fot. il. Katarzyna Fila-Makowiecka

Zupełnie inne muzeum

Oglądanie ekspozycji może się okazać wspaniałą przygodą – do takiego wniosku doszły dzieci, po powrocie z… No właśnie! Skąd? Jest takie miejsce, które warto odwiedzić, żeby zobaczyć, jak polowano przed wiekami, i poznać zwierzęta, których już nie można u nas spotkać.

Kwiaty czarnego bzu pachniały upajająco. Olę aż kręciło w nosie, kiedy baldaszkowate kwiatostany lądowały raz po raz w koszyku. Dziewczynka zbierała je na prośbę mamy, która nie wyobrażała sobie zimy bez herbatki z tych drobnych, białych kwiatków.

– To samo zdrowie – mówiła do Oli. – Pamiętasz, jak byliście przeziębieni? Żeby nie herbatka z kwiatów czarnego bzu, tak szybko byście nie doszli do zdrowia.

I sok z owoców! Sok z czarnego bzu Ola i Hubert robili z babcią jesienią. Owoce zbiera się po przymrozkach, myje się i wrzuca do ogromnego garnka z kranikiem. Po zagotowaniu kranik się odkręca i sok spływa do butelek. Jest pyszny!

Kiedy koszyk się zapełnił, Ola wspięła się po drabince na stryszek nad drewutnią, gdzie babcia suszyła zioła, i rozłożyła kwiaty na przygotowanej uprzednio płachcie materiału. Z belki pod daszkiem zwisały już pęki pokrzyw, mięty, płócienne woreczki z kwiatami podbiału i liśćmi poziomek. Ola rozejrzała się po stryszku i uśmiechnęła się. Część zbiorów to jej robota! Fajna przygoda to zielarstwo, kiedyś leczono tylko roślinami. Hubert nie miał tyle cierpliwości co siostra do dłubania w delikatnych listkach, skubania i zbierania roślin, ale trzeba przyznać, że bardzo się starał. Przodował za to w zbieraniu żołędzi dla dzików i grzybów na przetwory.

Dziewczynka zeszła do ogrodu. Zanim wróciła do leśniczówki, pamiętała, że babcia prosiła ją o zerwanie pietruszki i bazylii. Spieszyli się dziś z obiadem, bo na popołudnie dziadek zapowiedział wyjazd do pobliskiego Poznania. Dzieci trochę kręciły nosami, bo miasto miały na co dzień i nie bardzo chciały spędzać w nim czas wolny, ale kiedy babcia puściła do nich porozumiewawczo oko, wiedziały, że to nie będzie taki zwykły wyjazd, tylko prawdziwa przygoda. W samym mieście zatrzymali się tylko raz – dziadek chciał załatwić kilka sprawunków w sklepie myśliwskim i oczywiście nie było mowy, żeby wnuki poczekały na niego w samochodzie. Kiedy weszli do sklepu, dzieci oniemiały! Nigdy nie widziały tylu ciekawych rzeczy!

– Ale piękne noże – westchnął Hubert. – Jak będę duży, to sobie taki kupię!

– A ja bym chciała takie talerze z bażantem! – Ola z rozmarzeniem wpatrywała się w witrynę, gdzie wystawiona była kunsztownie zdobiona, porcelanowa zastawa.

Sprzedawca wkładał zakupy do papierowych toreb i uśmiechał się, patrząc na zachwycone dzieci.

– Pozwólcie do lady, moi drodzy – powiedział. – Mam dla was szybki konkurs, oczywiście z nagrodami. Jak nazywa się samica łosia? – skinął głową na Olę. – A dla ciebie kolego zagadka: kto w lesie szczeka i nie jest psem?

Podziel się
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Inne ciekawe artykuły

Polowanie i myśliwy

Szanujmy wspomnienia

Czym naprawdę jest trofeistyka? Czy to dziedzina naukowa łowiectwa, czy tylko nasza fanaberia? Aby odpowiedzieć na te pytania, nie wystarczy cofnąć się w czasie do

Polowanie i myśliwy

Łucznictwo szkołą charakteru

Co łączy łucznictwo i pirografię, czyli szlachetną sztukę wypalania w drewnie? Z pewnością bystre oko. To dzięki niemu strzała odnajduje drogę do celu, a w

Polowanie i myśliwy

W kaczym świecie

Jedne wspaniale nurkują, drugie latają z prędkością ponad 100 km/h, a jeszcze inne lęgną się na wysokościach. Polujemy tylko na niektóre gatunki kaczek, ale –

Porady praktyczne

Zbuchtowane łąki

Wielu myśliwych uważa, że szacowanie łąki jest proste. I rzeczywiście tak jest, gdy spotykamy się z uprawami, które nie spełniają żadnych norm. Problem pojawia się,

Temat miesiąca

Przyszłość szaraka

Prowadzący krucjatę w obronie ptaków pseudoekolodzy domagają się przy okazji objęcia całkowitą ochroną zagrożonego, ich zdaniem, zająca. Sami ich napędzamy, pisząc, że populacja szaraka od