyszczek kuny już prawie łapał ofiarę. W tym momencie padł strzał i kuna, odbijając się bezwładnie od gałęzi, padła w głęboki śnieg. Augustyn z uśmiechem na twarzy przyglądał się zdziwionej wiewiórce. Ponadpółmetrowy tumak leżał u stóp myśliwego. Tylko jeden śrut przebił nierozwidloną plamę na szyi. Piękny początek…

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Polowanie i myśliwy

Mgnienia wiosny

Najpilniejsze zadania na kwiecień? To przede wszystkim ochrona zasiewów w celu zminimalizowania szkód. A jeśli starczy czasu, będziemy wypatrywali rogaczy, koncentrując się na myłkusach i

Opowiadanie

Zupełnie inne muzeum

Oglądanie ekspozycji może się okazać wspaniałą przygodą – do takiego wniosku doszły dzieci, po powrocie z… No właśnie! Skąd? Jest takie miejsce, które warto odwiedzić,

Porady praktyczne

Szacowanie z auta

Dzięki corocznej inwentaryzacji możemy poznać trendy zachodzące w populacjach gatunków łownych. Wyniki stanowią podstawę do przygotowania planu odstrzału, ale przede wszystkim do oszacowania wielkości przyrostu

Polowanie i myśliwy

Fundusze dla łowiectwa

Prowadzone przez nas działania edukacyjne i promocyjne można z powodzeniem współfinansować ze środków samorządowych i unijnych. Przykład dali – jakżeby inaczej – przedsiębiorczy i zaradni

Opowiadanie

Wernyhora

Co oznacza znalezione na siedzeniu piórko słonki? I dlaczego leśny dukt pojawia się nagle i znika niczym jezioro z powieści Ernesta Hemingwaya? Wreszcie: czy duch